Stocznie, Statki
Nie doszło do debaty premiera ze stoczniową Solidarnością. Tusk rozmawiał na Politechnice z dwoma małymi związkami ze Stoczni, a "S" z OPZZ wiecowały pod stocznią.

Debata premiera Donalda Tuska ze stoczniowcami
Debata premiera Donalda Tuska ze stoczniowcami Stoczni Gdańsk
Fot. Rafal Malko / AG

Debatę zerwały w poniedziałek Solidarność i OPZZ. Związki te zarzuciły premierowi Donaldowi Tuskowi, że zapraszając do debaty, oprócz nich, także dwa mniejsze związki działające w stoczni (Związek Zawodowy Inżynierów i Techników Stoczni Gdańsk oraz Związek Zawodowy "Okrętowiec"), chciał ją rozbić. - Ja studiowałem socjologię, to typowy socjotechniczny zabieg, manipulacja - zniszczyć przeciwnika, przez spowodowanie wewnętrznej kłótni między związkowcami - tłumaczył w poniedziałek Roman Gałęzewski, szef stoczniowej "S".

Dwa pozostałe związki - inżynierów i Okrętowiec - Gałęzewski nazwał "przybudówkami premiera", a jego zastępca Karol Guzikiewicz, stwierdził, że miały one podczas debaty pełnić rolę "konia trojańskiego". Mówili, że premier to kłamca, a debata to cyrk.

Solidarność i OPZZ na debatę nie poszły, mimo że Paweł Graś ponawiał zaproszenie. O godz. 19 zorganizowały za to wiec pod historyczna bramą Stoczni Gdańsk, wcześniej zapraszając tam Tuska. Premier na zaproszenie nie odpowiedział i tak jak zapowiadano o godz. 20 przybył na Politechnikę Gdańską. Zastał tam przedstawicieli dwóch pozostałych związków - inżynierów oraz Okrętowca. Wbrew temu co mówili o nich koledzy z "S", związkowcy zadali premierowi szereg niewygodnych pytań: o to, ile naprawdę wynosi pomoc publiczna, którą stocznia ma zwrócić, co zakłada plan restrukturyzacji stoczni przedstawiony Komisji Europejskiej, ilu pracowników trzeba będzie zwolnić.

- Co do produkcji stricte stoczniowej komisja nie ma już dzisiaj żadnych wątpliwości - powiedział premier. - W swoim planie inwestor zaproponował zatrudnienie na poziomie nie mniejszym niż 1900 osób. Specjalnie to minimum na nim wymogliśmy. Ja bym chciał, żeby stocznie w końcu na siebie zarabiały, a nie były przedmiotem nieustannej troski.

Obecnie stocznia zatrudnia ok. 2,3 tys. pracowników. Choć nie byli na manifestacji w Warszawie, związkowcy pytali o interwencje policji wobec "S" i OPZZ. - Potraktowano ich jak kibiców! - zarzucali premierowi. - Ja nie mam satysfakcji, że ktoś ucierpiał, ale związki muszą przestrzegać prawa - odpowiadał Tusk.

Gdy toczyła się debata, pod stocznią trwał wiec stoczniowej "S", która oglądała debatę premiera w telewizji. Gdy się skończyła, Guzikiewicz stwierdził, że nic nie wniosła.

Z propozycją zorganizowania debaty wyszedł sam premier, zaraz po manifestacji stoczniowców w Warszawie 29 kwietnia, podczas której palono opony i interweniowała policja. Mówił, że przyjdzie na nią bez ochrony, że chce rozmawiać o manifestacji, obchodach 4 czerwca i problemach wszystkich polskich stoczni. - Liczę na spokojną i merytoryczną rozmowę, a nie manifestację polityczną - powtarzał w ciągu tygodnia. Solidarność odwrotnie. Gdy w ub. tygodniu padła propozycja, aby debata odbyła się w Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku, stoczniowcy zaapelowali do gdańszczan, by tłumnie przyszli pod filharmonię, by ich wesprzeć. Spotkanie reklamowali jako "debatę z chemicznym Donaldem". W weekend mnożyli problemy. Mówili, że debata nie ma scenariusza, scenografii, moderatora i podkreślali, że tylko "S" i OPZZ powinny wziąć w niej udział. Marek Bronk, szef związku Okrętowiec: - W piątek rozmawiałem z Romanem Gałęzewskim. Tłumaczył mi, że najlepiej, jakby on sam poszedł na tę debatę, bo reprezentuje największy związek. Powiedziałem mu: Romek dobra, ja nie idę, mów w naszym imieniu. Następnego dnia słyszę, jak nas w mediach atakuje, że jesteśmy przystawkami PO. Co za bzdury!

Maciej Sandecki
{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter