
Wtedy krzesło dostawiono, ale sprawa oparła się aż o Trybunał Konstytucyjny, który wydał wreszcie orzeczenie, kto na szczyty europejskie powinien jeździć, ale nikt go nie zrozumiał. Więc pewnie znowu będzie można się o krzesło pokłócić.
Natomiast w poniedziałek na dziedzińcu Politechniki Gdańskiej nikt o krzesła nie walczył. Przeciwnie - krzesła związkowców ze stoczniowej Solidarności i OPZZ pozostały puste. Karol G. i Roman G. niczego od premiera nie chcieli się dowiedzieć, bo wszystko wiedzą lepiej, więc woleli pozostać we własnym gronie. Rozbili pod stocznią namiot, lżyli szefa rządu i robili miny do kamery. Razem z przywiezionym na wózku chorym księdzem Jankowskim i kilkoma emerytami tworzyli piękną rodzajową grupę.
A w mediach i na forach internetowych toczy się dyskusja - kto wygrał? Ja zaś się pytam: - Czy to był mecz bokserski? Futbol amerykański? Czy powinno nas interesować tylko kto komu dołożył, kto kogo opluł, kto komu nogę podstawił, kto kogo zagiął, kopnął, kto wyciągnął z teczki haka? Czytam, że na politechnice było nudno, więc telewidzowie woleli oglądać "M jak Miłość". Bo czyż panowie G. są choć w połowie tak atrakcyjni jak bohaterowie serialu?
I dlaczego właściwie Polacy mieliby interesować się losem pracowników prywatnego zakładu, nawet jeśli był on kiedyś kolebką? Tajny raport NIK, ukryty podobno przez rząd, nie umywa się nawet do perypetii Michała, który wraz z Grażyną wraca do Gródka i oznajmia Rogowskim, że na wyjeździe wzięli ślub. W dodatku Tamara nasyła na barmankę gangstera Brzytwę! Jednak o gustach nie dyskutujmy. Naród lubi seriale, PiS-owcy wolą Guzikiewicza. Zaś Guzikiewicz, który myśli, że zostanie Wałęsą III RP, jest niestety tylko Lepperem-bis.
Premier powiedział, że w Stoczni Gdańskiej uczył się kiedyś innej Solidarności. W roku 1980 uznano, że każdy może porozumieć się z każdym i dlatego Wałęsa podpisał Porozumienia Sierpniowe.
Dziś związkowcy ze stoczniowej Solidarności o tym zapomnieli. I przegrali. Nie tylko tę debatę. Nowy Ionesco pisze już (pod pseudonimem Doroty Masłowskiej) sztukę o smutnym końcu NSZZ Solidarność. Jej tytuł: "Puste krzesła".
Barbara Szczepuła{jathumbnail off}
