Stocznie, Statki
Kiedy wszyscy powtarzają,że nie ma afery, to dopiero jest afera.Politycy i urzędnicy oraz ich medialni klakierzy idą w zaparte „na rympał”. A jednocześnie powstaje wrażenie kompletnego mijania się z logiką, prawdą, zasadami ekonomii i interesem państwa. Sprzedaż majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie nie była ani czysta, ani przejrzysta, ani nie była osłaniana przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wszystko wskazuje na to, że to mina, która może wysadzić rząd w powietrze. Dlatego jest tak desperacko zasypywana. Co robiła ABW, że nikt nie wie (albo udaje, że nie wie), kim właściwie jest tajemniczy „katarski” inwestor?

Co robił generalny inspektor informacji finansowej, który na podstawie ustawy z 16 listopada 2000 r. ma „przeciwdziałać wprowadzaniu do obrotu finansowego wartości majątkowych pochodzących z nielegalnych lub nieujawnionych źródeł" oraz „przeciwdziałać finansowaniu terroryzmu"? W związku z przetargiem do Polski wpływa ponad 30 mln zł z kont libańskiego handlarza bronią El-Assira (w wypadku stoczni Gdynia)i tajemniczej Orient Discovery Consultancy (stocznia w Szczecinie).

Nikt nie sprawdził, jakie jest źródło tych pieniędzy, więc gdyby pochodziły z handlu narkotykami czy bronią, nikt by tego nie zablokował. Skoro nie kontrolowano ani płatnika, ani pochodzenia pieniędzy, majątek stoczni równie dobrze mogliby kupić kolumbijscy bossowie narkotykowi, Al-Kaida, rosyjska mafia lub wywiad Rosji. Łańcuszek pośredników był tak długi i skomplikowany, że za „Katarczykami" mógł stać każdy. I ten „każdy" mógł wejść w ten interes, aby prać pieniądze, uczynić wehikuł finansowy dla lewych interesów czy przejąć tereny na zupełnie inny cel. Czy ABW mogła się nie starać tego wyjaśnić? Czy cała siła ABW była skupiona na skandalicznym inwigilowaniu dziennikarzy? Czy minister Grad oraz urzędnicy z jego resortu i Agencji Rozwoju Przemysłu wykazali się tylko niekompetencją? Jakie informacje trafiały do Jacka Cichockiego, ministra kontrolującego tajne służby? A wreszcie co o tym wszystkim wiedział premier Donald Tusk? Przy okazji warto by wyjaśnić, kim jest „szef szefów", o którym mówią podsłuchani przez CBA urzędnicy.

Zdymisjonowanie szefa CBA Mariusza Kamińskiego mogło być skutkiem nieufności premiera do niego, do czego szef rządu ma prawo, choć powinien przestrzegać procedur. Ale mogło też być tak, że Mariusz Kamiński na tyle niebezpiecznie zbliżył się do odkrycia jakiejś bardzo niewygodnej prawdy o kulisach sprzedawania stoczni, że ci, którym to zagrażało, natychmiast zrobili z niego wroga publicznego numer jeden. Między bajki można włożyć opowieści o tym, że chodziło o sprzedaż za wszelką cenę majątku stoczni, by podtrzymać produkcję statków i ocalić miejsca pracy. Bo w żadnym innym przetargu urzędnicy nie wykazali się taką stronniczością i gorliwością w naginaniu prawa. Zachowywali się wręcz jak desperaci. Czy mamy zatem aferę, czy jej nie mamy? Skądinąd w sprawie afery hazardowej nie chodzi tylko o nielegalny lobbing. Chodzi przede wszystkim o działanie na rzecz zorganizowanej przestępczości, która kontroluje znaczną część hazardowego rynku.


Autor: Stanisław Janecki
Źródło: Wprost
{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter