Raj na Bygdøy
Liczące pół miliona mieszkańców Oslo leży w głębi Oslofjordu, nad którym żyje kolejne 1,5 miliona osób. Pokonanie wcinającej się na 100 kilometrów w głąb lądu zatoki, zajmuje promowi około czterech godzin. W tym czasie warto pojawić się na pokładzie, aby podziwiać liczne wyspy, a na nich prześlicznie położone domy Norwegów.
Pierwszą atrakcją miasta, z którą trzeba się zapoznać, jest bez wątpienia gmach nowej opery, zbudowany dwa lata temu. Ponieważ położony jest blisko terminalu promowego, można go podziwiać z pokładu statku. A jest co! Budynek kształtem przypomina schodzący do morza lodowiec. Po dachu można normalnie spacerować. Z góry roztacza się wspaniały widok.
Opera to nie jedyne miejsce w Oslo, gdzie można zetknąć się z prawdziwą sztuką. Polecamy jeszcze przynajmniej dwa. Pierwsze to słynny Park Vigelanda noszący imię Gustava Vigelanda, norweskiego artysty, który udekorował go ponad dwustoma niezwykłymi rzeźbami ukazującymi życie ludzkie. Szczególnie rzuca się w oczy, położony centralnie, tzw. Monolit, czyli słup z wyrzeźbionymi na nim 121 postaciami. Jedną z najbardziej popularnych rzeźb jest niewielka figurka złoszczącego się chłopca. Drugie miejsce, absolutnie obowiązkowe do zwiedzenia, to Galeria Narodowa, gdzie można podziwiać słynny obraz Edwarda Muncha „Krzyk”.
Jednak największą dla miłośnika morza atrakcją Oslo są muzea położone na półwyspie Bygdøy. Można się tam dostać zarówno korzystając z drogi lądowej, jak i promem kursującym z centrum miasta. Są tutaj cztery - Muzeum Łodzi Wikingów, Muzeum Kon-Tiki, Muzeum statku polarnego Fram i Norweskie Muzeum Morskie, a ich zadaniem jest ukazywanie morskich tradycji Norwegii i jej wkładu do światowego dziedzictwa morskiego.
W Muzeum Łodzi Wikingów podziwiać można trzy autentyczne łodzie wydobyte z norweskich stanowisk archeologicznych. Wiek jednostek szacuje się na tysiąc lat! A są w znakomitym stanie. Spacerując tam można sobie wyobrazić, jak groźni przodkowie obecnych Norwegów, przed którymi drżała cała Europa wypływają nimi na łupieżcze wyprawy.
Jednym z najsłynniejszych norweskich żeglarzy był bez wątpienia Thor Hayerdahl. W 1947 roku, przepływając tratwą zbudowaną z drzewa balsy o nazwie Kon-Tiki, z Ameryki Południowej na wyspy Polinezji, udowodnił, że to mieszkańcy tego kontynentu zaludnili Oceanię, a nie ludy Azji, jak do tej pory sądzono. 23 lata później, na trzcinowej łodzi Ra II, dowiódł także, że Egipcjanie mogli dotrzeć do Ameryki Południowej przez Atlantyk. Dzisiaj obie te sławne łodzie podziwiać można w Muzeum Kon-Tiki. Miejsce to bardziej niż cokolwiek innego sprawia, że nabieramy szacunku dla dokonań Hayerdahla. Wystarczy spojrzeć jak niewielkie rozmiary miały jego tratwy.
Jednak największą atrakcją półwyspu Bygdøy jest Muzeum statku polarnego Fram. Można tam obejrzeć żaglowiec Fram, zbudowany pod koniec XIX wieku. Na jego pokładzie wyprawy polarne odbyli najsłynniejsi norwescy polarnicy m.in.: Fridtjof Nansen i Roald Amundsen (który na jego pokładzie zdobył biegun południowy). Statek został specjalnie skonstruowany, aby mógł bez uszczerbku wytrzymać długie miesiące polarnej zimy wmarznięty w lód. Według niektórych badaczy, jest szczytowym osiągnięciem światowego szkutnictwa. Doskonale zachowany, łącznie z wieloma elementami wyposażenia wewnętrznego, robi ogromne wrażenie. Zwłaszcza, że stanowi znakomity przykład dbania o dziedzictwo morskie – statek eksponowany jest bowiem w suchym, zadaszonym doku, którego nie może się doczekać choćby polski statek-muzeum, były żaglowiec szkolny Dar Pomorza.
Dopełnieniem wizyty na Półwyspie Bygdøy jest wizyta w Norweskim Muzeum Morskim. Jego największą atrakcją jest Videograf, gdzie wyświetlany jest film ukazujący historię i teraźniejszość Norwegii. Film prezentowany jest na pięciu ekranach, co daje niesamowity efekt panoramiczności.
Jeśli turysta nie miałby jeszcze dosyć wrażeń, może wrócić do centrum miasta, aby odpocząć na, położonym wzdłuż wybrzeża pasażu Aker Brygge, pełnym klimatycznych kafejek, restauracji i pubów.
