Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek, że sądzi, iż będzie miał „zaszczyt” przejęcia Kuby. Dodał, że jest to kraj upadły, który nie posiada „niczego” poza pięknym krajobrazem i wspaniałymi ludźmi.
- Wierzę, że będę miał zaszczyt przejęcia Kuby - oświadczył prezydent Stanów Zjednoczonych w rozmowie z dziennikarzami w Gabinecie Owalnym. - To wielki zaszczyt. (...) Czy to poprzez jej wyzwolenie, czy przejęcie. Myślę, że mogę zrobić z nią, co chcę - dodał.
Trump przekazał, że władze Kuby rozmawiają z USA.
- To upadły kraj. Nie mają pieniędzy, nie mają ropy, nie mają niczego. Mają ładne tereny. Mają ładny krajobraz, to piękna wyspa. Myślę, że to wspaniali ludzie - wymieniał Trump.
Prezydent USA już wcześniej zapowiadał, że upadek reżimu na Kubie jest tylko kwestią czasu. Pod koniec lutego oświadczył, że USA rozmawiają z władzami w Hawanie i może to się skończyć „przyjaznym przejęciem” wyspy.
Tego dnia kubańskie władze zapowiedziały otwarcie gospodarki kraju na zagraniczne inwestycje, w tym z USA. Jak podał dziennik „New York Times”, powołując się na źródła, administracja USA chce sprawdzić, czy ogłoszone zmiany będą miały prawdziwie strukturalny, czy jedynie kosmetyczny wymiar.
- Dopóki na wyspie nie będzie DUŻEJ zmiany politycznej, nie będzie żadnych inwestycji z USA - zapowiedział republikański senator pochodzenia kubańskiego Carlos Gimenez.
Amerykańskie władze ostrzegły, że jeśli Kuba nie przeprowadzi odpowiednich zmian, czeka ją taki sam los jak Wenezuelę. 3 stycznia Amerykanie pojmali przywódcę tego kraju Nicolasa Maduro.
Następnie USA wstrzymały dostawy wenezuelskiej ropy naftowej na Kubę i zagroziły nałożeniem ceł na każdy kraj, który sprzedaje Kubie ropę.
Kubański prezydent Miguel Diaz-Canel poinformował w piątek, że wyspa nie otrzymała dostaw ropy od ponad trzech miesięcy, a podstawami systemu energetycznego są aktualnie energia słoneczna, gaz ziemny i elektrownie cieplne. Diaz-Canel potwierdził też wówczas, że Kuba rozpoczęła rozmowy z rządem USA.
W poniedziałek władze Kuby poinformowały o awarii sieci elektroenergetycznej w całym kraju w związku z pogłębiającym się kryzysem energetycznym i gospodarczym. Według agencji Reutera awaria dotknęła około 10 mln osób w państwie liczącym około 11 mln mieszkańców.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska
