Nagrodę Polskiego Związku Żeglarskiego odbiorą w piątek w Gdańsku kapitanowie promu "Scandinavia" .Dotąd o wyczynach załogi promu "Scandinavia" głośniej było w Szwecji niż w Polsce. W maju ub.r. w Sztokholmie kapitan Wojciech Sobkowiak odebrał dyplom i 10 tys. koron. Szwedzka Organizacja Ludzi Morza nagrodziła całą załogę za "stosowanie dobrej praktyki na morzu". - Pomogliśmy w dwóch akcjach ratunkowych - opowiada kapitan. - To prestiżowa nagroda, przyznawana raz w roku w różnych kategoriach. W auli było 150 przedstawicieli szwedzkich instytucji i środowisk morskich. Były oklaski i prawdziwe uznanie, ważniejsze niż sama nagroda. 10 tys. koron to nie jest dużo - 4,5 tys. zł. Kupiliśmy duży telewizor LCD, który trafił do mesy na promie.
"Scandinavia" należy do Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. 16 sierpnia 2007 r. prom płynął z Nynashamn do Gdańska. Oficerowie usłyszeli przez radio, że u zachodnich wybrzeży Gotlandii na skały wszedł jacht "Andromeda". Kpt. Sobkowiak usłyszał, że osoba rozmawiająca ze szwedzkimi służbami ratunkowymi ma charakterystyczny akcent.
- Zasugerowałem Szwedom, że to chyba polska załoga, więc służę pomocą w łączności - opowiada Sobkowiak. - I rzeczywiście to podziałało. Nasi żeglarze uspokoili się, gdy mnie usłyszeli. Ratownicy dotarli do nich po dwóch godzinach. My nawet nie musieliśmy się zatrzymać.
Ten sam sztorm spowodował, że dwa dni później - w drodze do Nynashamn - "Scandinavia" ratowała estoński jacht motorowy. - Drugi oficer Rafał Muślewski wypatrzył kropkę na radarze - wspomina kpt. Sobkowiak. - Przez lornetkę widać było, że łódź dryfuje.
Dowództwo promu zaalarmowało szwedzkie służby ratunkowe. Odpowiedź była krótka: "Dzięki za podanie pozycji, dotrzemy do nich za dwie godziny". Nikt nie prosił "Scandinavii" o włączenie się do akcji.
- Ale ja nie mogłem zostawić tych ludzi - uważa Sobkowiak. - To tak, jakby nadzieja przypłynęła i odpłynęła. Uprzedziłem pasażerów, że będziemy asekurować jacht. Krążyliśmy wokół niego do czasu przybycia statku ratunkowego. Mieliśmy czas, by przygotować paczkę z kanapkami i piciem, rzuciliśmy ją na pokład jachtu. Spóźniliśmy się do Gdańska niecałe dwie godziny. Nikt z 900 pasażerów nie miał pretensji, podobno nawet jakieś panie oglądając akcję ratunkową popłakały się.
Trzecia akcja ratunkowa "Scandinavii" miała miejsce w zeszłym roku, 30 października. Prom płynął z Nynashamn do Gdańska pod dowództwem innego kapitana - Krzysztofa Porazińskiego. Był późny wieczór, pogoda sztormowa. Fiński jacht zgłosił wypadnięcie członka załogi za burtę. Był tylko w pasie ratunkowym. Po półgodzinie "Scandinavia" była na miejscu, reflektorem wyszperała rozbitka. Z wody podjął go szwedzki śmigłowiec ratunkowy.
Uroczystość w gdańskim Dworze Artusa została zaplanowana na godz. 18.30.
Roman Daszczyński
{jathumbnail off}
