12 grudnia ub. roku siły specjalne Ukrainy (Сили спеціальних операцій Збройних сил України) wspierane przez wywiad wojskowy tego państwa (Головне управління розвідки Міністерства оборони України) wykonały uderzenie na rosyjską infrastrukturę wydobywczą ropy na Morzu Kaspijskim.
Zaatakowano ją dwukrotnie lub nawet trzykrotnie w dniach 10-12 grudnia - informacje są rozbieżne, multiplikują się, powielają, a nawet wzajemnie falsyfikują. Znaczenie Morza Kaspijskiego omówiliśmy w numerze 8/2025 miesięcznika Polska na Morzu.
Kluczowa infrastruktura Łukoil
Operację przeprowadzono 700 km od najbliższych obszarów, znajdujących pod ukraińską kontrolą. Celem stała się platforma - instalacja wydobywcza - na polu Filanovsky – Korchagin (wg transkrypcji stosowanej w literaturze anglosaskiej oraz dokumentach rejestracyjnych).
Oba pola znajdują się około 180 km na południe od wybrzeża (200 km od kotwicowiska portu Astrachań, 240 km na wschód od Machaczkały w Dagestanie, 220 km od brzegu nadwołżańskiej Kałmucji i 20-30 km na wschód od wyspy Małyż Żiemczużij (Малый Жемчужный). Obiektem ataku był kompleks trzech oddzielnych instalacji, złożony z modułów:
- wydobywczego LPS-1 (wymiary 95,5 x 72,2 m, wysokość 86,6 m, masa 25 665 ton), obsługującego około 20 odwiertów o głębokości prac wiertniczych 7400 m,
- mieszczącego stację pomp oraz elektrownię,
- mieszkalnego LPS-2 (wymiary 41,5 x 40,2 m, wysokość 38,2 m, masa 1340 ton) z lądowiskiem dla śmigłowca.
Moduły są połączone pomostami (trapami) osobowymi i technicznymi (np. do przeprowadzenia torów kablowych o długości 74 m). Czwarty element to tzw. świeczka, czyli wieżowa instalacja zabezpieczająca spalanie gazu uzyskiwanego w procesie wydobycia.
Dolna część głównej instalacji posadowiona została na złożu w trzecim kwartale 2009 roku, ale później pojawiły się opóźnienia. Wiertnicę dostarczono po koniec roku 2018, zaś platforma osiągnęła gotowość rozruchową w marcu 2019 roku.
Instalacja obsługuje 26 odwiertów wydobywczych, trzy do tłoczenia wody w złoże i jeden do tłoczenia gazu. Podniesienie ciśnienia w górotworze ułatwia wydobycie ropy. Możliwości wydobywcze szacowane są 120 tys. baryłek dziennie, czyli około 12,5 tys. ton. Według danych rosyjskich, etatowa obsada to około 130 osób.
Obiekt należy do Łukoil, czyli drugiego, co do wielkości wydobycia, rosyjskiego koncernu naftowego. W 2002 roku podmiot ten w partnerstwie z brytyjskim Rotach Energy dążył do przejęcia gdańskiego Lotosu. Postępowanie prywatyzacyjne zostało (szczęśliwie dla Polski) unieważnione przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Ostatecznie Lotos wszedł w skład PKN Orlen.
Zaatakowany obiekt wchodzi w skład tzw. „nowej” infrastruktury wydobywczej i dlatego jest szczególnie cenny, gdyż większość rosyjskich instalacji na Morzu Kaspijskim to masa upadłościowa po Związku Sowieckim.
Bogate złoża roponośne
Złoża Korchagin i Filanovsky oszacowano jeszcze w czasach sowieckich, ale dokładne badania rozpoczęły się w 1995 roku. Prowadzono je przy użyciu samopodnośnej platformy Astra (ex-Marawah, zbudowana przez JMU Tsurumi Works z Jokohamy w 1983 roku, masa 3722 t), którą zakupiła firma Eurasia Drilling, zarejestrowana w Astrachaniu. W 1999 roku wykonano pierwsze próbne odwierty.
Rozpoznanie zakończono w 2000 roku. Zinwentaryzowano pięć złóż: Khvalynskoye, Korchagin, Rakushechnoye, Sarmatskoye oraz Filanovsky. Zasoby oszacowano 129 mln ton ropy i 30 mld metrów sześc. gazu. W 2004 roku zainicjowano intensywną rozbudowę instalacji.
Mimo iż akwen, pod dnem którego zalegają złoża jest płytki (11-17 m), wymaga bardzo szczególnej infrastruktury, gdyż zimą zamarza (średnia temperatura stycznia w Astrachaniu to około minus 6,5 st. C, ale odnotowywano zimy, kiedy spadała do minus 35 stopni). Konieczność przygotowania się na takie ekstrema pogodowe zwiększa złożoność pracujących tam instalacji, a więc koszty ich wzniesienia. Nie bez przyczyny nazywa się je „lodoodpornymi”.
Moduł LPS-1 powstał w stoczni Astrachanski Sudostroitielnyj Zawod. Moduł LPS-2 zbudowała firma OAO Stroytransgaz (Стройтрансгаз) z centralnymi zakładami w Wołgogradzie, należąca do konglomeratu finansowo-przemysłowego Volga Group, pierwotnie zarejestrowanego w Luksemburgu i należącego do oligarchy Gienadija Timczenko (po agresji przeciw Ukrainie objętym osobistymi sankcjami, podczas gdy aktywa Volga Group zamrożono).
Urobek z odwiertów przesyłany jest rurociągami o średnicy 300 mm, ułożonymi przez amerykański McDermott International Ltd do instalacji (barki) przesyłowo-magazynowej, o ładowności 28 tys. ton, zbudowanej w stoczni w Baku, należącej do Keppel Corporation z Singapuru.
Jest zacumowana za pomocą pięciu monopali w odległości około 50 km na zachód od platform poza strefą zimowego zlodzenia. Z barki urobek przekazywany jest za pomocą dalby przeładunkowej o wysokości 27,2 m na zbiornikowce dowozowe, transportujące ropę do Machaczkały i dalej – przy użyciu rurociągu Caspian Pipeline Consortium (CPC) łączącego kazachskie złoża Tangiz i Atyrau – do Noworossyjska. Stamtąd ropa trafia na rynek międzynarodowy.
Atak dronami
Ze szczątkowych informacji wynika, że Ukraińcy użyli co najmniej czterech bezpilotowców. Biorąc pod uwagę dystans, z którego przeprowadzono atak można zakładać dwa warianty ich użycia.
W pierwszym, lekkie drony zostały przeszmuglowane w pobliże rejonu działań. W drugim posłużono się dronami dalekiego zasięgu, typoszeregu FP-1. Startują ze wspomaganiem silnika rakietowego na paliwo stałe, a lot w trybie marszowym zapewnia dwucylindrowy silnik spalinowy, napędzający dwułopatowe śmigło. Według producenta, maszyna może przenosić ładunek bojowy o masie 69-120 kg na odległość na 1600 km.
W obu przypadkach do naprowadzania użyto zapewne elementów rosyjskiego komercyjnego systemu łączności mobilnej (telefonii komórkowej), podobnie jak podczas słynnej operacji Pajęczyna (uderzenie na bazy bombowców strategicznych 1 czerwca 2025). Być może w ostatniej fazie lotu, drony naprowadzały się wykorzystując algorytmy samouczące („sztuczną inteligencję”).
Rosjanie zdają sobie sprawę z roli sieci komórkowych w organizacji ataków przy użyciu bezzałogowców (sami tak działają), jednakże koszty wyłączenia tego systemu komunikacji są gargantuiczne. Rozwiązaniem takim posłużono się tylko raz – podczas zabezpieczania majowej „defilady zwycięstwa” w Moskwie.
Jeżeli chodzi o rezultaty uderzenia, to Rosjanie skutecznie zablokowali wyciek informacji o rozmiarach szkód, czy ewentualnym skażeniu środowiska. Poprzestano na stwierdzeniu, że wydobycie zostało przerwane, a wznowienia pracy nastąpi „tak szybko jak to możliwe”.
Atak na platformy jest częścią wysiłku, ukierunkowanego na częściowe choćby sparaliżowanie kaspijsko-kaukasko-czarnomorskiego korytarza eksportu ropy. Jeszcze 14 listopada Ukraińcy za pomocą dronów zaatakowali terminal załadunkowy w Noworosyjsku. Rezultat był tyleż efektowny (słup gęstego, smolistego dymu prawdopodobnie ze zniszczonego zbiornika), co mało efektywny.
Międzynarodowe źródła potwierdziły, że Rosjanie już 16 listopada wznowili przeładunki. Ropę przyjęły dwa zbiornikowce klasy aframax, objęte sankcjami międzynarodowymi: Arlan (obecnie bandera Sierra Leone, wcześniej Gabonu, Wietnamu i Malty), który ruszył do indyjskiego portu Vadinar oraz Rodos (bandera Liberii), który ruszył ku Kanałowi Sueskiemu.
Czarnomorski korytarz eksportu ropy jest krytycznie ważny dla Rosji. Państwo to eksportuje około 6,9 mln baryłek ropy dziennie, z czego 2,2 mln przypada na arterię czarnomorską, mającą istotny wpływ na rosyjskie możliwości prowadzenia wojny. Korytarz ten nie był dotąd atakowany, gdyż ma ogromne znaczenie także dla Kazachstanu, zaś antagonizowaniem tego państwa Ukraina nie jest zainteresowana.
Kazachstan ma swoje interesy
Tymczasem południowym korytarzem płyną około 72 mln ropy rosyjskiej oraz 83 mln ropy kazachskiej, co stanowi około 80 proc. całości eksportu. To, że w 20,75 proc. stanowi on kazachską własność jest tutaj mniej istotne.
Współużytkowanie ropociągu przez Kazachstan było i nadal jest „polisą ubezpieczeniową od ryzyka wojennego”, rozciągniętą również na terminal załadunkowy w Noworosyjsku. W tym rozumieniu uderzenia Ukraińców na infrastrukturę załadunkową mogą być przejawem ich głębokiej desperacji, gdyż wykonano je mimo zagrożenia kazachskich interesów.
Posowieckie państwa Azji Środkowej zachowują daleko idącą wstrzemięźliwość wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej, a wśród nich właśnie Kazachstan jest najbardziej przychylny Ukrainie. Powód jest prosty. Władze w Astanie obawiają się, że pretekst ochrony ludności rosyjskojęzycznej może zostać wyzyskany przez Moskwę również wobec północnych obszarów Kazachstanu. Ludność słowiańsko-prawosławna to wszak około 20 proc., z tego 15,5 proc. deklaruje się jako Rosjanie. Są oni skupieni w północnej części kraju.
Najpierw w 2014 roku Kazachstan nie uznał secesji „republiki ługańskiej” i „republiki donieckiej”. W lutym 2022 roku prezydent Kasym-Żomart Tokajew oraz minister spraw zagranicznych Muchtar Tleuberdi potępili inwazję. Jednakże zjadliwie antyrosyjskie wypowiedzi ukraińskiego ambasadora w Astanie, Petro Wrublewskiego, wywołały zdecydowany sprzeciw i ostatecznie Kijów zmuszony był posła odwołać.
Kiedy 17 lutego 2025 roku ukraińskie bezzałogowce uderzyły w przepompownię Kropotkinskaja, stanowiącą część ropociągu PCP, Kazachstan zdecydowanie zaprotestował. Napięcie załagodzono podczas spotkania prezydentów Tokajewa i Zełenskiego podczas 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Tokajew wyraził następnie poparcie Kazachstanu dla Ukrainy akcentując „pilną potrzebę osiągnięcia pokoju”.
Po atakach na Noworosyjsk napięcie między Kijowem i Astaną ponownie skoczyło w górę. Ukraina nie ma więc żadnego interesu w antagonizowaniu Kazachstanu. Ataki na terminal załadunkowy będą więc zapewne nadal miały charakter sporadyczny.
Ukraińcy celują w zbiornikowce
Wydaje się, że Ukraińcy będą się raczej koncentrować na zbiornikowcach, zmierzających do lub wychodzących z Noworosyjska, starając się zachowywać selektywność, co jest o tyle trudne, że są one napełniane zarówno ropą rosyjską, jak i kazachską. Kolejnym, naturalnym celem ataków pozostaje więc infrastruktura wydobywcza, również ta, relatywnie bliska teatru wojny, rozmieszczona w północnej części Morza Kaspijskiego.
Równocześnie z wymienioną na wstępie platformą, ukraiński dron morski Sea Baby, zaatakował zbiornikowiec Dashan, znajdujący się na podejściu do Noworosyjska. Statek w czasie rejsu z tego portu do indyjskiego portu Vadinad zmienił banderę i kraj rejestracji z Dżibuti na Gambię (wcześniej zarejestrowany był na Komorach i w Gabonie). Był to już ósmy atak na zbiornikowce, żeglujące po Morzu Czarnym, odnotowany od grudnia 2024 roku.
Obecnie ukraińcy kontynuują działania nad Morzem Kaspijskim ukierunkowane na zwalczanie żeglugi między Rosją a Iranem, skąd dostarczana jest broń. W grudniu ub. roku ich łupem padły statki Kompozitor Rachmaninow oraz Askar-Sarydzha.
Natomiast 14 stycznia br. z nieustalonych przyczyn zatonął z kolei statek Rona, który według zapisów AIS w grudniu kursował między rosyjskimi portami Astrachań, Machaczkała i Azow oraz irańskimi Amirabad i Anzali.
Krzysztof Kubiak
