Inne
W niedzielne południe jacht Stary odbił od szczecińskiej kei przy dźwiękach żegnających go syren okrętowych. W pierwszy etap rejsu do Islandii wyruszyło siedmiu uczniów Technikum Morskiego w Szczecinie.

Fot. Andrzej Szkocki

Jacht Stary pokona trasę Szczecin - Islandia śladem Witezia II, który w 1959 r. jako pierwszy polski jacht dotarł do Wyspy Mgieł.

- Jak mama zdejmie okulary, to się okaże, czy się nie przejmuje - śmieje się Erwin Joks, który płynie w pierwszej zmianie. Jego mama ukradkiem wyciera łzy i szybko mówi, że to od wiatru i słońca.

Na nabrzeże przyszło kilkaset osób, w tym przedstawiciele władz, kapitanów i szczecińskich klubów, w tym Żeglarskiego Szczecina (z pomysłodawcą i organizatorem wyprawy Piotrem Owczarskim) oraz wielu rodziców i krewnych młodych ludzi. Zbigniew Zalewski, prezes Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego przypomniał, że w poniedziałek 1 czerwca będziemy uroczyście obchodzić 65-lecia polskiego żeglarstwa w Szczecinie i na Pomorzu Zachodnim. Elżbieta Masojć, wiceprezydent Szczecina przekazała młodej załodze butelkę, którą mają wrzucić do morza. Na tego, kto ją odnajdzie i zgłosi się do urzędu miasta, czekają niespodzianki.

- Już się nie mogę doczekać, kiedy znajdziemy się na morze - przyznaje Adam Czubek. - Takie pożegnania fajne są dla rodziców, ale większość z nas już chciałaby poczuć słone fale i zobaczyć nad sobą rozpięte żagle.

Pierwszy etap prowadzi do Thyborn, gdzie 8 czerwca zmieni obecną załogę kolejnych siedmiu uczniów.

- Będziemy się zmieniać w kambuzie i na pokładzie - opowiada o rejsie Ola Stundis. - To fascynujące, ale jestem podenerwowana, bo co innego treningi, a co innego wielkie morze. Powtarzam sobie: dasz sobie radę, ale trema trzyma.

- Pamiętaj, nie szarżuj, nie wychylaj się, słuchaj kapitana, nie przemęczaj się, noś czystą bieliznę ... - wylicza jedna z mam, a po twarzy ciekną jej łzy.

O godz. 14.08 jacht rzucił cumy i odbił od kei. W tym momencie stojące w porcie statki i krążące po Odrze jachty uruchomiły syreny. Zrobiło się bardzo podniośle. Wszyscy bili brawo, załoga machała rękoma, a rodzice młodych ludzi, którzy odpływali, chwytali się za ręce.

- Czy tak nie może być każdego dnia w Szczecinie? - pyta retorycznie Antoni Adamczak, znany szczeciński przewodnik. - Przed laty był ruch, dziś wieje zapomnieniem, jak w halach stoczni. Ten rejs wniósł życie w puste nabrzeża.


Marek Rudnicki

1 1 1 1

Źródło: