Stocznie, Statki
Niedopowiedzenia katarskich kontraktów.

Ujawnienie inwestora w upadłe stocznie w Gdyni i Szczecinie, podpisanie kontraktów na dostawy katarskiego gazu do Polski oraz zakup budynku na siedzibę ambasady Kataru w Warszawie nie rozwiały wątpliwości co do opłacalności naszych gospodarczych kontaktów z tym egzotycznym krajem. Za gaz z Kataru zapłacimy więcej niż na rynku, za stocznie dostaliśmy sumę, której nie można uznać za zbyt imponującą.

Nie dziwią więc pytania do rządu o to, czy na kontraktach zarobimy, czy stracimy.

W ostatnim czasie w mediach ukazało się sporo bulwersujących informacji dotyczących transakcji, jakie polski rząd zawarł z władzami Kataru, z jednej strony w sprawie sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie, a z drugiej na dostawy skroplonego gazu ziemnego (LNG). Dodatkowo, choć to już kwestia minorum gentium, powstały wątpliwości odnoszące się do zakupu siedziby na oczywiście potrzebną ambasadę państwa Katar w Warszawie – napisał w swojej interpelacji do premiera poseł Tadeusz Iwiński (SLD). Poseł pyta, czy kontrakty były dla nas korzystne, czy były ze sobą powiązane oraz czy i kiedy poznamy ich szczegóły? W ocenie Iwińskiego, bez wyjaśnienia wszystkich aspektów podjętych przedsięwzięć nie będzie można mieć zaufania do rządu Donalda Tuska.

Wątpliwości budzi ewentualny związek między sprzedażą stoczni a kontraktem z Katarem na dostawę LNG. Wiadomo, że stocznie sprzedano spółce Stichting Particulier Fonds Greenrights działającej za pośrednictwem funduszu zarejestrowanego na holenderskich Antylach. Inwestorem okazał się bank inwestycyjny QInvest w stolicy milionowego Kataru Doha. Za majątek stoczni zapłacono ok. 380 mln dol. Rząd zaś zagwarantował odprawy dla zwolnionych stoczniowców wysokości 600 mln zł.

Inwestor zapowiedział, że w Gdyni i Szczecinie będzie kontynuowana działalność stoczniowa. Zamierza zatrudnić ok. 7 tys. ze zwolnionych z obu zakładów stoczniowców. Planuje budowę przez spółkę Polskie Stocznie, której szefem będzie Holender, gazowców, statków do transportu gazu LNG. Dlatego nie dziwi pytanie, czy nie było związku sprzedaży stoczni z kontraktem podpisanym przez resort gospodarki i PGNiG na dostarczenie Polsce od 2014 r. gazu przez grupę Qatargas. Rocznie mamy importować ok. 1 mln ton. Cały kontrakt opiewa na 11 mld dol.

Jak wskazuje poseł Iwiński, nikt nie kwestionuje potrzeby dywersyfikacji dostaw źródeł energii do naszego kraju. Jednak – jak uważa – warto rozwiać mit o wyjątkowo dużym uzależnieniu Polski w tej sferze, gdyż importujemy zaledwie 18 proc. surowców energetycznych przy średniej unijnej trzykrotnie wyższej, a gaz ziemny w naszym bilansie energetycznym stanowi zaledwie 12 proc., również znacznie mniej niż w UE. – Bez wątpienia też należy kontynuować budowę gazoportu w Świnoujściu. Ale liczy się również opłacalność transakcji, nawet z największym w skali globalnej eksporterem LNG. Według wyliczeń ekspertów, PGNiG ma płacić co roku aż o 100 mln dol. więcej niż choćby Japonia, która jest bez porównania bardziej uzależniona od importu gazu aniżeli Polska. – Czy taki kontrakt można uznać za korzystny i kto pokryje ewidentne straty? – pyta Iwiński. Wskazuje również, że przy okazji kontraktu PGNiG z Qatargas nie było informacji o ewentualnych alternatywnych zasadach dostarczania nam gazu z Kataru. – Trzeba zapytać wprost, czy zakup stoczni w Gdyni i Szczecinie ma zwrócić się, z punktu widzenia nabywców, w szybkim czasie w trakcie kontraktu gazowego? – pyta poseł Sojuszu.

Wątpliwości budzi również odstępstwo, które poczynił polski rząd przy zakupie siedziby dla ambasady Kataru. Za budynek zapłaciła strona polska, choć klasyczna zasada polega na tym, że koszty zazwyczaj ponosi kraj przyjmowany.

{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter