Inne

Dzisiaj przypada 115. rocznica urodzin przedstawiciela pierwszego pokolenia marynarzy Niepodległej, wybitnego oficera marynarki handlowej, pisarza i wychowawcy. 25 marca 1905 urodził się Karol Olgierd Borchardt. 

Przy okazji 115. rocznicy urodzin Karola Olgierda Borchardta, publikujemy przeprowadzoną przez Tomasza Falbę rozmowę z Ewą Ostrowską, byłą asystentką kapitana i załączamy film o "Kapitanie własnej duszy".

- Nie ma Pani wrażenia, że z upływem czasu sława Borchardta nieco przybladła, a jego książki nie są już tak chętnie czytane, szczególnie przez młodsze pokolenie Polaków?

- I tak, i nie. Z jednej strony muszę przyznać, że rzeczywiście czytelników książek Borchardta ubywa. Z drugiej jednak strony ma on ciągle wiernych fanów i to także wśród ludzi młodych. O jego pamięć dba też kilka szkół podstawowych, które noszą jego imię.

- Jest Pani spadkobierczynią spuścizny literackiej po Borcharda. Tak chciał pisarz?

- Taka była jego ostatnia wola zapisana w testamencie sporządzonym na cztery lata przed śmiercią, dokładnie w sylwestra 1981 roku. Uczynił mnie w nim nie tylko spadkobierczynią swojego dorobku literackiego, ale także skromnego dobytku materialnego. I ten testament realizuję wydając jego książki i dbając o pamięć o nim.

- Myśli Pani, że dobrze się stało, iż wystawa powstała właśnie w Helu? Przecież bardziej naturalnym miejscem dla Borcharda była Gdynia. [Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu zaaranżowało wystawę w postaci odtworzonego mieszkania autora "Znaczy kapitana". - red.]

- Uważam, że bardzo dobrze się stało. Zależało mi na stałej wystawie i tu znalazła ona swoje miejsce. Chciałam też, aby jak najwięcej ludzi ją obejrzało. MOW to gwarantuje. Lepszego miejsca naprawdę nie mogłam sobie wymarzyć. Zbiory nie miały zresztą jakoś szczęścia. Przez ponad dwadzieścia lat rzeczy, które można teraz zobaczyć na ekspozycji, leżały niedostępne w pomieszczeniach Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. A Gdynia nie dawała gwarancji, że moja koncepcja będzie zrealizowana w pełni - tak, jak to uczyniło Muzeum helskie.

- Jaki był Borchardt?

- Jak każdy człowiek, miał wady. Miał jednak również pewne cechy, które od razu budziły sympatię, np. nigdy nie stosował kar w swojej pracy pedagogicznej. Był też niepoprawnym optymistą, choć sam wolał siebie określać żartobliwie mianem wesołego pesymisty.

- Już po wydaniu pierwszej książki, "Znaczy kapitan", okrzyknięto Borchardta najwybitniejszym polskim pisarzem marynistą. Czy to jednak nie przesada? W oczach świata jest nim przecież Joseph Conrad, czyli Józef Korzeniowski.

- To dwa różne typy pisarstwa, nie można ich ze sobą porównywać. Conrad jest bardziej uniwersalny niż na wskroś polski Borchardt. Książki tego drugiego tłumaczono na obce języki, ale nie odniosły wielkiego sukcesu, bo są poza Polską niezrozumiałe. Ulubionym pisarzem Borchardta był Henryk Sienkiewicz. Jest pomiędzy nimi pewna analogia. Obaj mieli wielki talent do trafiania w dusze Polaków. Gorzej było z duszami innych narodowości.

- Widzi pani jakichś następców Borchardta?

- Borchardt bardzo nie lubił, kiedy nazywano go gawędziarzem. Ale on właśnie uprawiał gawędę w najlepszym tego słowa znaczeniu. Myślę, że śmiało można go przyrównać do Jana Chryzostoma Paska, Melchiora Wańkowicza czy Jerzego Waldorffa. Gawędziarstwo wyniósł z domu swojej babki, do której jeździł na wakacje. W dawnych dworach polskich wieczory spędzano na rozmowach w gronie rodziny. Kiedy pojawiał się gość, sadzano go do stołu, częstowano „czym chata bogata”, a potem wypytywano o wszystkie wiadomości. Mały wówczas Karol, chłonął tę atmosferę. Dzisiaj nie ma już takich dworów. Nie będzie więc chyba drugiego Borchardta. Choć bez wątpienia był i pewnie jest, przykładem dla innych autorów opisujących swoje przeżycia na morzu.

Karol Olgierd Borchardt
Urodził się w 1905 roku. Jako 15-latek wziął na ochotnika udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W 1928 roku ukończył Szkołę Morską w Tczewie. Pływał kolejno na polskich transatlantykach: Polonii, Pułaskim, Piłsudskim i Kościuszce. W czasie wojny przeżył zatonięcie Piłsudskiego i Chrobrego. Za akcję ratowania załogi na Chrobrym otrzymał Krzyż Walecznych. Po wojnie wrócił do Polski. Władze komunistyczne zabroniły mu pływania. Zaczął więc pracę w szkolnictwie morskim. Po odwilży październikowej w 1956 roku zaczął też pisać. Najsłynniejsze jego książki to: "Znaczy kapitan", "Krążownik spod Somosierry" i "Szaman Morski". Przyniosły mu gigantyczną popularność. Zmarł w 1986 roku.

 

Karol Olgierd Borchardt
Karol Olgierd Borchardt

Komentarze   

+3 cześć pamięci kapitana
Wspaniały człowiek, ciekawa historia.
26 marzec 2020 : 09:45 Ciekawski Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1