Prawo, polityka

Prawnicy obawiają się, że orzeczenie sądu może uniemożliwić zagranicznym marynarzom pracę na niemieckich wodach. Sąd zszokował brytyjskiego armatora Castle Ship Management decyzją, że do pracy w pasie do 19 km od niemieckiego wybrzeża wymagane są zezwolenia na pobyt.

Armator zwrócił się do rządu Wielkiej Brytanii, wzywając do podjęcia działań w związku z orzeczeniem sądu, które wydaje się zabraniać pracy innym niż niemieckie załogom na statkach pracujących przy projektach budowlanych i instalacyjnych na niemieckich wodach terytorialnych. Dotyczy to oczywiście m.in. sektora offshore wind.

Niemiecki Federalny Sąd Administracyjny zdecydował, że marynarze z krajów trzecich potrzebują zezwolenia na pobyt, jeśli mają być zatrudnieni na statkach serwisowych i statkach wsparcia w szeroko rozumianym sektorze offshore (offshore support vessels).

Orzeczenie stanowi kulminację długiej walki prawnej po usunięciu w 2017 roku przez niemiecką policję dwóch zagranicznych marynarzy z 81-metrowej długości wielozadaniowego statku offshore o nazwie Atlantic Tonjer (zbudowanego w 1983 r.).

Dyrektor handlowy Castle Ship Management Paul Crowther, którego firma jest brytyjskim armatorem statku, napisał w liście do brytyjskiego ministra transportu Granta Shappsa, że decyzja ta oznacza, iż statki i marynarze z tego kraju nie będą mogli pracować na niemieckich wodach, na przykład przy budowie farm wiatrowych.

Powiedział on: "To oczywiście stawia nas, wszystkich brytyjskich zarządców statków i armatorów, w niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej i skutecznie tworzy zamknięty rynek na niemieckich wodach terytorialnych".

Crowther uważa, że orzeczenie może naruszać umowę Wielkiej Brytanii o wyjściu z Unii Europejskiej, a także przepisy dotyczące konkurencji.

Statki komercyjne (towarowe) odbywające rejsy międzynarodowe nie będą dotknięte tym problemem.

Crowther powiedział serwisowi informacyjnemu TradeWinds: "Jest to nowe orzeczenie, które, mogę się tylko domyślać, wydaje się wskazywać, że Niemcy przyjmują twarde stanowisko w sprawie dbania o zatrudnianie tylko własnych obywateli na własnych wodach".
"To (takie podejście do sprawy - red.) nie jest odwzajemnione tutaj w Wielkiej Brytanii. W rzeczywistości pachnie to manipulacją typu Jones Act narzucającą zamknięty rynek kabotażowy" - dodał Crowther.
"Tu nie chodzi tylko o załogi z Wielkiej Brytanii, ale o każdą załogę (dowolnego pochodzenia - red.), to trzyma z dala wszelkich nie-niemieckich operatorów i tworzy rynek kabotażowy".

W 2017 roku Atlantic Tonjer pracował na niemieckich wodach morskich przy projekcie budowy farmy wiatrowej. Niemiecka policja weszła na pokład statku i wydała kapitanowi i armatorowi nakaz natychmiastowego usunięcia dwóch członków załogi - obu obywateli spoza UE. Nakaz został wydany na podstawie tego, że obywatele spoza UE nie byli uprawnieni do pracy na pokładzie "ruchomej platformy roboczej" na wodach niemieckich w obszarze 12 mil (19 km) od brzegów.

Jeden z usuniętych członków załogi był starszym mechanikiem, a działania zostały podjęte w czasie, gdy statek był w trakcie pracy, powiedział Crowther.

Armator statku poszedł do sądu i początkowe wyroki uchyliły decyzję, orzekając, że nie ma wymogu posiadania wizy lub pozwolenia na pracę w takim przypadku.
Firma dowiedziała się później, że kilku innych armatorów również miało podobne problemy, w tym armator niemiecki.

Według kancelarii prawnej Castle Ship Management - Fleet Hamburg - najnowsza decyzja nie podlega już apelacji.

"Wciąż czekamy na uzasadnienie i kompletny wyrok na piśmie" - poinformował radca prawny Philipp Dromann w mailu do armatora.
"To bardzo niefortunne i stanowi zaskoczenie, ponieważ wszystkie sądy, które do tej pory zajmowały się tą kwestią w wielu przewodach sądowych, zdecydowały inaczej i wyraźnie stwierdziły, że nie ma takiego wymogu" - wyjaśnił Dromann.

Jego zdaniem jest to szczególnie rozczarowujące, ponieważ Federalny Sąd Administracyjny nie uwzględnił w wystarczającym stopniu dokładnego i przekonującego uzasadnienia sądu pierwszej instancji. Nie wziął też pod uwagę praktycznych konsekwencji tej decyzji - dodał prawnik.

"Niemniej jednak należy przyznać, że Federalny Sąd Administracyjny jest ostatnią instancją i nie widzimy realnych szans na uchylenie jego orzeczenia" - powiedział Dromann.

Uważa on, że ta precedensowa decyzja sądu może mieć wpływ również na inne sektory morskie, ponieważ dotyczy przepisów, które generalnie mają zastosowanie do marynarzy z krajów trzecich, i które nie są ograniczone do statków typu offshore.

Crowther powiedział przy okazji, że istnieje już "ogromna nierównowaga" w przychodach i podziale kontraktów w morskiej energetyce wiatrowej oraz morskim przemyśle naftowym i gazowym pomiędzy statkami należącymi do Brytyjczyków a holenderskimi, niemieckimi i skandynawskimi rywalami.

W 2018 roku niemiecki armator FRS Windcat, operator statków do transferu załóg i techników obsługujących morskie farmy wiatrowe, założył swój oddział w Polsce (z siedzibą w Gdańsku). W dalszej perspektywie armator ten ma zapewne nadzieję na udział w polskim rynku obsługi morskich farm wiatrowych. Póki co, jego polski oddział miał służyć rekrutacji Polaków do pracy na statkach CTV (crew transfer vessels) głównie na wodach niemieckich oraz ich szkoleniom.

Nie wiadomo, jak teraz na te plany i działalność oraz na sytuację Polaków zatrudnionych na wodach terytorialnych i w wyłącznej strefie ekomomicznej Niemiec, wpływa orzeczenie sądu, które dotknęło ostatnio brytyjskiego armatora.

FRS Windcat może nie być jedynym armatorem niemieckim lub spoza Niemiec, który zatrudniał lub planował zatrudniać Polaków na statkach pracujących przy instalacji i obsłudze morskich farm wiatrowych lub innych inwestycjach na wodach niemieckich.

PBS, z mediów 

Fot.: kanalratte / Fleetmon

 

+5 kasta i basta
- ciekawe jak to się przełoży na żeglugę śródlądową, w której pracują nacje "ost" a którym się zdarza wpłynąć w te wody przybrzeżne?...
19 maj 2021 : 06:16 huncwot pokładowy | Zgłoś

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Zaloguj się

1 1 1 1

Newsletter