Polscy marynarze ze statku "Hanne Christine" powrócili do kraju z Portugalii.
O losach czterech członków załogi, którzy po bankructwie norweskiego właściciela czekali w hotelu w Lizbonie na szansę powrotu do domu, piszemy od października. Sprawą zainteresował się ITF i polscy dyplomaci. W czwartek otrzymaliśmy list podpisany przez pochodzącego z Gdyni motorzystę Dariusza Rutkowskiego.
"Jesteśmy już w domu. Wczoraj nasz agent w Lizbonie wreszcie otrzymał pieniądze dla nas, ale oczywiście niższą kwotę i sam dołożył ze swoich, by zakończyć sprawę. (...)
Poproszono mnie, bym podpowiedział, czy jest jakieś wyjście z takich sytuacji. Myślę, że ambasada powinna do takich spraw wyznaczać prawnika opłacanego z naszych podatków, by reprezentował załogę(...).
Przede wszystkim chciałbym podziękować: pani Dorocie Abramowicz z "Dziennika Bałtyckiego", która jako pierwsza podjęła temat, pani Sylwii z fundacji Ostatni Rejs, która bezinteresownie rozsyłała prośby o pomoc w naszej sprawie, (...) pani konsul z Ambasady RP w Lizbonie - ciężko ocenić, jaką presję wywarły telefony z ambasady do właściciela, ale na pewno nie zaszkodziły, naszemu agentowi w Lizbonie p. Amudsenowi , który nie musiał, a stał po naszej stronie. Wam wszystkim, którzy byliście z nami na forach. I wszystkim, których pominąłem.
Wyszło trochę patetycznie, ale jestem wam to winien".
Dorota Abramowicz{jathumbnail off}
Żegluga
Koniec odysei załogi z "Hanne Christine"
06 listopada 2009 |
Źródło:
