Minęło ponad pięć lat od czasu, gdy Komisja Europejska wydała wyrok na Stocznię Szczecińską Nową. Do dziś - mimo wielu pomysłów i zapowiedzi - zakładu nie udało się reanimować. Jednak o stoczni ciągle jest głośno. Przypominają o niej politycy, dopytują się o nią przedsiębiorcy. Żyje w sądach, do których trafiły sprawy z dalszej i bliższej przeszłości. Tak było również w 2013 roku.
Najważniejsze części majątku zakładu, który przez lata był wizytówką Szczecina, kupiło w przetargu - w listopadzie 2010 r. - Towarzystwo Finansowe Silesia z siedzibą w Katowicach. I to ono jest jego właścicielem i zarządcą. Co prawda na terenie dawnej stoczni działają lokalne spółki korzystające z hal, nabrzeży i pozostałych urządzeń, ale jest to produkcja rozproszona, a dzierżawcy czują się tu niekoniecznie chcianymi gośćmi.
Sesja i wycieczka
Pod koniec stycznia ub. roku odbyła się wielka debata o przyszłości terenów po stoczni. W tej sprawie bowiem zwołano nadzwyczajną, wspólną sesję szczecińskiej rady miasta i sejmiku województwa zachodniopomorskiego. Dyskutanci - samorządowcy, przedsiębiorcy, politycy, eksperci - zgodni byli w jednym: zakład trzeba reaktywować. Jak? Tu już zdania były podzielone.
Kluczowe były deklaracje ówczesnego prezesa Silesii, Mariusza Kolwasa. - Nie przewidujemy sprzedaży terenu czy projektów deweloperskich - zastrzegał. Informował o rozmowach prowadzonych z inwestorami zewnętrznymi i kreślił scenariusze alternatywne. Plan "B" zakładał utworzenie parku przemysłowego, m.in. z udziałem lokalnych firm.
Politycy dyskutowali o tym, kto powinien pomóc w odbudowie stoczni - rząd czy władze lokalne. Przedstawiciele SLD przekonywali do komunalizacji tego terenu. Pomysł poparł m.in. europoseł PO Sławomir Nitras.
Z kolei działacze PiS-u zwracali uwagę, że za obecną sytuację odpowiada administracja rządowa i to ona powinna zadbać o przywrócenie produkcji statków w Szczecinie. Przypomnieli też o nieuregulowanym stanie prawnym stoczni i ciągnących się postępowaniach sądowych, w tym dotyczącym upadłości Porty Holding. Wtórowali im przedstawiciele Solidarnej Polski.
W połowie marca radni wojewódzcy z grupą zainteresowanych osób odwiedzili dawną stocznię. Wrażenia z tej wycieczki określili jako przygnębiające. Mówili, że widać brak gospodarza, a teren jest w niewielkim stopniu wykorzystywany.
Park na sprzedaż?
Silesii nie udało się pozyskać inwestora strategicznego, mimo że jeszcze jesienią informowano o podpisanym liście intencyjnym z norweską grupą Kleven. Ostatecznie zwyciężyła koncepcja parku przemysłowego. Decyzja zapadła w połowie roku. Jednak na powołanie przez Silesię spółki zarządzającej ze Szczecina tym parkiem czekano kilka miesięcy. Dopiero niedawno ją zarejestrowano. Prawdopodobnie przeciągające się działania w sprawie zagospodarowania stoczni wpłynęły na odwołanie Mariusza Kolwasa ze stanowiska prezesa Silesii. - Chcemy sprawić, by produkcja stoczniowa w Szczecinie się odbudowała - podkreślił pełniący obowiązki prezesa Silesii Adam Siwek, który dodał, że trwa praca nad strategią działania spółki.
O planach związanych z parkiem przemysłowym poinformował wiceminister skarbu Rafał Baniak, odpowiadając pod koniec listopada na interpelację posła Grzegorza Napieralskiego (SLD). Zaznaczył, że park ma powstać "w oparciu o jeden lub dwa wiodące projekty", a zarząd Silesii prowadzi zaawansowane rozmowy z kilkoma inwestorami działającymi w branży stoczniowej, offshore i przemysłu ciężkiego.
- Docelowym efektem, z punktu widzenia TFS, ma być natomiast podniesienie wartości aktywów stoczniowych (rozumianych kompleksowo, jako obecnie posiadane aktywa wraz ze spółką, która miałaby nimi zarządzać), a następnie zaoferowanie tych aktywów do sprzedaży potencjalnemu inwestorowi - zapowiedział R. Baniak. Te plany zaniepokoiły lokalnych działaczy SLD, którzy oczekują od samorządów wojewódzkiego i miejskiego działań zmierzających do przejęcia terenów po stoczni.
Zwolennikiem parku, ale w oparciu o lokalne firmy, jest Zachodniopomorski Klaster Morski. Organizacja zrzeszająca m.in. przedsiębiorców, którzy dzierżawią nieruchomości o stoczni od Silesii, nie jest przeciwna przyciągnięciu inwestorów zagranicznych. Uważa jednak, że taki podmiot nie powinien być uprzywilejowany. - Nasze lokalne firmy, deklarujące zamiar ulokowania na lata swojej produkcji na terenie przyszłego parku przemysłowego, są prototypem wydziałów stoczni w danej formule - zaznaczył Andrzej Podlasiński, prezes klastra. - Budują całe kadłuby statków lub sekcje okrętowe, montują siłownie, systemy sterowania i automatyki oraz nawigacji, urządzenia przeładunkowe, wyposażenie wnętrz itp.
Elżbieta Kubowska
