Stocznie, Statki

W środę, 12 sierpnia, w Archikatedrze Oliwskiej pożegnano Piotra Soykę, wieloletniego prezesa zarządu Gdańskiej Stoczni Remontowa im. J. Piłsudskiego S.A., założyciela i autora globalnego sukcesu Grupy Kapitałowej REMONTOWA HOLDING, "człowieka wielkiego serca" i „jednego z panteonu najwybitniejszych postaci w historii polskiej gospodarki morskiej”. Stoczniowcy i załogi statków pożegnały Go dźwiękiem syren okrętowych.

Piotra Soykę żegnała Rodzina, przyjaciele, stoczniowcy, a także przedstawiciele rządu i władz samorządowych, parlamentarzyści, związkowcy, rektorzy uczelni, przedsiębiorcy, przedstawiciele służb mundurowych i mieszkańcy Gdańska. Uroczystą mszę św., koncelebrowaną przez kilkunastu duchownych odprawił Metropolita Gdański Ks. Abp Sławoj Leszek Głódź, a o oprawę muzyczną zadbała Cappella Gedanensis, którą dyrygował Rafał Kłoczko.

- To, co powiem, niech będzie małym kamyczkiem do przepięknej mozaiki, którą zaczniemy od dzisiaj układać, a mozaice tej na imię będzie Pan Piotr Soyka, w podtytule: Pasja życia, której na imię Stocznia - mówił we wstępie ks. abp Sławoj Leszek Głódź.

- Gdańska Wyspa Ostrów i tereny dookoła niej to wielkie tereny, tętniące życiem centrum projektowania, budowania, wyposażania i modernizacji jednostek pływających. Działa tu większość spółek należących do polskiej grupy kapitałowej Remontowa Holding, dającej dziś zatrudnienie ponad ośmiu tysiącom pracownikom i podwykonawcom. To jedna z największych obecnie w Europie grup stoczniowych, a jej twórcą był śp. nasz brat, Piotr.

- Ja sam pamiętam go i odczytuję, jako osobę bardzo silną, prawą, konsekwentną, można powiedzieć, czasem używam tego określenia, wyciosaną z jednego pnia. Wszystko w nim było poukładane!

- To nie panegiryki z okazji uroczystego pogrzebu. Był człowiekiem ogromnego serca, wizjonerem, konsekwentnym strategiem. Kierował grupą dwudziestu pięciu firm wzajemnie powiązanych, co wymagało determinacji, doświadczenia, ale także ogromnej wiedzy. Nie poddawał się żadnym okolicznościom, wyrastał zdecydowanie ponad innych.

- Odszedł za szybko, nie zdążył odpocząć, odetchnąć jako człowiek spełniony, bo cały czas jego celem była Stocznia. On ją ukochał, był przy niej w każdym momencie. Cały czas szukał nowych, dobrych rozwiązań, które w końcu znajdował, a jego dewizą życia były słowa: "Stocznia, to ludzie! Bez nich te wszystkie doki i nabrzeża byłyby nic niewarte. Ci jednak, którzy go znali lepiej wiedzą, że pod maską czasem surowego pryncypała żył człowiek o wielkim sercu i głębokiej empatii, bo to właśnie ludzie, a więc jego wychowankowie, ich losy, powodzenia i porażki, byli dla niego najważniejsi!

- W swoim życiu i działalności prezentował niezłomną postawę, zawsze był sobą, nie ulegał rozmaitym naciskom polityków, był człowiekiem z pasją. Często powtarzał, nie wolno się poddawać i zniechęcać, że trzeba robić swoje.

- Cóż mógłby do nas powiedzieć dzisiaj? Z pewnością: nie płaczcie, cieszcie się życiem, każdą chwilą dnia, nie traćcie czasu na karmienie się pretensją, narzekaniem, zwątpieniem, żalem, oskarżeniami, szczuciem, bądźcie czujni i przebaczajcie, spieszcie się kochać ludzi! – mówił ks. abp Sławoj Leszek Głódź.

Piotra Soykę pożegnali również przedstawiciele władz państwowych, samorządowych i związkowych.

- Przychodzi nam dzisiaj pożegnać niezwykłego człowieka. Pan Prezes Piotr Soyka to postać o ogromnym umyśle, doświadczeniu, szerokich horyzontach, człowiek, który podjął się niezwykle trudnego zadania i to w okresie, w którym każdy w to wątpił – mówił Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

- Wszyscy obserwowaliśmy, kiedy przez lata prowadził swoją ukochaną stocznię, dając świadectwo zaangażowania, wiary w to, że się uda, ale i ogromnego szacunku dla ludzi. Człowiek, który miał ogromną wiedzę stoczniową, nasz niedościgniony mistrz w tej branży. Poświęcił całe życie dla przemysłu, który jest niezwykle dla nas ważny. Zapisał się złotymi zgłoskami w historii Polski, w historii przemysłu stoczniowego, w historii Pomorza. Wszyscy cierpimy z powodu Jego odejścia. Wszyscy straciliśmy Wielkiego Człowieka. Pozostawił jednak dzieła, które muszą być kontynuowane. Panie Piotrze, dziękuję Panu za wszystko, spoczywaj w pokoju - mówił minister Gróbarczyk.

- Nikt z nas nie żyje dla siebie, nikt z nas nie umiera dla siebie. Piotr Soyka zawsze pamiętał o ludziach, naszych licznych spotkaniach, kontaktach, także z udziałem śp. Pawła Adamowicza, prezydenta miasta Gdańska, wspominał o pracownikach stoczni, dzięki którym żyła – podkreślał w swoim wystąpieniu marszałek pomorski Mieczysław Struk.

- On zawsze chciał, żeby Gdańsk był wielki, aby Pomorze rozwijało się w oparciu o gospodarkę morską. Cieszył się największymi inwestycjami realizowanymi w Gdańsku, w Sopocie i Gdyni, ale także w Szczecinie i Świnoujściu. Rozmawialiśmy wielokrotnie o rozwoju Gdańska i całego Pomorza. Dziś Piotrze żegnamy Cię i dziękujemy za wszystko, co uczyniłeś. Dziękujemy Ci za stocznię i za to, co zrobiłeś dla regionu i Trójmiasta. Niech dobry Bóg weźmie Cię w opiekę!

W ciepłych słowach o Piotrze Soyce mówił także Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

- Panie Piotrze, Panie Prezesie, dzisiaj tak, jak przez 40 ostatnich lat, jest z Tobą „Solidarność”. Są Twoi przyjaciele z Gdańskiej Stoczni Remontowej, ze spółek grupy, którą wspólnie zbudowaliście. Jesteśmy my, którzy mieli zaszczyt i szczęście współpracować z Tobą, spotkać Cię na swojej drodze życia. Wszyscy dzisiaj jesteśmy okryci żałobą po Tobie.

- Pan Prezes Soyka był człowiekiem wielu talentów i pasji, ale wśród tych pasji największą była Stocznia. Stocznia dla Pana Prezesa Piotra Soyki to byli ludzie. Osiągał to, co dla wielu wydawało się nieosiągalne. Podejmował nowe wyzwania, miał dar i siłę zmieniania rzeczywistości. Odszedł od nas jeden z panteonu najwybitniejszych postaci w historii polskiej gospodarki morskiej. To jemu zawdzięczamy, wśród naszych przedsiębiorstw, jedną z najznamienitszych Stoczni, pierwszą w Europie i w pierwszej trójce świata.

- Był człowiekiem dialogu, otwartym na współpracę z każdym, ale też wymagającym i stanowczym, bo zależało mu na silnym i innowacyjnym przemyśle. Budował wokół siebie ludzi, których potrafił inspirować, zachęcać, wydobywać to, co z nich najlepsze. Potrafił budować w ludziach świadomość sukcesu, ich wartości i potencjału, tworząc jedyny w swoim rodzaju zespół profesjonalistów. Dla celów, które stawiał przed nami wszystkimi, które stawiał przed swoimi współpracownikami, budował zespoły, ale zespoły oparte na współpracy, dialogu, współpracy z partnerami społecznymi.

- Już choćby prywatyzacja Gdańskiej Stoczni Remontowej to jedyny taki przykład w Polsce, gdzie poprzez model pracowniczo-menedżerski, udało się wyprowadzić na wyżyny gospodarki światowej tak duży zakład pracy. Nie byłoby tego bez Pana Piotra Soyki. On zawsze budował partnerskie relacje, nie tylko w Gdańskiej Stoczni Remontowej, wymagał tego w każdej spółce. Nie wyobrażał sobie funkcjonowania bez dialogu, dyskusji, bez dzielenia się swoimi pomysłami z innymi, bez poszukiwania najlepszych rozwiązań. To wszystko w dbałości o swoich pracowników. (...)

- Dziękuję Ci Panie Piotrze, w imieniu „Solidarności”, w imieniu nas wszystkich, za przyjaźń i wszystko, co dla nas zrobiłeś. Za to, jakim byłeś Szefem, jakim byłeś Człowiekiem, niezwykle przyzwoitym i uczciwym. Na zawsze będziesz w naszych sercach i w Naszej pamięci!

O Piotrze Soyce ze wzruszeniem opowiadał także kpt. ż.w., przewodniczący Konwentu Morskiego, Zbigniew Sulatycki. Podkreślił Jego wrażliwość na losy innych, szacunek do drugiego człowieka, a także to, jak troszczył się o pracowników, którzy stoczni poświęcili wiele lat.

- Gdy odchodzi człowiek, jest nam smutno, zaczynamy wspominać i ciągle nam brak, różnych spraw, ale jeśli odchodzi człowiek, który swoim życiem, nie tylko zapewnił szczęście własnej rodzinie, ale również wpisał się złotymi zgłoskami w historię narodu – to już inna sprawa, a takim był Piotr.

- Poznaliśmy się pod koniec grudnia 1992 roku. Piotr Soyka był wówczas dyrektorem naczelnym Gdańskiej Stoczni Remontowej i po pierwszej rozmowie wiedziałem, że myśli dużo szerzej o stoczni, co się później sprawdziło” – mówił kpt. Sulatycki. (…) On uratował, honor polskiego inżyniera okrętowca, honor stoczniowca!.

W imieniu stoczniowców i pracowników spółek Grupy Remontowa Holding Piotra Soykę pożegnał Grzegorz Landowski, dyrektor ds. komunikacji.

- My, ludzie z Remontowej, jesteśmy Jego wychowankami. Edukował nas i prowadził, choć nie zawsze „za rączkę”, bo czasami dobrą metodą edukacji okazywało się wrzucenie na głęboką wodę. Był dla nas jak ojciec – nie szczędził dobrego słowa, ale gdy było trzeba, potrafił boleśnie obudzić z letargu i ostro postawić do pionu.

- Dzięki Niemu staliśmy się wielką stoczniową rodziną, autentyczną społecznością osób, poprzez swoje życiowe i zawodowe wybory, głęboko związanych z przedsiębiorstwem. Wspólnotą ludzi, którzy na co dzień potrafią nie tylko rywalizować, ale przede wszystkim współpracować, ponieważ najważniejszą dla nas rzeczą jest dobro i rozwój Stoczni, bo właśnie tego się od Niego nauczyliśmy. To jest fenomen Remontowej, którego nie da się ani prosto skopiować, ani tym bardziej, podrobić!

- Dziś trudno znaleźć odpowiednie słowa, aby wyrazić to, co czujemy. Niepewność, smutek, żal, pustkę, rozpacz, rozgoryczenie, może nawet złość… Każdy z nas ma serce i przeżywa to inaczej. Minie jeszcze dużo czasu, zanim w pełni odczujemy Jego brak i zrozumiemy, kim dla nas – ludzi z Remontowej – był Piotr Soyka. I zapewne sporo czasu upłynie, zanim nauczymy się żyć i pracować ze świadomością, że już Go nie ma wśród nas.

- Pozostawił jednak po sobie dziedzictwo, którego jesteśmy ważną częścią. I w dużej mierze od nas zależy, czy i jak poniesiemy je w przyszłość...

Piotr Soyka został pochowany na Cmentarzu "Srebrzysko", w Alei Zasłużonych. W czasie przejścia konduktu, ze statków w Gdańskiej Stoczni Remontowa i Remontowa Shipbuilding rozległ się dźwięk syren okrętowych. W ten symboliczny sposób żegnali Go stoczniowcy i załogi.

- Żegnamy dziś Piotra Soykę, człowieka wielkiego formatu, osobę, która narzuciła w dużym stopniu sposób realizowania projektów w naszym województwie, na Pomorzu, a nawet w Polsce – podkreślił Jan Zarębski, przedsiębiorca, przewodniczący rady Gdańskiego Klubu Biznesu i były marszałek województwa pomorskiego.

- Był przykładem ogromnej charyzmy, wybitny wizjoner i okrętowiec. Niestety odszedł za szybko. (…) Pozostawił po sobie jednak ogromne dzieła. Oprócz tego, że był strategiem, wizjonerem, że potrafił w sposób stanowczy i konsekwentny realizować swoje projekty, był człowiekiem wielkiego serca. (…) Największą miłość i pasję skierował ku stoczni. W kierunku ludzi, którzy tam pracowali i projektów, które tworzył z nimi. W kierunku strategii, którą rozwijał, gdy widział potrzebę rozbudowywania stoczni, a widział ją ciągle.

- Utożsamiał się ze stocznią, pracownikami, okrętowcami, którzy pracowali dla niego, a on dla nich. Ta symbioza spowodowała, że efekty tej wielkiej miłości Piotra dały się poznać, jako efekt ogromnego projektu, który powstał na naszych oczach. Projektu, który zrealizował się w postaci najpiękniejszej, najbardziej nowoczesnej i największej stoczni w Europie. To dzieło Piotra Soyki oraz jego współpracowników, pracowników i partnerów. Był i jest dla nas bohaterem naszych czasów.

- Po tych wszystkich pięknych przemówieniach o moim Tacie, trudno coś jeszcze dodać, ale chcę powiedzieć coś od serca – mówiła córka Piotra Soyki, Joanna.

- Świeci słońce, jest piękny dzień i mój Tata cieszyłby się, bo kochał życie w różnych jego przejawach. Był radosny, energiczny. Cieszyłby się, że jesteśmy razem, w tak licznym gronie. Trzeba przyznać, że kochał splendor, chociaż mówiono o nim, że był skromnym człowiekiem.

- Był osobą, która kochała życie, ale też nas (…) Chcę pamiętać wszystko dobre, co dał nam Tata, co dał całej naszej rodzinie (…) Chcę być wdzięczna za te chwile, w których z nami był. Chciałam Wam zacytować na koniec fragment o wdzięczności, cytat z Alberta Schweitzera: "Czasem światło w nas bliskie jest wygaśnięcia, lecz rozpala się na nowo dzięki przeżyciu wywołanemu przez jakiegoś człowieka. Powinniśmy z głęboką wdzięcznością pamiętać o tych, którzy wzniecili w nas płomienie".

W imieniu Stowarzyszenia Kapitanów Żeglugi Wielkiej Piotra Soykę żegnał kpt. Andrzej Królikowski. Zgodnie z morskim ceremoniałem, w chwili składania ciała do grobu, wybito cztery szklanki (podwójne uderzenia w dzwon okrętowy) oraz jedną – na pożegnanie…

Agnieszka Latarska

Zdjęcia: Sławomir Lewandowski/PORTALMORSKI.PL

1 1 1 1