Stocznie, Statki
Po ciężkich negocjacjach z ukraińskim koncernem ISD i ministerstwem skarbu, unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes ogłosiła, że nie będzie żądać zwrotu pomocy publicznej, jaką przez ostatnie lata dostawała Stocznia w Gdańsku. Właściciel - ukraiński ISD - będzie mógł teraz przeprowadzić uzgodniony z rządem i zaakceptowany przez Komisję plan restrukturyzacji. Bolesne cięcia będą konieczne (także w zatrudnieniu), ale Stocznia Gdańska - kolebka ”Solidarności” i symbol początku przemian w Polsce - będzie nadal działać. Odtąd już tylko o własnych siłach. Zgodnie z ustaleniami z KE, w przyszłości nie będzie jej wolno wziąć nawet 1 euro pomocy publicznej.

W przypadku stoczni w Gdyni i Szczecinie zapadło inne rozstrzygnięcie. Tam planu restrukturyzacji nie było, podobnie jak nie było też prywatnego inwestora. Komisja Europejska nie mogła więc zgodzić na to, żeby oba zakłady kontynuowała swój nieopłacalny business as usual. Dalsze utrzymywanie stoczni w ich dysfunkcjonalnej postaci nie miało sensu. Bo jak skrupulatnie policzyła Komisja, od 1 maja 2004 r. na utrzymanie jednego etatu w gdyńskiej stoczni państwo polskie wyłożyło... 121 tys. euro! Jednego etatu!

Ale i tak Komisja postanowiła gdyńskiej i szczecińskiej stoczni rzucić koło ratunkowe. Kazała podzielić ich majątek na kawałki i sprzedać go w otwartym przetergu. To się udało zrobić. Nabywcy się znaleźli, a kupiony przez nich majątek jest już pozbawiony garbu pomocy publicznej. Nowi inwestorzy mogą więc zacząć na nim od podstaw budować zdrowe przedsiębiorstwo stoczniowe. Komisja jest zadowolona, a stoczniowcy - wkrótce znów znów będą mieli pracę.

Obie decyzje KE w sprawie stoczni są więc sporym osiągnięciem rządu.

Opozycja wiesza psy na ministrze skarbu Aleksandrze Gradzie i próbuje na niego zrzucić całą odpowiedzialność za kłopoty stoczni. Ale prawda jest taka, że to on okazał się być pierwszym polskim politykiem, który z Brukselą wynegocjował plan działania dla stoczni - i konsekwentnie go zrealizował. Poprzedni ministrowie skarbu umieli tylko lekceważyć Komisję i nie realizować uzgodnionych porozumień.

Zaraz pewnie pojawią się zarzuty, że wtorkowe wystąpienie komisarz Neelie Kroes w sprawie stoczni to element prorządowej propagandy przed eurowyborami. I że rząd się chwali.

Tyle tylko, że tym razem ma czym. Zresztą nawet jeśli Komisja dała się wciągnąć w polską kampanię wyborczą (a skąd pewność, że się dała?) - to będzie to tylko dowód na to, że ten rząd, ta koalicja PO-PSL umie z Brukselą rozmawiać. W kontekście wyborów do Europarlamentu to chyba zaleta, nie wada.


Konrad Niklewicz
{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter