Miała być pomoc w znalezieniu pracy, urzędy jednak nie otrzymały na to pieniędzy.
Program zwolnień grupowych w Stoczni Gdynia jest - zdaniem stoczniowców - bardzo źle przygotowany. W tej chwili trwa proces podpisywania trójstronnej umowy (między stoczniowcami, Agencją Rozwoju Przemysłu i firmą DGA lub Work Service), w której zwolniony pracownik deklaruje chęć przystąpienia do programu i gotowość udziału w szkoleniu przygotowującym do nowego zawodu. Jednak warunki lokalowe do zawarcia umowy i przygotowanie merytoryczne pracowników ARP i DGA lub Work Service budzą wątpliwości stoczniowców. Nieco lepiej sytuacja wygląda w Szczecinie.
Konsorcjum Doradztwo Gospodarcze DGA SA z Poznania oraz Work Service z Wrocławia to dwie spółki, które realizują program usług szkoleniowo-doradczych na rzecz pracowników obu stoczni. Jednak stoczniowcy z Gdyni nie są zadowoleni z ich usług. - Na razie współpraca idzie dość marnie. Mamy zastrzeżenia co do lokalizacji firmy - mówi Dariusz Adamski, przewodniczący "Solidarności" Stoczni Gdynia. - Mamy też zastrzeżenia co do formy doradztwa zawodowego. Na przykład pracownik mówi, że ma możliwość pracy w charakterze kierowcy i chciałby pójść na odpowiednie kursy, to mu odpowiedziano [przedstawiciel DGA - przyp. red.], że oni nie są od tego - stwierdza Adamski.
Zdaniem rzecznika "Solidarności" w gdyńskiej stoczni Marka Lewandowskiego, firma DGA, Work Service i ARP - odpowiedzialne za program - mają "blade pojęcie" na jego temat. - Nie potrafią odpowiedzieć na 99 procent pytań stoczniowców - mówi. Jego zdaniem, bez odpowiedzi pozostało np. pytanie, jak będą ubezpieczeni pracownicy z Funduszu Zdrowia w momencie przejściowym, a więc przed znalezieniem nowej pracy. Ustawa mówi - zdaniem Lewandowskego - że podjęcie jakiejkolwiek działalności zarobkowej powoduje utratę możliwości uczestniczenia w programie. - Powstają pytania, czy jeśli ktoś ma garaż, który wynajmuje, to czy oznacza to wykluczenie z programu szkoleń - wyjaśnia. Na te pytania stoczniowcy nie uzyskali odpowiedzi. Mają być one dopiero wysłane do Warszawy, gdzie prawnicy się nimi zajmą.
Okazuje się także, że nie nawiązano współpracy z urzędami pracy. - Nie ma środków na rozpoczęcie działalności gospodarczej, które miały posiadać urzędy pracy - dodaje rzecznik "Solidarności".
Tymczasem o poruszanych sprawach nic nie wie Anna Szymańska, wiceprezes spółki DGA. - Nic mi nie wiadomo o tym. Nic nam nie zgłaszano. Myślę, że siedziba jest w miejscu dogodnym - mówi nam. Jej zdaniem, pracownicy na razie nie mogli spotkać się z odmową w udziale w jakimkolwiek szkoleniu, ponieważ obecnie nie ma na ten temat żadnych rozmów ani propozycji. - 16 marca rozpoczną się spotkania indywidualne z doradcami zawodowymi. Wtedy będzie mowa o kierunku szkoleń - tłumaczy, dodając, że "w tej chwili są podpisywane umowy przystąpienia do programu zwolnień monitorowanych".
Według Adamskiego, pomieszczenie przygotowane przez DGA do spotkań z pracownikami stoczni znajduje się na placu budowy, około 1,5 km od zakładu i nie ma nawet oznaczenia, jak tam dojść. - Jeśli uda się tam większa grupa ludzi, to będą stali na ulicy - mówi. - Zakładamy, że 80 proc. zwolnionych stoczniowców zgłosi się. Jeśli 18 marca zwolnionych zostanie 400 osób, to trzeba założyć, że 300 osób tam pójdzie, a tam nie ma warunków, aby udzielać porad - podkreśla.
Dotychczas lepiej wygląda realizacja programu w Stoczni Szczecińskiej Nowa. Związkowcy na razie nie zgłaszają zastrzeżeń. - W tej chwili spotkania w sprawie umów odbywają się codziennie - mówi Krzysztof Fidura, wiceprzewodniczący "Solidarności" w SSN. Ze Stoczni Szczecińskiej Nowa zostało do tej pory zwolnionych ponad 400 osób.
Paweł Tunia{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Stoczniowcy na lodzie
13 marca 2009 |
Źródło:
