Branża morska rządzi się swoimi prawami: jej kondycja w dużo większym stopniu, niż inne gałęzie gospodarki zależy od zjawisk światowych. Jakich tendencji można się w związku z tym spodziewać w polskiej branży morskiej w najbliższych miesiącach?
Jedno jest pewne - takich dobrych wyników, jak w rekordowym 2007 r., w bieżącym roku nie będzie. Nawet utrzymanie wskaźników z 2008 roku należałoby uznać za sukces. Jest to zrozumiałe, bo jeśli na całym świecie gwałtownie spada popyt na towary i handel nimi, to automatycznie statki nie mają co wozić. Jednak możemy być spokojni: jakiegoś gwałtownego załamania w trójmiejskich firmach branży morskiej, które skutkowałoby masowymi zwolnieniami, nie należy oczekiwać. Osobną sprawą jest oczywiście branża stoczniowa, która rządzi się specyficznymi, pozagospodarczymi prawami.
W drugiej połowie 2008 roku można było obserwować rosnącą konkurencję między polskimi operatorami promowymi: Polską Żeglugą Bałtycką i Unity Line. Obaj operatorzy zanotowali nieznaczny spadek ilości przewiezionych pasażerów i samochodów osobowych, jednak wzrosła ilość przewiezionych ciężarówek.
Pomimo hiobowych wieści ze światowej gospodarki, na bałtyckim rynku promowym kryzysu nie widać. Powstają nowe linie (jak np. zapowiadane już w trojmiasto.pl połączenia z Gdyni do Finlandii i Niemiec), a dzięki podniesieniu opłat za użytkowanie autostrad w Niemczech, część czeskiego, słowackiego i węgierskiego tranzytu trafi w polskich portach na promy. Polscy operatorzy rozbudowują też i unowocześniają swoją flotę, nie oczekując na jakieś gwałtowne załamanie koniunktury.
Wbrew pozorom, obecny okres jest idealny dla tych operatorów, którzy mają pieniądze i chcą zrealizować swoje wcześniejsze plany unowocześnienia floty, z myślą o osiągnięciu przewagi konkurencyjnej po zakończeniu "kryzysu". Obecnie żegluga nie jest tak opłacalna, jak w 2007 roku; znacząco spada ilość przewożonej masy ładunkowej, skutkiem czego spada też wartość i cena samych statków.
Pewne problemy wiążą się natomiast z transportem samochodów. Jeszcze niedawno mówiło się o perspektywach wykreowania w portach Trójmiasta samochodowego hubu (portu węzłowego), ze względu na relatywnie dużą koncentrację przemysłu motoryzacyjnego w krajach grupy wyszehradzkiej. Obecne gwałtowne załamanie produkcji w tej branży każe zrewidować te oczekiwania i być może poszukać innych specjalizacji.
W związku z kryzysem gospodarczym wiele firm z zainteresowaniem spogląda na Wschód Europy, gdyż w krajach naszego regionu przewidywane są relatywnie niższe spadki PKB, a nawet niewielki wzrost gospodarczy. Nie dotyczy to oczywiście Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier i Ukrainy, które przeżywają ostrą recesję, ale za to Polski, Słowacji, Czech i Białorusi - jak najbardziej. Perspektywiczne plany wobec naszego rynku czyni m. in. Maersk, największy kontenerowy armator świata. Kryzys wymusi na menedżerach poszukiwanie możliwości zagospodarowywania nisz rynkowych tam, gdzie do tej pory nikomu nie chciało się angażować z powodu nieznajomości rynku. Jeśli chodzi o nasz region, firmy dostrzegają możliwości dalszego wzrostu stopnia skonteneryzowania masy towarowej. Atrakcyjnym kąskiem będzie również łącznie piętnastomilionowy rynek Czech i Słowacji, o który zabiegają porty aż czterech mórz: Północnego, Bałtyku, Adriatyku i Czarnego.
Natomiast szwedzki biznes wiąże duże nadzieje z zainaugurowanym niedawno Partnerstwem Wschodnim, które będzie jednym z priorytetów zbliżającej się prezydencji Sztokholmu w UE. I nic dziwnego - mimo recesji, perspektywa ekspansji gospodarczej na obszar sześciu objętych partnerstwem krajów wydaje się być kusząca. Szwedzi chcą się skupić m. in. na promocji i udrożnieniu korytarzy transportowych, które umożliwią rozwój wymiany handlowej między Regionem Bałtyku a wschodnioeuropejską szóstką, a w perspektywie - z Azją Środkową (tzw. Nowy Szlak Jedwabny).
W związku z kryzysem w Rosji i relatywnie dobrą sytuacją gospodarczą w Polsce, może wzrosnąć rola Zatoki Gdańskiej jako potencjalnego "hubu" kontenerowego - centrum dystrybucyjnego na Europę Środkowo-Wschodnią. Jeden z głównych konkurentów Trójmiasta - St. Petersburg, nie posiada już takich świetlanych perspektyw wzrostu przeładunków, o których mówiło się jeszcze dwa lata temu.
Skutkiem obecnej trudnej sytuacji na rynkach światowych będzie zaostrzanie się walki konkurencyjnej w branży morskiej. Możemy oczekiwać zaciętej walki o ładunki, o operatorów promowych i kontenerowych między portami - w tym między Gdynią a Gdańskiem. Jak już wspomniano, zacięta walka konkurencyjna trwa już od jakiegoś czasu między operatorami promowymi na Bałtyku. Prawdopodobnie jej skutkiem będzie dalsza konsolidacja rynku, czego przejawem może być m. in. powstanie duńskiego megaoperatora promowego na bazie DFDS, który wymieniany jest również jako najpoważniejszy kandydat do zakupu Polskiej Żeglugi Bałtyckiej.
Kuba Łoginow{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Branża morska: dobry czas na zebranie sił
26 maja 2009 |
Źródło:
