Szef tajwańskiej dyplomacji Lin Chia-lung zarzucił w środę Chinom bezprawną ingerencję w strefę morską Tajwanu po tym, jak chińska straż przybrzeżna rozpoczęła patrole na wschód od wyspy. Tajpej oskarża Pekin o „nękanie” załóg statków. Władze ChRL argumentują, że chronią suwerenność i narodowe interesy.
- Chińscy komuniści nie mają prawa ingerować w sprawy dotyczące wód na wschód od Tajwanu, niezależnie od tego, czy dotyczą one naszej suwerenności, czy jurysdykcji – oświadczył Lin.
Dodał, że próby stworzenia przez Chiny „nowej normy” sprawiają, iż są one „podmiotem naruszającym status quo”.
Lin odniósł się do informacji przekazanych we wtorek przez tajwańską straż przybrzeżną, która powiadomiła, że w ostatnich dniach chińskie służby żądały na wodach wschód od Tajwanu od załóg statków handlowych informacji o trasie żeglugi i rościły sobie prawo do jurysdykcji na tym akwenie.
Rzeczniczka chińskiego Biura do spraw Tajwanu Zhang Han oceniła w Pekinie, że są to kroki uzasadnione.
- Patrole odpowiednich władz kontynentalnych na tych wodach są usprawiedliwionym aktem służącym ochronie suwerenności oraz praw morskich - oświadczyła urzędniczka.
Zwiększona aktywność chińskiej floty stanowi odpowiedź na zapowiedź władz Japonii i Filipin o podjęciu rozmów o granicach morskich.
Władze w Pekinie uznają demokratyczny Tajwan za część własnego terytorium. Rząd w Tajpej odrzuca te roszczenia, zaznaczając, że o przyszłości regionu decydują wyłącznie jego mieszkańcy.
Krzysztof Pawliszak
