Przedstawiciele Qatar Invesment Authority, rządowej agencji Kataru, która ma rzekomo być zainteresowana przejęciem majątku Stoczni w Gdyni i Szczecinie nie przyjadą w tym tygodniu do Polski. - Na razie nie ma zaplanowanego takiego spotkania - powiedział Aleksander Grad, minister skarbu.
Wczoraj był wypytywany przez posłów z sejmowej komisji skarbu i stoczniowców dlaczego do tej pory nie udało się sfinalizować transakcji.
- Minister powiedział właściwie to co już wiadomo, czyli że majątek stoczniowy został sprzedany w przetargu na korzystnych warunkach, zgłosił się właściwie jeden inwestor jednak ostatecznie wycofał się z transakcji - mówi Tadeusz Aziewicz, poseł PO, przewodniczący sejmowej komisji skarbu.
Posłowie nie dowiedzieli się kto tak naprawdę stał za zarejestrowaną na Antylach Holenderskich spółką Stichting Particulier Fonds Greenrights, która zrezygnowała z przejęcia stoczni. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości z komisji do spraw służb specjalnych chcą aby to szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego ujawnił przed komisją kim naprawdę był ostateczny inwestor.
- Sprzedaż stoczni była monitorowana przez służby wywiadowcze, była przecież także poruszana na wcześniejszym posiedzeniu komisji do spraw służb specjalnych - mówi Aziewicz.
Rząd ma czas na sprzedanie obu stoczni do poniedziałku. Wtedy na konto zarządcy kompensacji sprzedającego stocznie musi wpłynąć ponad 380 mln zł lub przynajmniej dotrzeć informacja o wykonaniu przelewu. Minister Grad zapewnia, że jest w kontakcie z QIA. Nie wiadomo jednak czy Katarczycy kupią stocznie. Jeśli sprzedaż się nie uda, rząd będzie musiał wystąpić do Komisji Europejskiej o zgodę na więcej czasu na poszukiwanie kolejnego inwestora.
- Teraz trzeba zrobić wszystko aby stocznie zostały sprzedane, trudno jest jednak przewidzieć czy się uda - powiedział Aziewicz. - Wycofanie się dotychczasowego inwestora pokazuje, że
chętnych na przejęcie stocznie nie ma.
Stichting Particulier Fonds Greenrights, która wygrała majowe przetargi, wycofała się z transakcji i nie wpłaciła 381 mln zł w terminie - do 17 sierpnia (był to już drugi termin, pierwotnie pieniądze miały wpłynąć do 21 lipca).
Jeśli nie znajdzie się inwestor lub KE nie da dodatkowego terminu stocznie w Gdyni i Szczecinie zostaną postawiane w stan upadłości, a ich majątek przejmie syndyk. Kilka tysięcy stoczniowców nie wróci prawdopodobnie do pracy.
Najwyższa Izba Kontroli zapowiada, że jak rządowi nie uda się znaleźć kupca na stocznie prześwietli proces prywatyzacji.
Posłowie z komisji skarbu zajęli się także Stocznią Gdańsk, a konkretnie kwotą pomocy publicznej jaką otrzymała zanim przejęła ją ukraińska spółka ISD Polska. Doszło do burzliwej dyskusji ze związkowcami, którzy przybyli do Sejmu.
- Pani prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów długo tłumaczyła w jaka była metodologia obliczania pomocy publicznej udzielonej stoczni, że obejmowała nie tylko pomoc gotówkową ale i gwarancje Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych dla Stoczni Gdańsk ale i te udzielone dla Stoczni Gdynia - mówi Aziewicz. - Stąd kwota kilkuset milionów złotych, którą wyliczyła Komisja Europejska, bo do niej należała ostateczna decyzja w tej sprawie.
Jak uważa Aziewicz raport NIK dotyczący pomocy właściwie potwierdził wyliczenia UOKiK. Gdańscy stoczniowcy są innego zdania.
- Jest kompletnie odwrotnie. Raport NIK mówi jasno, że pomoc dla stoczni wyniosła 80 mln zł, z tego do zwroty byłoby ewentualnie 40 mln - mówi wzburzony po wyjściu z obrad komisji skarbu Karol Guzikiewicz, przewodniczący Solidarności w Stoczni Gdańsk.- Skąd zatem 700 mln, NIK stwierdziła, że na taką kwotę nie ma żadnych dokumentów księgowych. To UOKiK wysłał do Brukseli wyliczenia na jakąś absurdalnie astronomiczną kwotę, tylko na jakiej podstawie?
KE godząc się na sprzedaż stoczni uznała, że pomoc wyniosła 700 mln zł i w wyniku tego zażądała ograniczenia mocy produkcyjnych stoczni zamknięcia dwóch z trzech pochylni. Stoczniowcy uważają, że takie ograniczenie produkcji grozi, że stocznia nie będzie w stanie przynosić zysków.
Co kupił SPFG
Stichting Particulier Fonds Greenrights za 280 mln zł miał kupić większość majątku Stoczni Gdynia.
Wylicytował najwyższe ceny za oba suche doki Stoczni Gdynia, wydziały prefabrykacji i wyposażenia statków.
Majątek ten składa się na kompletny ciąg produkcyjny umożliwiający budowę statków.
Mniejsi inwestorzy kupili pakiety majątku służące do prefabrykacji, parkingi samochodowe i udziały w kilku spółkach zależnych od stoczni, takich jak m.in. Europlazma Serwis, Euro Guard czy Euromal.
Jacek Klein{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Inwestora dla stoczni w Gdyni i Szczecinie nie ma
28 sierpnia 2009 |
Źródło:
