Pływający pod banderą rosyjską tankowiec Arctic Metagaz wciąż dryfuje po Morzu Śródziemnym po kolejnej nieudanej próbie holowania. Według władz libijskich, ostatnia próba związana z odholowaniem strawionej ogniem jednostki, nie powiodła się z powodu zerwania się liny holowniczej. Ponowne jej zamocowanie nie było możliwe, donosi „New York Times”.
Statek o długości 275 metrów znajduje się około 120 mil morskich na północ od Bengazi w Libii i obecnie stanowi poważne zagrożenie zarówno dla środowiska, jak i żeglugi. Tankowiec jest poza kontrolą od 3 marca br., kiedy to załoga opuściła statek po tym, jak atak drona spowodował dużą dziurę w kadłubie.
Szacuje się, że na pokładzie znajduje się wciąż 700 ton paliwa i znaczne ilości gazu ziemnego, co budzi obawy o potencjalne wycieki. Władze międzynarodowe uważnie monitorują sytuację w obawie przed poważną katastrofą ekologiczną w tym regionie.
Według międzynarodowych organizacji, Arctic Metagaz jest częścią rosyjskiej tak zwanej „floty cieni”, która działa w warunkach obejścia sankcji nałożonych przez kraje Zachodu na Rosję. Statek był wcześniej objęty ograniczeniami ze strony kilku krajów zachodnich i w ciągu ostatniego roku zmienił nazwę.
Wrak monitorowany jest przez samoloty należące do sił morskich Unii Europejskiej operujące na Morzu Śródziemnym w ramach misji IRINI. Również organizacja ochrony środowiska World Wide Fund for Nature poinformowała, że uważnie śledzi rozwój sytuacji i ostrzegła, że jakikolwiek wyciek z ładunku statku będzie miał poważne konsekwencje, może bowiem nie tylko wywołać pożar, ale stworzyć chmury ekstremalnie zimnego gazu i spowodować długotrwałe zanieczyszczenie wód przybrzeżnych między Maltą a włoską wyspą Linosa, należącą do archipelagu Pelagijskiego.
Objęty sankcjami Arctic Metagaz płynął z Murmańska w Rosji do Port Saidu w Egipcie. ale 3 marca, gdy znajdował się około 200 km na północ od libijskiej Syrty nadał sygnał SOS i zaczął nabierać wody.
Rosja uznała, że jej tankowiec został zaatakowany przez ukraińskie drony morskie wysłane z wybrzeża Libii. Jednak Ukraina nie wzięła na siebie odpowiedzialności za tę katastrofę morską.
LEW/Z Mediów
