We wtorek przed południem 56 kilometrów na północny zachód od Koszalina doszło do kolejnego przechwycenia rosyjskiego samolotu rozpoznawczego Ił-20M - poinformował wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. To już drugi taki przypadek w tym tygodniu.
Rzecznik Miniesterstwa Obrony Narodowej Janusz Sejmej podkreślił w rozmowie z PAP, że rosyjski samolot nie przekroczył polskiej przestrzeni powietrznej.
„Dziś przed południem kolejne przechwycenie rosyjskiego samolotu rozpoznawczego Ił-20M. Tym razem dyżurna para naszych samolotów przechwyciła samolot rozpoznawczy FR (Federacji Rosyjskiej - PAP) 56 km na północny zachód od Koszalina” - napisał szef MON we wtorek po południu na platformie X.
Kosiniak-Kamysz zaznaczył, że „Rosja po raz kolejny prowadzi działania o charakterze prowokacyjnym w pobliżu granic państw NATO, sprawdzając czujność i gotowość systemów obrony Sojuszu”.
Dziś przed południem kolejne przechwycenie rosyjskiego samolotu rozpoznawczego Ił-20M.
— Władysław Kosiniak-Kamysz (@KosiniakKamysz) August 4, 2026
Tym razem dyżurna para naszych samolotów przechwyciła samolot rozpoznawczy FR 56 km na północny zachód od Koszalina. Rosja po raz kolejny prowadzi działania o charakterze prowokacyjnym w… pic.twitter.com/8b33grF3PW
Poprzednio do przechwycenia rosyjskiego samolotu nad Bałtykiem doszło w poniedziałek - 60 kilometrów na północny zachód od Łeby. Jak informował szef MON, Ił-20 nie naruszył wówczas polskiej przestrzeni powietrznej. Maszyna poruszała się w międzynarodowej przestrzeni bez planu lotu i włączonego transpondera. Rosyjski Ił-20 został przechwycony nad Bałtykiem także w ubiegły piątek.
Rosyjskie samoloty były kilkukrotnie przechwytywane nad Bałtykiem także wcześniej, w połowie lipca. Tego typu incydenty zdarzają się ze zmienną regularnością od dłuższego czasu, w szczególności po pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Wśród przechwyconych w rejonie Ustki oraz Jastrzębiej Góry samolotów znalazły się rozpoznawcze Iły-20 oraz bojowe myśliwce Su-30 z bazy w Królewcu.
Rosyjskie samoloty zwiadowcze - a ostatnio również bojowe - regularnie latają nad Bałtykiem z wyłączonymi transponderami i bez złożonych planów lotu, co uniemożliwia ich zdalną identyfikację i utrudnia pracę organom kontroli ruchu lotniczego.
Przechwycenie obcego samolotu nad wodami międzynarodowymi polega przede wszystkim na jego identyfikacji przez pilotów myśliwców, za pomocą systemów optoelektronicznych i kontaktu wzrokowego, ewentualnie nawiązaniu z nim łączności i eskortowaniu poza obszar odpowiedzialności polskiego lotnictwa.
Piloci mogą w tym celu wykonywać szereg manewrów - zbliżać się do obcego samolotu, pokazywać mu swoje uzbrojenie czy wypuszczać flary.
Przechwycenie niezidentyfikowanego statku powietrznego w pobliżu polskich granic jest standardową procedurą w sytuacji, w której nie ma z nim kontaktu. Eksperci wskazywali, że loty na Bałtykiem bez planów lotu i włączonych transponderów w ostatnich latach stały się standardową praktyką Rosjan.
Latając w ten sposób w pobliżu granicy państw NATO, testują m.in. ich reakcję czy systemy obrony powietrznej. Takie loty Rosjan mogą też powodować zakłócenia w cywilnym ruchu lotniczym w regionie.
Kontroli aktywności rosyjskiego lotnictwa w regionie służy m.in. misja NATO Baltic Air Policing, w ramach której samoloty polskie i sojusznicze patrolują przestrzeń nad państwami bałtyckimi i samym Bałtykiem. Ponadto przestrzeń międzynarodowa na morzu jest monitorowana przez siły zbrojne państw regionu - Polski, Szwecji, Danii czy Niemiec.
