Stocznie, Statki
Tajemniczy katarski inwestor, który miał kupić polskie stocznie, tylko działał pod przykrywką emiratu - tak twierdzą informatorzy, z którymi rozmawiała "Polska".

Grad
(© Wojciech Barczyński/POLSKA)

Jego prawdziwa tożsamość trzymana była przez rząd Donalda Tuska w głębokiej tajemnicy, gdyż to właśnie marka emiratu katarskiego, znanego z biznesowej uczciwości, miała stanowić rękojmię, że transakcja dojdzie do skutku, a niemal 13 tys. pracowników stoczni w Szczecinie i Gdyni zachowa pracę. - Wielokrotnie pytaliśmy ministra Grada na komisjach gospodarki i skarbu o szczegóły całej transakcji. Nigdy nie odpowiedział - mówi nam Paweł Poncyljusz z PiS. Minister Grad przekonywał za to, że to katarski fundusz inwestycyjny QInvest, którego szefem rady nadzorczej jest syn premiera Kataru szejk Jassim bin Hamad bin Jabr Al Thani, jest finalnym nabywcą stoczni. Jednak QInvest nie był inwestorem, a tylko go reprezentował. A wiele poszlak wskazuje na to, że prawdziwy inwestor nie pochodzi wcale z Kataru.

- Katarczycy bardzo dbają o opinię, gdyż chcą zostać największym eksporterem gazu na świecie. Dlatego wszystkie ich transakcje charakteryzują się wielką przejrzystością, a umowy są dotrzymywane - mówi dr Katarzyna Górak-Sosnowska, ekonomistka i arabistka z SGH. Jako przykład podaje zakup przez Katar 10 proc. akcji Porsche, gdzie transakcja została przeprowadzona jawnie i według najwyższych kryteriów biznesowych. - Prawdziwego kontrahenta szukałabym raczej na Antylach, a nie w Katarze - dodaje.

Ekspert ds. energetycznych z Londynu, stale pośredniczący w transakcjach z biznesmenami z Kataru, do którego dotarliśmy, mówi wprost: - Spółkę w Katarze można łatwo założyć za pośrednictwem biura w Londynie. Taka spółka może z kolei założyć konto na Antylach Holenderskich i równocześnie wynająć firmę, która ją będzie reprezentować - tłumaczy. Nasz informator stawia tezę, że transakcja od początku nie miała dojść do skutku, bo chodziło tylko o skompromitowanie Kataru, z którym Polskę łączy przede wszystkim umowa na dostawy skroplonego gazu.

I sugeruje, że za wszystkim może stać gra wywiadów. O co więc chodzi ? W zeszłym tygodniu Polsat News podał, że kontrahentem skrywającym się za katarskim funduszem inwestycyjnym jest libański handlarz bronią, Abdul Rahman el-Assir, związany rosyjskimi koncernami zbrojeniowymi i wywiadem. Pytany o to przez dziennikarzy premier Donald Tusk powiedział wtedy, że jest mu wszystko jedno, czy stocznie kupił handlarz bronią, bursztynem czy kiełbasą. Wczoraj minister Sławomir Nowak zapytany przez nas o sprawę stoczni odparł, że nie będzie się wypowiadał, bo "tak będzie dla wszystkich bezpieczniej".

Teraz rząd ogłasza nowy plan ratunkowy dla stoczni: ich nabyciem jest zainteresowana rządowa Agencja Inwestycyjna Kataru [Qatar Investment Authority], która posiada udziały w wielu renomowanych spółkach, takich jak brytyjski bank Barclays i szwajcarski Credit Suisse czy londyńska giełda papierów wartościowych i zarządza majątkiem o wartości ponad 60 mld dolarów.
Czas na sfinalizowanie transakcji mija 31 sierpnia, bo taki termin wyznaczyła nam Komisja Europejska.

Grad ma plan B na uratowanie stoczni

Qatar Investment Authority, agencja inwestycyjna rządu Kataru, może przejąć stocznie w Gdyni i Szczecinie - zapowiedział na wczorajszej konferencji prasowej minister skarbu Aleksander Grad.
- Za pośrednictwem ambasadora Kataru otrzymałem dziś list od rządowej agencji inwestycji Kataru, która poinformowała, że rozpoczyna postępowanie, które może zakończyć się przejęciem przez nią tego projektu - oznajmił minister. Informację ministra Grada potwierdziła nam ambasada Kataru w Warszawie. Jeśli QIA zdecyduje się na przejęcie praw do majątku stoczni od dotychczasowego inwestora, sfinalizowanie transakcji zdaniem Grada jest możliwe do 31 sierpnia.

To dość zaskakujący zwrot w i tak tajemniczym procesie sprzedaży stoczni. Dotychczasowy inwestor, fundusz Stichting Particulier Fonds Greenrights zarejestrowany na Antylach Holenderskich, nie wpłacił 381 mln zł w wymaganym terminie. Wiceminister skarbu Krzysztof Łaszkiewicz przyznał wczoraj, że rząd od poniedziałku nie ma kontaktu z przedstawicielami inwestora. Do dziś nie wiadomo zresztą, kto stoi za tajemniczym inwestorem.

Wcześniej minister Grad przekonywał, że to katarski fundusz inwestycyjny QInvest jest finalnym nabywcą stoczni. Firma wydawała się pewna. Szefem rady nadzorczej QInvest jest syn premiera Kataru szejk Jassim bin Hamad bin Jabr Al Thani. Sęk w tym, że QInvest nie jest inwestorem. - QInvest działa w imieniu klienta, który jest w trakcie nabywania tych aktywów. Ale QInvest nie może ujawnić informacji o swoim kliencie - powiedziała "Polsce" Suzie Pagan, rzeczniczka QInvest. O szczegółach transakcji nie wiedziała nawet katarska gazeta "Gulf Times" należąca do emira Kataru, w której pisano o nieznanych spółkach z regionu Zatoki inwestujących w polskie stocznie. Minister Grad nigdy nie ujawnił szczegółów niedoszłej transakcji. - Wielokrotnie pytaliśmy na komisjach skarbu i gospodarki o tego inwestora. Słyszeliśmy tylko, że to QInvest - przyznaje Paweł Poncyljusz, poseł PiS i były wiceminister gospodarki.

Według eksperta ds. energetycznych z Londynu, który woli nie ujawniać swojego nazwiska, inwestor, który w maju zdecydował się na kupno obu stoczni, wcale nie musi pochodzić z Kataru. - Nie jest do pomyślenia, żeby po wygranym przetargu jakaś firma, także katarska, nie przyznała się do tego, kim jest, a z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku stoczni - twierdzi nasz londyński informator. Jego zdaniem spółkę w Katarze można łatwo założyć za pośrednictwem biura w Londynie.

Taka spółka może z kolei założyć konto na Antylach Holenderskich i równocześnie wynająć firmę, która ją będzie reprezentować, w tym wypadku np. fundusz z Kataru. Dzięki QInvest spółka może też liczyć na gwarancje katarskiego banku. - Być może więc chodziło o to, żeby skompromitować inwestycje z Kataru, z którym Polskę łączy przecież umowa na dostawy skroplonego gazu. I od początku było wiadomo, że transakcji i przelewu nie będzie - przekonuje nasz informator. Także Grzegorz Landowski, redaktor naczelny "Naszego Morza", uważa, że niespodziewany komunikat o zainteresowaniu rządowej agencji inwestycyjnej z Kataru kupnem stoczni ma związek z kontraktem gazowym.

Na razie rządowy plan B dla stoczni nie ma mocnych podstaw. Inwestor z Kataru ma dopiero przeprowadzić badanie, czy przejmie stocznie. Wczoraj nie udało się nam skontaktować z przedstawicielami funduszu, ale według informacji z jego strony internetowej Katar inwestuje raczej w projekty związane z energetyką, szczególnie zieloną. Prezesem Qatar Investment Authority jest wprawdzie premier Kataru szejk Hamad bin Jassim bin Jabr Al Thani, ale w wiarygodność funduszu już wątpią związkowcy ze stoczni. - Oglądałem konferencję ministra Grada i wydawało mi się, że tak jak bym to już kiedyś słyszał - mówi Jan Gumiński, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej w gdyńskiej stoczni. - Znowu mamy nowego, dobrego inwestora. Poprzedni też miał być dobry, jednak zawiódł. Dlatego w swoim najnowszym stanowisku związkowcy wezwali premiera do podjęcia intensywnych działań w celu znalezienia wiarygodnego inwestora, który zagwarantuje budowę statków i zatrudnienie dla tysięcy stoczniowców.

Nie wiadomo też, jak na informacje ministra Grada zareaguje Komisja Europejska. Zgodziła się na sprzedaż stoczni prywatnemu inwestorowi, a teraz miałaby je przejąć rządowa agencja. Rzecznik Komisji Europejskiej Ton Van Lierop nie chciał jednak komentować zmian w planach dotyczących stoczni. - Komisja Europejska zgodziła się, że rząd sfinalizuje sprawę sprzedaży stoczni w Szczecinie i Gdyni do 31 sierpnia - powiedział tylko Van Lierop. Jeśli do tego czasu rządowi nie uda się znaleźć inwestora, stocznie przestaną istnieć, chyba że rządowi uda się przekonać KE do przedłużenia terminu prywatyzacji.



Jacek Klein
{jathumbnail off}
1 1 1

Źródło:

Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter