Miało być prawie 5 mln, zostało niewiele ponad milion. Ponad 1,6 tys. byłych pracowników Stoczni Szczecińskiej czeka na wypłatę zaległych wynagrodzeń. Tymczasem większość pieniędzy przeznaczonych na pensje zabrał Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i komornik, który za swoje czynności pobrał 15 proc. od każdego stoczniowca.
Byli pracownicy upadłego zakładu na swoje wypłaty czekają już ponad 10 lat. - Miałem dostać 8 tys. zł, a otrzymałem 800 zł. Od tego trzeba odjąć jeszcze 18 proc. podatku - wylicza jeden ze stoczniowców.
Przewodniczący "Solidarności 80." w dawnej Stoczni Szczecińskiej, Jacek Kantor uważa, że komornik powinien pobrać za swoje czynności 8 proc., a nie 15. - Dlatego, że było to windykowane w prosty sposób, przekazem z rachunku bankowego. Nie było tu nic skomplikowanego, czy też sprzedaży majątku - tłumaczy Kantor.
Z 5 milionów - trzy trafią do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, odciągnięty będzie też podatek. Średnio stoczniowcy mają dostać po 1000 złotych brutto. Grzegorz Gibas
