Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej będzie dziś w centrum politycznych wydarzeń w Waszyngtonie, gdy tymczasem koncern BP zdołał wreszcie przytamować wypływającą z uszkodzonego odwiertu ropę.
Barack Obama powoła prezydencką komisję w celu zbadania katastrofy, której gospodarcze i ekologiczne skutki dla rejonu Zatoki przybierają coraz dramatyczniejszy wymiar, więc branża naftowa może się spodziewać, że jej praktyki zostaną bacznie prześwietlone.
,,Bez względu na to, czy chodzi o awarię reaktora jądrowego czy też podwodny wyciek ropy, powołanie niezależnej komisji dochodzeniowej jest niezbędne dla zminimalizowania ryzyka wystąpienia takich wypadków w przyszłości," powiedział Edward Markey, przewodniczący komisji ds. globalnego ocieplenia i energii w Izbie Reprezentantów.
Prezydencka komisja zbada sprawę wycieku i jego skutków, biorąc też zapewne pod lupę standardy bezpieczeństwa na platformach wiertniczych i systemy nadzoru na szczeblach lokalnym, stanowym i federalnym.
Komisja oceni też sposób, w jaki rząd federalny wywiązuje się z obowiązków w zakresie nadzoru i ochrony środowiska, ,,strukturę i funkcje" Minerals Management Service, podlegającej departamentowi spraw wewnętrznych agencji monitorującej zasoby i rynek surowców energetycznych, której już mocno się obrywa za regulacyjne niedociągnięcia.
Zresztą jeden z jej czołowych urzędników, nadzorujący wiercenia szelfowe Chris Oynes, ogłosił swoje odejście pod koniec tego miesiaca, spodziewając się nieuniknionych dymisji w agencji.
Sekretarz spraw wewnętrznych Ken Salazar będzie dziś odpowiadał przed senacką komisją ds. energii i zasobów naturalnych na pytania dotyczące zaniedbań agencji w związku z wyciekiem ropy oraz planów zreformowania swego ministerstwa.
Niezależnie od tego, senacka komisja ds. handlu będzie przesłuchiwać prezesa BP America Lamara McKaya oraz Steve'a Newmana, stojącego na czele firmy Transocean, do której należała feralna platforma i która pracowała na zlecenie BP Plc.
MAŁY POSTĘP
Tymczasem zarejestrowany w Wielkiej Brytanii BP podał, że udany montaż 1,6-kilometrowej rury, która została podłączona za pomocą zdalnie sterowanych robotów do kopuły zakrywającej uszkodzony szyb naftowy, pozwala na odpompowanie około jednej piątej ropy wyciekającej z podwodnego odwiertu. Przedstawiciele firmy uprzedzili jednak, że rura jedynie pomoże zatamować wypływ paliwa, natomiast nie powstrzyma go całkowicie.
,,Wydaje mi się, że po raz pierwszy od czasu katastrofy udało nam się wyprowadzić sprawy na prostą," powiedział na Florydzie prezes BP Tony Hayward. Wiadomość o sukcesie na krótko podniosła notowania akcji koncernu w Londynie o ponad 2 procent, jednak później wytraciły one zyski.
Wartość rynkowa BP spadła o 30 miliardów dolarów od czasu wybuchu platformy 20 kwietnia, w wyniku której zginęło 11 robotników, a jej pokłosie jest dla firmy coraz bardziej odczuwalne.
Katastrofa nadwyrężyła wizerunek koncernu, już zresztą i tak nadszarpnięty w USA po wycieku z rurociągu BP na Alasce w 2006 roku oraz pożarze, jaki miał miejsce rok wcześniej w jego rafinerii w Texas City, podczas którego zginęło 15 pracowników, a 180 zostało rannych.
(...)
Źódło: Reuters{jathumbnail off}
Żegluga
USA zaczynają dochodzenie w sprawie wycieku ropy
19 maja 2010 |
