W najbliższy piątek kontenerowiec "Believer" wpłynie do portu w Gdańsku. Statek z dziewięcioma polskimi marynarzami na pokładzie został zatrzymany przez bank za długi 17 września br. w Liverpoolu po tym, jak jego norweski armator Skips Christine AS, ogłosił upadłość. Załoga nie otrzymała żadnych gwarancji wypłaty zaległych wynagrodzeń. Sprawą zajął się ITF, nagłośniły ją media.Marynarze postawili ultimatum - nie zejdą ze statku, póki nie dostaną pieniędzy.
- Dzięki pomocy brytyjskich związkowców wypłacono nam pensje - mówi Dionizy Dembowski, kapitan statku "Believer". - Nowy właściciel zadecydował, że "Believer" zostanie wyremontowany w stoczni w Gdańsku, a potem wystawiony na sprzedaż. Prawdopodobnie cała załoga opuści statek w Polsce.
Nie wiadomo za to, jak potoczą się losy polskich marynarzy z innego statku zbankrutowanej spółki Skips Christine AS - "Hanne Christine". Jednostka z kapitanem Litwinem i sześcioma Polakami została zatrzymana w minioną środę w Lizbonie. Powtarza się wcześniejszy scenariusz z Liverpoolu - nikt nie daje marynarzom gwarancji, że otrzymają pensje. Załoga także zwróciła się z prośbą o pomoc do związkowców z ITF.
- Marynarze z "Hanne Christine" mogą być jednak w gorszej sytuacji - twierdzi kapitan Dembowski. - Rozmawialiśmy z nimi w piątek, okazało się, że opuścili już statek i przenieśli się do hotelu w Lizbonie.
Niestety, takich doniesień o problemach polskich marynarzy (a jest ich ok. 60 tys.) może być coraz więcej. Ogólnoświatowy kryzys szczególnie dotkliwie uderzył w żeglugę, bankrutują kolejni armatorzy. Według prognoz co dziesiąty statek ma zostać "uwiązany" na sznurku. W szczególnie ciężkiej sytuacji są załogi zatrudnione na statkach tanich bander, pływające z dala od Europy. Chociaż i w Europie zdarzają się bulwersujące sytuacje.
Od dziewięciu miesięcy w gdyńskim "Dalmorze" stoi porzucony statek "Fair One". Jego załoga po bankructwie armatora pozostała bez pensji, jedzenia, picia. Większość marynarzy na własny koszt wróciła do domów. Na pokładzie pozostali rosyjski mechanik i marynarz z Ukrainy, karmieni przez o. Edwarda Pracza z gdyńskiego duszpasterstwa ludzi morza.
- I oni się wreszcie poddali - mówi Andrzej Kościk, inspektor ITF w portach Trójmiasta. - Jest coraz zimniej, nie mieli czym ogrzewać kabin. Ostatecznie o. Pracz pomógł finansowo , kupując im bilety do rodzinnych miast. Niestety, na odzyskanie pieniędzy nie mają już prawie żadnych szans.
Kiedy marynarze z "Fair One" opuszczali przed kilkoma dniami jednostkę, nikt - ani z Kapitanatu Portu, ani z Urzędu Morskiego, ani z "Dalmoru" - nie chciał oficjalnie odebrać od nich kluczy od pomieszczeń na statku. Ostatecznie marynarze zostawili klucze na bramie.
Dorota Abramowicz
{jathumbnail off}
Żegluga
Załoga "Believera" wraca do kraju
27 pażdziernika 2009 |
Źródło:
