Zjednoczone Emiraty Arabskie, czwarty co do wielkości producent w ramach OPEC+ i kluczowy sojusznik Stanów Zjednoczonych w regionie Zatoki Perskiej, ogłosiły wycofanie z organizacji ze skutkiem od 1 maja 2026 roku.
Wiadomość ta, która wstrząsnęła fundamentami globalnego rynku ropy naftowej, rozeszła się po salach konferencyjnych w Dubaju i Wiedniu 28 kwietnia 2026 roku.
Decyzję podjęto po wnikliwej analizie strategii energetycznych regionalnego mocarstwa, a minister energii Suhail Mohamed al-Mazrouei potwierdził agencji Reuters, że Abu Zabi nie konsultowało tego kroku z Arabią Saudyjską ani z żadnym innym członkiem kartelu. To nie jest zwykłe targowanie się o limity wydobycia. To rozłam na linii, która przez dekady spajała światowy rynek surowców.
Utrata Zjednoczonych Emiratów Arabskich, długoletniego członka OPEC, może osłabić grupę, która zazwyczaj starała się pokazywać jednolity front pomimo wewnętrznych rozbieżności dotyczących geopolityki i kwot produkcyjnych.
Moment ogłoszenia nie jest przypadkowy. Wojna Iranu z USA i Izraelem, która wybuchła 28 lutego 2026 roku, sparaliżowała przepływ ropy przez Cieśninę Ormuz – wąskie gardło, przez które normalnie transportuje się jedną piątą światowego wydobycia. ZEA, których własne terminale w Zatoce Perskiej zostały częściowo zablokowane, chcą odzyskać kontrolę nad swoim eksportem i zwiększyć udziały w rynku, gdy tylko sytuacja geopolityczna się unormuje.
Relacje między ZEA a faktycznym liderem OPEC, Arabią Saudyjską, od lat były napięte, choć publicznie obie strony deklarowały jedność. Podczas negocjacji o limity wydobycia w 2021 roku ZEA otwarcie sprzeciwiły się saudyjskim propozycjom przedłużenia cięć, domagając się wyższego punktu bazowego dla własnych kwot (tzw. baseline). Ostatecznie Komitet Ministerialny OPEC+ podniósł baseline dla ZEA z 3,168 mln baryłek dziennie do 3,5 mln baryłek, co postrzegano jako kompromis. Ale Abu Zabi nie zapomniało.
Od tego czasu ZEA konsekwentnie inwestowały w zwiększanie mocy produkcyjnych. W 2025 roku ogłosiły, że osiągnęły zdolność wydobycia na poziomie 4,8 mln baryłek dziennie (z czego faktycznie produkowały średnio około 3,7–4 mln, w zależności od limitów OPEC).
W porównaniu z największymi graczami – Arabią Saudyjską (12 mln baryłek dziennie), Rosją (10 mln baryłek) czy Irakiem (5 mln baryłek) – ZEA są znaczącym, choć nie dominującym producentem. Ich przewagą są jedne z najniższych kosztów wydobycia na świecie (5-10 dolarów za baryłkę) oraz stosunkowo niska emisyjność baryłki (dzięki nowoczesnym technologiom i ograniczeniu flaringu). W świecie, który zmaga się z kryzysem energetycznym i presją na dekarbonizację, to atut.
Minister energii ZEA, Suhail Mohamed al-Mazrouei, powiedział agencji Reuters, że decyzję podjęto po wnikliwej analizie strategii energetycznych regionalnego mocarstwa. Zapytany, czy ZEA konsultowało się z Arabią Saudyjską, odpowiedział, że ZEA nie poruszało tej kwestii z żadnym innym krajem.
– To decyzja polityczna, podjęta po dokładnej analizie obecnej i przyszłej polityki związanej z poziomem produkcji – powiedział minister energii.
Ormuz jako katalizator rozłamu
Producenci z państw OPEC w Zatoce Perskiej mają trudności z eksportem towarów przez Cieśninę Ormuz, wąskie gardło między Iranem a Omanem, przez które zazwyczaj przepływa jedna piąta światowej ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego. Powodem są irańskie groźby i ataki na statki.
28 lutego, po rozpoczęciu amerykańsko-izraelskich nalotów na Iran, irańska Rewolucyjna Gwardia Morska zaczęła zatrzymywać tankowce powiązane z państwami koalicji. W ciągu pierwszych tygodni konfliktu zatrzymano kilkanaście jednostek, w tym kilka pod banderą ZEA.
Abu Zabi, które utrzymuje stosunkowo pragmatyczne relacje z Iranem (w przeciwieństwie do saudyjskiej wrogości), znalazło się w trudnej sytuacji. Z jednej strony jest członkiem koalicji wspierającej USA (na których terytoriach stacjonują amerykańskie bazy, m.in. Al Dhafra). Z drugiej strony, Iran jest głównym regionalnym rywalem, ale także sąsiadem, przez którego wody musi przepływać część eksportu ZEA.
Po atakach na tankowce ZEA zdecydowały się na radykalne posunięcie: wyjście z OPEC, by nie być wiązanym polityką limitów, które w obecnej sytuacji są martwe.
Mazrouei powiedział, że decyzja ZEA o opuszczeniu OPEC i OPEC+ z dniem 1 maja nie będzie miała dużego wpływu na rynek ze względu na ograniczenia panujące w cieśninie. W praktyce oznacza to, że przez najbliższe tygodnie, gdy Ormuz jest praktycznie zamknięty, ZEA i tak nie mogą eksportować pełnych wolumenów. Ale grają długoterminowo.
Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) i sojusznicy, w tym Rosja, są znani pod wspólną nazwą OPEC+, a Zjednoczone Emiraty Arabskie były ich czwartym co do wielkości producentem. Przed wojną kontrolowali oni łącznie prawie połowę światowego wydobycia ropy naftowej.
Międzynarodowa Agencja Energii poinformowała, że udział OPEC+ w globalnej produkcji ropy spadł w marcu do 44 proc. z około 48 proc. w lutym. Prawdopodobnie spadnie on jeszcze bardziej w kwietniu, ponieważ przerwy w produkcji staną się bardziej dotkliwe.
– Otwiera to drzwi dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich, umożliwiając im zdobycie globalnego udziału w rynku, gdy tylko sytuacja geopolityczna się unormuje – powiedziała Monica Malik, główna ekonomistka w ADCB (Abu Dhabi Commercial Bank).
Dodała, że wyjście z tej sytuacji powinno być korzystne dla konsumentów oraz dla całej światowej gospodarki.
To kluczowy punkt. W dłuższej perspektywie, gdy Ormuz zostanie odblokowany (co może potrwać miesiące, jeśli nie lata), ZEA będzie mogło produkować i eksportować na pełnych obrotach, nie oglądając się na limity OPEC. Celem jest osiągnięcie 5 mln baryłek dziennie w 2030 roku (obecnie 4,8 mln baryłek).
Dla porównania, cała Rosja przed wojną eksportowała około 5 mln baryłek dziennie (przy produkcji 10 mln, reszta była przeznaczona na wewnętrzną rafinację). ZEA mogłoby więc stać się nową Rosją – jeśli chodzi o wolumen eksportu – ale bez sankcji i z lepszą logistyką.
Dla konsumentów, zwłaszcza w Azji (Chiny, Indie, Japonia, Korea), to dobra wiadomość. Będą mieli dostęp do tanich, bliskich dostaw z Zatoki, bez konieczności negocjacji z OPEC. Dla OPEC – to katastrofa. Utrata czwartego co do wielkości producenta oznacza, że grupa kontroluje już tylko ok. 40 procent światowego wydobycia, podczas gdy jeszcze w 2023 roku było to ponad 50 procent. Wpływ OPEC na ceny będzie nadal spadał.
ZEA to regionalne centrum biznesowe i finansowe oraz jeden z najważniejszych sojuszników Waszyngtonu. Prowadzi asertywną politykę zagraniczną i wypracowało sobie własną strefę wpływów na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce.
W ostatnich latach ZEA zaangażowały się w wojnę w Jemenie (po stronie koalicji antyhusyckiej), konflikt w Somalii, rywalizację z Turcją o wpływy w Libii i Afryce Północnej, a także w normalizację relacji z Izraelem (porozumienia Abrahamsa z 2020 roku). To wszystko buduje ich pozycję regionalnego mocarstwa, które nie chce już tańczyć do saudyjskiej melodii.
ZEA ostatnio zintensyfikowały swoje relacje ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, z którymi nawiązały współpracę w ramach Porozumień Abrahama z 2020 roku, zwłaszcza po ataku w wojnie z Iranem. Relacje z Izraelem postrzegają jako kluczowy element wpływów regionalnych i unikatowy kanał komunikacji z Waszyngtonem. W czasie obecnej wojny ZEA udzieliły USA wsparcia logistycznego (bazy, przeloty), ale nie wysłały wojsk. To balansowanie między sojuszem z USA a unikaniem bezpośredniej konfrontacji z Iranem, który może uderzyć w ich infrastrukturę naftową.
Zwycięstwo Trumpa
Wyjście ZEA z OPEC stanowi zwycięstwo prezydenta USA Donalda Trumpa, który w przemówieniu wygłoszonym w 2018 roku przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ oskarżył organizację o „oszukiwanie reszty świata” poprzez zawyżanie cen ropy. Trump powiązał również amerykańskie wsparcie wojskowe dla Zatoki Perskiej z cenami ropy naftowej, stwierdzając, że podczas gdy USA bronią członków OPEC, „wykorzystują to, narzucając wysokie ceny ropy”.
Administracja Trumpa od lat wywierała presję na OPEC, by zwiększył produkcję i obniżył ceny. ZEA, jako jeden z najbardziej proamerykańskich członków, były naturalnym sojusznikiem w tych staraniach. Teraz, po wyjściu z OPEC, może działać całkowicie niezależnie.
Dla Trumpa, który w 2026 roku stara się o reelekcję i potrzebuje niskich cen paliwa, to sukces. Dla Arabii Saudyjskiej – policzek. Rijad przez lata traktował Abu Zabi jako lojalnego partnera w OPEC+. Okazuje się, że lojalność ma granice.
Wyjście ZEA nastąpiło po tym, jak Anwar Gargash, doradca dyplomatyczny prezydenta ZEA, skrytykował reakcję państw arabskich i Zatoki Perskiej na niedawne ataki Iranu podczas poniedziałkowej sesji Gulf Influencers Forum. Gargash nie wymienił Arabii Saudyjskiej z nazwy, ale aluzja była jasna: Rijad był zbyt pasywny wobec irańskich prowokacji, podczas gdy ZEA chciały działać zdecydowanie.
We wtorek w Arabii Saudyjskiej odbyło się spotkanie przywódców państw Zatoki Perskiej. Według przedstawiciela państwa Zatoki Perskiej celem szczytu było wypracowanie odpowiedzi na tysiące irańskich ataków rakietowych i dronów, których doświadczyło to państwo, odkąd USA i Izrael rozpoczęły wojnę z Iranem pod koniec lutego.
Liderzy mieli omawiać wspólną obronę przeciwrakietową i zwiększenie wydatków na bezpieczeństwo. ZEA, mimo że wciąż są członkiem Rady Współpracy Zatoki (GCC), nie wysłały na szczyt swojego najwyższego przedstawiciela – co było kolejnym sygnałem rosnącego dystansu.
Historycznie niskie wolne moce produkcyjne
Wyjście ZEA z OPEC następuje w momencie, gdy globalne wolne moce produkcyjne utrzymują się na historycznie niskim poziomie, co sprawia, że rynek ropy naftowej jest coraz bardziej napięty. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), przed wojną wolne moce (czyli zdolność do natychmiastowego zwiększenia produkcji) wynosiły około 2–3 mb/d, głównie w Arabii Saudyjskiej i ZEA.
W kwietniu 2026 roku, po wyłączeniu z rynku irańskiej ropy (1,5 mb/d) i części innych, a także po zamknięciu Ormuzu, praktycznie nie ma już wolnych mocy. Każda dodatkowa awaria w Zatoce Perskiej (np. sabotaż w Yanbu lub Fudżajrze) może spowodować skok cen o 30-50 dolarów.
Działalność poza grupą producencką pozwala ZEA w pełni wykorzystać swoją pozycję dostawcy jednych z najtańszych i najmniej emisyjnych baryłek ropy na świecie. Mazrouei zauważył, że ZEA jest od dawna członkiem OPEC i OPEC+, ale stwierdził, że świat będzie potrzebował więcej energii, a decyzja jego kraju pomoże zaspokoić te potrzeby.
MG
