Stocznie, Statki

Jak podał Iceland News Polska - polskojęzyczny serwis informacyjny na Islandii, minister Transportu Islandii, Sigurður Ingi Jóhannsson, spotkał się w piątek, 26 kwietnia, z przedstawicielem stoczni Crist, Maciejem Lisowskim, w sprawie przekazania nowego promu Herjólfur. Na spotkaniu w Ministerstwie Transportu obecny był także Ambasador Polski w Reykjaviku, Gerard Pokruszyński. Spotkanie dotyczyło problemów z zapłatą za budowę promu, gdyż koszty realizacji projektu znacznie wzrosły na ostatnim etapie - jak się tłumaczy - z powodu nieprzewidzianych wydatków.  

Zarząd Dróg w Islandii (Vegagerðin), który jest nabywcą promu, potwierdził, że stocznia domaga się zapłaty 38 430 000 EUR (około 5,2 miliarda ISK). Dodatkowa kwota, która - podobno - nie była dotychczas uwzględniona w umowie, wynosi 8,9 miliona EUR (około 1,2 miliarda koron islandzkich) - twierdzi strona islandzka. Ma ona wynikać ze zmian konstrukcyjnych, które wprowadzono w trakcie budowy promu. Początkowo nowy Herjólfur miał być promem hybrydowym, ale w czasie budowy zmieniono plany i skonstruowano prom całkowicie elektryczny - czytamy w materiale serwisu informacyjnego Iceland News Polska w materiale z 2 maja. Informowały zresztą o tym wcześniej media islandzkojęzyczne.

Czytaj także:  Islandzki minister: nie zapłacimy dodatkowego rachunku za prom z Polski  

Już po raz drugi od czasu ukończenia prac nad promem stocznia zaproponowała islandzkiemu rządowi przedłużenie akredytywy. Akredytywa to rodzaj ubezpieczenia, dzięki któremu rząd może zażądać od stoczni wypłaty wkładu pieniężnego, który został przekazany na budowę promu. Rozwiązanie to umożliwia rządowi rezygnację z przyjęcia zamówionego produktu. W takim przypadku stocznia mogłaby sprzedać prom innemu nabywcy. Propozycja przedłużenia akredytywy miała na celu umożliwienie dalszych rozmów na temat warunków przekazania nowego promu Vegagerðin. W najgorszym wypadku mogłyby minąć dwa, a nawet trzy lata, zanim prom Herjólfur zostałby przetransportowany do Islandii - informuje Iceland News Polska.

Pod koniec kwietnia Vegagerðin wystąpił do polskiej stoczni Crist SA o wypłatę pieniędzy w ramach akredytywy. Ani rzecznik prasowy Vegagerðarin, G. Pétur Matthíasson, ani rzecznik stoczni Crist SA nie potwierdzili zerwania przez Vegagerðin umowy ze stocznią.

"Vegagerðin wystąpił jednak o odwołanie akredytywy, której termin już upłynął i nie został jeszcze przedłużony. Okaże, czy stocznia przedłuży akredytywę, ale nie mogę się wypowiadać na ten temat, ponieważ rozmowy są cały czas w toku. Vegagerðin nie miał innej możliwości, niż wystąpić o odwołanie akredytywy, aby zabezpieczyć swoją pozycję" - powiedział G. Pétur Matthíasson.

Przedstawiciel stoczni potwierdził w rozmowie z serwisem informacyjnym mbl.is, że Vegagerðin wystąpił o wypłatę z tytułu gwarancji zwrotu zaliczki. Taka gwarancja jest bardzo powszechna w umowach dotyczących budowy statków. Nabywca wpłaca kwotę w wysokości pokrywającej w części budowę jednostki, ale może wystąpić o jej wypłacenie w przypadku nieprzewidzianych wydarzeń.

Czytaj także:   Hybrydowy Herjólfur na ostatniej prostej przed przekazaniem armatorowi z Islandii  

Björgvin powiedział, że wysokość gwarancji wynosi 85% ceny zakupu za całość. Potwierdził również, że nie kontaktował się z Vegagerðin w związku z tą sprawą i wyraził powątpiewanie, że nowy Herjólfur będzie kursował pomiędzy Vestmannayjar a wyspą w najbliższej przyszłości. "Ta sprawa to raczej chaos" - dodał. Jego zdaniem prom zostanie sprzedany - relacjonuje serwis informacyjny Iceland News Polska.

z mediów (Iceland News Polska)

Proces budowy promu:

 

Komentarze   

+3 Prom
To ci Eskimosy!!
13 maj 2019 : 14:37 Stary Kolejarz Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+6 A co tam z promem dla PŻB? ;)
Jak w temacie :)
14 maj 2019 : 17:45 Stary_Zgred Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 prom
Problem tkwi w treści kontraktu jaki był podpisany. Można domniemywać , że ktoś kto negocjował kontrakt nie miał pojęcia o budowie statków ani też nie pamiętał o tym , że należy dbać o interes stoczni - w tym wypadku o interes firmy Crist. Te kłopoty są kolejnym dowodem na poważne braki wykwalifikowanej kadry stoczniowej. Czyli inaczej - jest to zły kontrakt tu nasuwa się podobieństwo do kontraktów podpisywanych przez b. presesa stoczni Nauta p. Andrzeja Sz. i panią Ewę J. w tych przypadkach stocznia Nauta ponosiła poważne straty i to olbrzymie np. statek naukowo-badawczy dla Uniwersytetu Gdańskiego "Oceanograf" efekt : strata ponad 26 mln z ł
+ inne kilkumilionowe straty. Do dziś odpowiedzialni nie ponieśli żadnych kar.
15 maj 2019 : 05:01 Jewsimowicze Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1