Katar rozpoczął stopniowe przywracanie produkcji LNG w kompleksie Ras Laffan po ogłoszeniu zawieszenia broni i częściowym złagodzeniu ograniczeń żeglugowych w Cieśninie Ormuz. Pierwsze gazowce z katarskim LNG przepłynęły przez Cieśninę, jednak powrót do regularnych transportów zależy od sytuacji w regionie.
Zakład Ras Laffan jest wyłączony od początku marca, co doprowadziło do globalnego kryzysu w dostawach gazu. Chociaż uszkodzenie instalacji w wyniku ataku rakietowego w kwietniu ograniczyło 17 proc. rocznych możliwości eksportowych Kataru na okres nawet pięciu lat, ponowne uruchomienie pozostałych części tego ogromnego obiektu byłoby ważnym krokiem milowym.
Cały zakład ma zdolność wytwórczą 77 mln ton LNG rocznie. Uszkodzenie dotknęło dwie z czternastu linii produkcyjnych, ale reszta instalacji może wrócić do pracy, co znacząco poprawi sytuację na globalnym rynku gazu, który od miesięcy zmaga się z niedoborami i rekordowymi cenami.
Prace konserwacyjne obejmują sprawdzenie systemów chłodzenia, rurociągów i zbiorników, które przez ponad miesiąc pozostawały nieużywane. To standardowa procedura przed ponownym uruchomieniem tak złożonej instalacji, ale w warunkach wojny każdy krok jest utrudniony.
Jeden gazowiec z Kataru przepłynął, dwa zawróciły
Na początku maja br. z terminalu Ras Laffan wyruszył załadowany gazem statek Al Kharaitiyat i po przejściu przez Cieśninę Ormuz, obrał kurs na pakistański Port Qasim, dokąd zawinął 12 maja. Był pierwszym katarskim gazowcem, któremu udało się opuścić Zatokę Perską od czasu wybuchu konfliktu.
Drugim katarskim statkiem LNG, który przepłynął Ormuz od początku ogłoszenia blokady, był Mihzem. Opuścił Ras Laffan 11 maja i dzień później obrał kurs na pakistański Port Qasim. Przez cieśninę zaczęły też przechodzić pojedyncze gazowce LNG, obsługujące eksport ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Jednak wcześniej dwa inne statki z katarskim LNG - Al Daayen i Rasheeda - zrezygnowały z próby przepłynięcia przez Ormuz, nie uzyskawszy zgody irańskich władz.
To pokazuje, że samo wznowienie produkcji w zakładzie nie wystarczy – kluczowe jest pełne otwarcie szlaku morskiego, przez który przepływa około 20 proc. światowej ropy i znaczna część LNG. Bez tego katarski gaz nie trafi do odbiorców w Europie i Azji, a kryzys dostaw będzie się utrzymywał.
Kolejnym wyzwaniem jest ubezpieczenie tankowców. Firmy ubezpieczeniowe podniosły składki dla statków wpływających do Zatoki Perskiej do poziomów astronomicznych. Według Lloyd's List, w maju 2026 roku składka za jeden rejs przez Ormuz wynosiła 5 procent wartości ładunku (dla LNG wartość ładunku to około 50-70 milionów dolarów). To dodatkowe 2,5-3,5 miliona dolarów na statek. Katar może sobie na to pozwolić, ale mniejsi armatorzy już nie.
Pakistan jako cel
Pakistan jest jednym z największych importerów LNG w Azji Południowej, a w ostatnich latach borykał się z poważnymi niedoborami gazu spowodowanymi wyczerpywaniem się krajowych złóż. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej, w 2025 roku kraj ten importował około 9 milionów ton LNG rocznie, głównie z Kataru.
Blokada cieśniny Ormuz pozbawiła go tego źródła, zmuszając do poszukiwania droższych dostaw alternatywnych – z USA, Nigerii i Australii, które musiały być transportowane dłuższą trasą wokół Afryki.
Katarskie zasoby LNG są kluczowe także dla wielu innych krajów azjatyckich, które nie mają alternatywnych źródeł. Iran, mimo wrogości, może nie chcieć całkowicie odcinać tych dostaw, by nie zrażać sobie potencjalnych sojuszników. Jednak państwo to wciąż kontroluje cieśninę, a żadne trwałe porozumienie pokojowe, póki co, nie zostało osiągnięte.
Ceny gazu spadły, ale na krótko
Po opublikowaniu informacji o wznowieniu prac w Ras Laffan ceny gazu w Europie spadły o blisko 20 proc., osiągając poziom około 43 euro za megawatogodzinę. Była to znacząca ulga dla europejskich odbiorców, którzy w czasie kryzysu mierzyli się z gwałtownym wzrostem kosztów energii. Zniżka okazała się jednak krótkotrwała.
W związku z utrzymującą się niepewnością wokół sytuacji w Cieśninie oraz ograniczonym powrotem katarskiego LNG na rynek, ceny ponownie wzrosły. Obecnie notowania europejskiego benchmarku TTF utrzymują się w okolicach 48–49 EUR/MWh.
Dla rynków żeglugowych najważniejsze jest nie tyle samo wznowienie produkcji, co przywrócenie regularnych przepływów. Typowego dnia przez cieśninę przepływało ponad 130 statków, w tym 60 proc. tankowców, przewożących ropę i gaz. Każdy dzień opóźnienia oznacza dodatkowe koszty dla armatorów, którzy muszą zmieniać trasy, co wydłuża rejsy i zwiększa zużycie paliwa.
Kiedy koniec kryzysu?
Ostateczne uruchomienie produkcji w Ras Laffan i otwarcie Cieśniny Ormuz to dwa oddzielne procesy, które muszą zbiec się w czasie, by katarski gaz znów popłynął do Europy i Azji.
Uszkodzenie dwóch linii produkcyjnych w Ras Laffan pozostanie problemem przez kilka lat, co oznacza, że światowy rynek LNG będzie się borykał z ograniczoną podażą nawet po zakończeniu konfliktu. W międzyczasie Europa będzie musiała radzić sobie z mniejszymi dostawami i wyższymi cenami, co dodatkowo komplikuje jej wysiłki na rzecz uniezależnienia się od rosyjskiego gazu.




