Prawo, polityka

W czasie, kiedy Waszyngton wzmacnia wojenny budżet Kremla znosząc sankcje na rosyjską ropę, Europa powinna utrudnić jej sprzedaż, na przykład przez skuteczne aresztowanie statków rosyjskiej floty cieni - ocenia prof. Ernest Czermański z Uniwersytetu Gdańskiego.

Stany Zjednoczone w czwartek zniosły do 11 kwietnia br. sankcje na znajdującą się już na morzu rosyjską ropę. Z kolei od 5 marca, przez 30 dni, za zgodą USA rosyjską ropę mogą kupować indyjskie rafinerie. Cel to obniżenie rosnących w związku z wojną z Iranem cen surowca.

Według prof. Ernesta Czermańskiego, dyrektora Centrum Badań nad Gospodarką Morską i kierownika Katedry Transportu i Handlu Morskiego na Uniwersytecie Gdańskim, skutki amerykańskich decyzji to m.in. wzmocnienie budżetu Rosji, co z kolei uderza w walczącą Ukrainę. W jego opinii Unia Europejska może jednak utrudnić Rosji prowadzenie kosztownej wojny przeciwko Ukrainie.

Skracanie Rosji możliwości realizacji eksportu ropy przez działania wobec jej floty cieni to główne narzędzie oddziaływania UE na Rosję. Wystarczą do tego istniejące przepisy – ocenił Czermański w komentarzu przekazanym PAP.

Eksperci PISM szacują, że nawet 90 proc. eksportu rosyjskiej ropy odbywa się drogą morską. Od 2022 roku Rosja buduje tzw. flotę cieni, armadę starzejących się, nielegalnych tankowców, które omijając zachodnie sankcje dostarczają ropę odbiorcom, głównie w Azji. Nielegalna flota pływa pod banderą takich krajów jak Panama, Gambia, Barbados czy Komory. Według brytyjskiego dziennika „Guardian” obecnie jest takich statków nawet 1200.

Główny szlak eksportowy, łącznie z transportami na rynki azjatyckie prowadzi przez Bałtyk, z portów w europejskiej części Rosji, przede wszystkim z Ust-Ługi. Co istotne, statki floty cieni pływają bez ważnego ubezpieczenia, przeglądów, bez przestrzegania zasad obowiązujących inne legalnie działające jednostki.

I właśnie brak ważnych certyfikatów jest, według Czermańskiego, kluczem do zwalczania przez kraje Unii Europejskiej floty cieni np. na Bałtyku czy Morzu Północnym.

W opinii profesora należy w Europie podjąć strategiczną decyzję o unijnym egzekwowaniu, na wszystkich wodach morskich, od wszystkich statków, certyfikatów poświadczających stan techniczny nie zagrażający środowisku. Zaś w razie ich braku skutecznie zatrzymywać i aresztować „na długie miesiące” nielegalne tankowce. To dałoby jego zdaniem efekt „blokady operacji rosyjskiej floty cieni”.

Po pierwsze przez przerwanie łańcucha dostaw rosyjskiej ropy, a po drugie przez odstraszenie potencjalnych przyszłych kupców od tego typu transakcji. Przez nieuchronność aresztu statków rośnie bowiem prawdopodobieństwo ich niezrealizowania – zauważył Czermański.

Ekspert przypomniał, że zdecydowana większość statków floty cieni to jednostki wycofane z flot renomowanych armatorów, awaryjne, pływające pod wygodnymi banderami, które mają znacznie obniżone wymogi techniczne wobec statków. Ekspert zwrócił też uwagę, że korzystają one z towarzystw klasyfikacyjnych spoza IACS (Międzynarodowego Stowarzyszenia Towarzystw Klasyfikacyjnych). Tymczasem tylko te towarzystwa dają gwarancję należytej staranności w certyfikacji statków.

Zatem jeżeli kraje morskie UE zechciałyby w sposób restrykcyjny podejść do zabezpieczenia własnych wód przed potencjalną katastrofą ekologiczną, wystarczy sięgnąć po istniejące przepisy zobowiązujące każdego armatora do zapewnienia odpowiednich certyfikatów - oryginalnych i autentycznych - ale musiałoby to nastąpić wspólnie i w jednym czasie – podkreślił ekspert.

Kluczowa jest według profesora determinacja w blokowaniu floty cieni. Będzie ją musiała wykazać na przykład Belgia, ponieważ właściciel przechwyconego 1 marca przez armię belgijską tankowca Ethera wnosi pozew przeciwko państwu belgijskiemu w związku z nałożoną na statek kaucją w wysokości 10 mln euro. Ethera jest według belgijskich władz powiązana z rosyjską flotą cieni.

W opinii Czermańskiego to test na ile państwo belgijskie będzie zdeterminowane, aby utrzymać swoją sankcję w mocy.

Dlatego należy mocno zweryfikować istniejące przepisy pod kątem ich niewzruszalności w razie ewentualnego skarżenia strony obciążonej, tak aby dalsze procedowanie nie było uchylane, a konsekwentnie realizowane – ocenił ekspert.

Amerykańscy eksperci z think tanku Foundation for Defense od Democracies (FDD) Peter Doran i Max Meizlish uznali dotychczasowe europejskie próby blokowania floty cieni za nieskuteczne i wezwali kraje UE do utworzenia specjalnej „instytucji ds. konfiskaty statków objętych sankcjami i ich nielegalnego ładunku”.

Konfiskata ta mogłaby się ich zdaniem odbywać na wzór zajmowania przez państwa nadbrzeżne statków naruszających przepisy dotyczące rybołówstwa.

- A dochody ze złomowania statków i sprzedaży ropy naftowej mogłyby wesprzeć odbudowę Ukrainy – napisali Doran i Meizlish.

Zapytany o opinię na temat tych amerykańskich propozycji Czermański odpowiedział, że nie ma czasu na przygotowanie stosownej unijnej legislacji i lepiej skupić się na istniejących przepisach, obarczonych mniejszym ryzykiem braku umocowania w doktrynie orzeczniczej. Według Czermańskiego także handel skonfiskowaną ropą oraz złomowanie starych statków w UE to „ryzykowna propozycja”.

Ekspert przypomniał przypadek rosyjskiego tankowca Khatanga, którego żadna stocznia w Polsce nie zdecydowała się zutylizować. Statek uznano za odpad po tym, jak zbankrutował jego armator. Przez 8 lat niszczał w porcie, aby ostatecznie trafić do utylizacji do Danii. Dlatego w opinii Czermańskiego złomowanie starych statków to działalność obarczona ogromnym ryzykiem środowiskowym. Nie wiadomo bowiem, zwrócił uwagę ekspert, z czego taki statek do zezłomowania jest zbudowany oraz jak po kolei go demontować i utylizować poszczególne jego elementy.

Profesor pochwalił za to inną propozycję amerykańskich ekspertów, naszkicowaną na łamach euractiv.com, polegającą na wprowadzeniu zakazu wstępu do europejskich portów i na teren Europy członkom załóg, które służą na statkach objętych sankcjami.

Doran i Meizlish przypomnieli, że operatorzy floty cieni polegają na rotacyjnych pulach marynarzy z państw trzecich.

- Uczynienie służby na wyznaczonym statku decyzją kończącą karierę podniosłoby koszty setek statków szybciej i taniej niż jakakolwiek operacja abordażowa – ocenili Amerykanie.

Czermański zastrzegł wprawdzie, że taki zakaz może mieć wątpliwą podstawę prawną, ale zauważył, że pomysł można trochę zmodyfikować. Na przykład wprowadzając uzans, czyli zwyczaj morski, według którego zatrudnienie kogoś, kto brał udział w operowaniu statkiem łamiącym sankcje byłoby uznawane za nieetyczne i niedopuszczalne. Na takie podejście musiałby też przystać działające na zlecenie armatorów agencje crewingowe.

W stosowaniu takiego zwyczaju mogłyby w opinii eksperta dopomóc także państwa bander, pod którymi zatrudnia się najczęściej marynarzy (np. cypryjska, maltańska, Wysp Mana itp.), a także towarzystwa ubezpieczeniowe, które mogłyby odmawiać ubezpieczania określonych osób.

Widzę tu jednak zbyt dużo potencjalnych wąskich gardeł, aby mogło się to wydarzyć szybko i skutecznie. Wystąpiłby problem poradzenia sobie z przepisami ochrony danych osobowych w UE i kłopot z aktualizacją i wymianą danych osobowych takich marynarzy – przyznał ekspert.

Anna Gwozdowska

1 1 1

Źródło:

Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter