
Poczułem, że w świetle jupiterów skończył się etos "S", Stoczni Gdańskiej iks. Henryka Jankowskiego, który - jak wiadomo - nie najlepiej się czuje, a mimo to został przez wiceszefa stoczniowej "S" Karola Guzikiewicza przywleczony przed bramę nr 2, miejsce dla gdańszczan święte.
Nad całym wydarzeniem unosi się cień prezydenta Kaczyńskiego. Wystarczy przypomnieć SMS "Proszę zadzwoń", który szef stoczniowej "S" Roman Gałęzewski dostał od Macieja Łopińskiego, szefa gabinetu politycznego prezydenta. Nie po raz pierwszy do wojny z Platformą prezydent i PiS wykorzystują etos Stoczni Gdańskiej, ale mam żal do Donalda Tuska, że - inaczej niż w dniu wiecu, 4 czerwca - dał się w tę rozgrywkę wciągnąć. Co gorsza, robią to też inni politycy PO -Zbigniew Chlebowski powiedział wczoraj, że Guzikiewicza należy skierować na komisję lekarską. To niebezpieczna zabawa w obrażanie stoczniowców i PiS tylko na to czeka. Ktoś powinien to przerwać.
My, gdańszczanie, wiemy, że między politechniką, gdzie "debatował" premier, a bramą nr 2, gdzie krzyczał Guzikiewicz, jedzie się pięć minut kolejką miejską. I nie damy się nabrać, że obie grupy są od siebie oddalone morzem nienawiści. Mimo zażenowania mam nadzieję, że kiedyś się spotkają, choćby dlatego, że wszyscy są związani z Gdańskiem.
Marek Górlikowski{jathumbnail off}
