Prawo, polityka

Deklaracja Kanclerz Angeli Merkel, że Nord Stream 2 nie powstanie bez rozstrzygnięcia w sprawie przyszłości dostaw gazu przez Ukrainę i ustalenia minimalnego przesyłu przez ukraińskie terytorium to żaden przełom - mówi w rozmowie z PAP redaktor naczelny branżowego portalu Biznes Alert.

We wtorek kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała na wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką, że Ukraina powinna pozostać państwem tranzytowym dla rosyjskiego gazu. Mówiła o tym w kontekście rozmów z Poroszenką o budowie rurociągu Nord Stream 2, przez który Rosja chce transportować gaz przez Morze Bałtyckie do Niemiec z ominięciem Ukrainy.

Nord Stream 2 to projekt liczącej 1200 km dwunitkowej magistrali gazowej z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie. Gazociąg ma być gotowy do końca 2019 roku, gdyż po tym roku Rosja zamierza przestać przesyłać gaz rurociągami biegnącymi przez terytorium Ukrainy. Polska, kraje Bałtyckie oraz Ukraina sprzeciwiają się inwestycji.

„Omówiliśmy ten temat bardzo szczegółowo i bardzo uważnie wysłuchaliśmy wątpliwości ukraińskiej strony. Wczoraj (w poniedziałek), podczas rozmowy telefonicznej z rosyjskim prezydentem (Władimirem Putinem) mówiłam, że nie może być tak, że przez Nord Stream 2 Ukraina praktycznie nie będzie więcej miała żadnego znaczenia jako kraj tranzytowy gazu” – powiedziała kanclerz.

„Dla Ukrainy ma to znaczenie strategiczne i dlatego podkreśliłam, że projekt Nord Stream 2 wymaga jednoznacznego wyjaśnienia, jak będzie wyglądała sytuacja z ukraińskim tranzytem. Jak widzicie, jest to nie tylko projekt gospodarczy, lecz i polityczny, i nadal będziemy pozostawać w kontakcie i wymieniać się poglądami na ten temat” – oświadczyła Merkel.

W reakcji na deklaracje niemieckiej Kanclerz szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin ocenił, że coraz więcej ludzi w Niemczech ma świadomość, że kupowanie gazu od Rosji jest pułapką dla UE.

Klimkin napisał na Facebooku, że w trakcie wtorkowej wizyty w Niemczech miał poczucie, że „znajduje się w gronie przyjaciół”. Będąc tam napisał: „rozumiesz, że coraz więcej ludzi w Niemczech uświadamia sobie, że kupowanie gazu od przestępców jest pułapką dla UE i ogólnie – jest niemoralne”.

W opinii Wojciecha Jakóbika deklaracja Merkel to żaden przełom. Jak zauważa ekspert, po wypowiedzi niemieckiej kanclerz Gazprom powtórzył, że może się zgodzić na utrzymanie dostaw na poziomie 10-15 mld m sześc. rocznie. "Pierwszy raz takie rozwiązanie proponował jeszcze wicekanclerz Sigmar Gabriel znany z deklaracji ze stenogramów Kremla, że nie pozwoli Komisji Europejskiej mieszać się do Nord Stream 2" - dodał.

Jak zauważył Jakóbik już w czerwcu 2016 roku Gazprom obiecał utrzymać minimalne dostawy na poziomie deklarowanym obecnie.

"Dlatego dzisiaj jego prezes Aleksiej Miller nie do końca kłamie, kiedy mówi, że Gazprom nigdy nie chciał porzucić dostaw przez Ukrainę. Chciał, ale zrewidował stanowisko wskutek rozmów z partnerami niemieckimi co najmniej dwa lata temu. Niemcy i Rosja dążą więc obecnie z dawna ustalonym kierunku, a ich deklaracje nie są żadnym ustępstwem, choć tworzą takie wrażenie. To realizacja planu, na który może nabrać się część opinii publicznej" - podkreślił.

autor: Małgorzata Dragan

1 1 1 1

Źródło: