Gdańsk, Gdynia, Świnoujście, Szczecin - to dzisiaj główne ośrodki gospodarki morskiej. Stocznie, zaplecza przeładunkowe, doki remontowe, mariny jachtowe, ośrodki naukowe i uczelnie morskie. Niewielu wie jednak, że gospodarka morska nie kończy się w dużych miastach. Na całym Wybrzeżu jest jeszcze kilkanaście małych portów, które z różną skutecznością korzystają z dobrodziejstw morza. Co ciekawe, ostatnie lata pokazują, że mniejsze porty morskie mogą konkurować z wielkimi molochami. Małym samorządom jest bowiem często o wiele łatwiej dostosować się do trendów gospodarczych.
Rybołówstwo z tradycją
Najstarszą dziedziną gospodarki morskiej, która kreuje rozwój małych portów morskich na polskim wybrzeżu, jest rybołówstwo. Jest to po pierwsze związane z silnymi tradycjami rybackimi zakorzenionymi w naszym społeczeństwie. W każdym z portów znajdą się dziesiątki rodzin, które "rybałką" zajmują się od wielu pokoleń. Niestety, rybołówstwo to również jedna z dziedzin gospodarczych, która najbardziej straciła na wejściu w 2004 roku Polski do Unii Europejskiej. Podczas negocjacji akcesyjnych problemy rybaków nie były wcale brane pod uwagę. Nasze przepisy, całkowicie odstające od prawa unijnego, po 1 maja 2004 roku zamiast rybakom pomagać zaczęły szkodzić. Dzisiaj rybacy odczuwają skutki ówczesnych zaniechań. Nie oznacza to jednak, że samorządowcy z miast portowych odwrócili się od rybaków. Nadal w każdym porcie można spotkać kutry rybackie, choć z roku na rok jest ich mniej.
- Problem polega na tym, że Unia Europejska wykonuje dwa sprzeczne ze sobą działania dotyczące rybołówstwa - mówi Grzegorz Hałubek, szef Związku Rybaków Polskich i wcześniej wicemlnister do spraw rybołówstwa w Mnisterstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. - Otrzymujemy olbrzymie dotacje unijne związane z rozwojem infrastruktury rybackiej i portowej. Niestety, równolegle Unia Europejska z roku na rok ogranicza nam połowy ryb, co powoduje, że wybudowane za unijne pieniądze urządzenia stoją nieprzydatne.
Przykładem takiej inwestycji może być Aukcja Rybna w Ustce wybudowana w 2003 roku za kilkanaście milionów złotych i powiązane z nią Lokalne Centra Pierwszej Sprzedaży Ryb, które stoją w Kołobrzegu, Darłówku, Władysławowie i na Helu. Głównym zadaniem tych instytucji miało być kreowanie gospodarki rybackiej. Aukcja miała dawać rybakom dobre ceny za sprzedane ryby, a odbiorcom rybę dobrej jakości. Niestety, jednocześnie z budową aukcji rozpoczęły się problemy z limitami połowowymi na dorsze i łososie, główne ryby poławiane przez polskich rybaków.
- W 2008 roku, kiedy wprowadzono zakaz połowu łososia pławnicami, nasze dochody związane z łososiem spadły nagle z 3 mln zł na 300 tysięcy w skali roku - wylicza Wiesław Kamiński, prezes Aukcji Rybnej w Ustce. - Podobnie dzieje się z dorszem.
Teraz spółki są na minusie, a samorządy, które mają w nich swoje udziały, szukają rozpaczliwie rozwiązań. Nie oznacza to jednak, że zmiany w ostatnich latach przyniosły straty. Przykładem jest miasto Darłowo, które z funduszy unijnych SPO Rybołówstwo i Przetwórstwo Ryb 2004-2006 otrzymało ponad 12 mln zł na modernizację nabrzeży portowych i infrastruktury rybackiej. Darłowo znalazło się również na liście kluczowych projektów, które zostaną dofinansowane z Unii Europejskiej w latach 2007-2013. Listę przygotowało Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Darłowo ma otrzymać ponad 27 mln. Cała inwestycja (modernizacja części portu i nowe połączenia komunikacyjne między innymi z krajową trasą Szczecin - Gdańsk) ma kosztować 32 mln zł. Prowadzone są również rozmowy z zarządcami Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Słupsku. Część tej strefy (około 30 ha) ma powstać właśnie w Darłówku.
- Wysłaliśmy już specjalny wniosek o przyłączenie terenów w Darłowie do słupskiej strefy ekonomicznej - mówi Arkadiusz Klimowicz, burmistrz Darłowa. - Agencja, która zarządza strefą, jest bardzo zainteresowana. Do wykorzystania mamy około 30-40 hektarów gruntów. Oczywiście tereny uzbroimy we własnym zakresie, a firmy, które będą chciały tu rozpocząć swoją działalność, poza ulgami ustawowymi będą mogły również na początku funkcjonowania liczyć na ulgi w podatkach lokalnych.
Klimowicz przyznaje, że zainteresowane są już 4 firmy. Trzy z nich to firmy działające już w Darłowie i okolicach, ale planujące powiększenie działalności. Na prośbę właścicieli nie chce jeszcze ujawnić, jakie to firmy. Perełką jest jednak amerykański inwestor, który chce tu uruchomić stocznię luksusowych jachtów. Wiadomo już, że będzie to firma NorthStarYachts.
- To taki rolls- royce wśród jachtów. Firma chciała wstępnie przenieść się do Chin, ale ostatecznie uznali, że znaczek "Made in EU" będzie o wiele bardziej atrakcyjny. Poza tym mamy tu wykwalifikowaną siłę roboczą, która zna się na pracy w stoczni. Docelowo w firmie ma pracować ponad 300 osób. Większość to będą właśnie pracownicy z naszego miasta i okolic. Można powiedzieć, że właściciele amerykańskiej firmy czekają tylko na uruchomienie strefy - dodaje Klimowicz.
Handel morski
Usługi stoczniowe i transportowe to kolejne dziedziny gospodarki, dzięki którym rozwijają się małe porty nadmorskie. Najlepszym przykładem takiego rozwoju jest port morski w Kołobrzegu. W tym roku, po ponad 8 latach kończy się modernizacja portu. Inwestycja będzie kosztowała rząd ponad 150 mln zł. Dzięki przebudowanej infrastrukturze wejście do portu będzie znacznie bardziej bezpieczne. Będą tu mogły także wchodzić statki handlowe o większej długości i zanurzeniu. Ostateczne zakończenie prac zaplanowano na październik 2009 roku.
- Do tej pory był to niewielki port na środkowym Wybrzeżu. Teraz po przebudowie będzie to największy port morski poza Trójmiastem i aglomeracją szczecińską - mówi Kazimierz Kuzyniak, naczelnik Wydziału Techniczno-Inwestycyjnego Urzędu Morskiego w Słupsku. - Choć nadal w naszych przepisach Kołobrzeg znajduje się w grupie tzw. portów pozostałych, a nie tych o podstawowym znaczeniu, jak na przykład port w Szczecinie czy w Gdańsku.
W sierpniu spółka Zarząd Portu Morskiego odkupiła port handlowy, co oznacza, że samorząd Kołobrzegu ma teraz we władaniu wszystkie tereny portowe. Handel morski opiera się tutaj głównie na transporcie statkami zboża i węgla. Silnym czynnikiem rozwojowym jest również żeglarstwo. W najbliższym czasie w Kołobrzegu ruszy przebudowa portu jachtowego. Wstępna umowa podpisana została na początku lutego tego roku. Miasto dostanie na ten cel 12 mln zł. Wybuduje za to m.in. budynek klubowy, 16 sanitariatów, pomieszczenia socjalne oraz 27 pływających pomostów, do których będą mogły cumować jachty. Co ciekawe, modernizacja portu jachtowego w Kołobrzegu to część wielkiego projektu stworzenia Zachodniopomorskiego Szlaku Żeglarskiego, na który aż 130 mln zł zdobyła Zachodniopomorska Regionalna Organizacja Turystyczna. Szlak obejmie 11 miejscowości nadmorskich od Szczecina przez m.in. Trzebież, Wapnice, Wolin, Kamień Pomorski, Niechorze, Kołobrzeg po Darłowo.
Samorządowcy z Kołobrzegu nie ukrywają, że zmiany w porcie wpłyną korzystnie na wizerunek i funkcjonowanie miasta.
- Zakończenie przebudowy wejścia do portu jest dla Kołobrzegu ważne z kilku powodów - przekonuje Michał Kujaczyński, rzecznik prasowy prezydenta Kołobrzegu. - Przede wszystkim rozwój portu to zwiększenie ilości przeładowywanych towarów. To zaś przekłada się na nowe miejsca pracy, co widoczne będzie w gospodarce całego regionu.
Kołobrzeg to jak wiadomo największe uzdrowisko w Polsce, a także jedno z najbardziej nowoczesnych. Ruch turystyczny odbywający się drogą morską to szansa na nowych klientów dla całej branży uzdrowiskowej.
Kujaczyński dodaje jednocześnie, że Kołobrzeg przygotowuje się do inwestycji finansowanej ze środków UE (łączny koszt 169 milionów złotych) "Poprawa dostępności do portu od strony lądu". Będzie to nowa droga łącząca nabrzeże z miastem i zarazem obwodnica Kołobrzegu. Planowane jest udrożnienie torów kolejowych do portu i uaktywnienie tego rodzaju transportu.
Wymagający turyści
Zanik rybołówstwa i ograniczone możliwości rozwoju handlowego portów morskich sprzyjają natomiast turystyce. To w ostatnich latach jedna z najważniejszych gałęzi gospodarki wykorzystywanej przez nadmorskie samorządy. Główna i najbardziej dochodowa to typowa turystyka wypoczynkowa. Każdy z nadmorskich samorządów ma na swoim terenie niezliczoną ilość hoteli, pensjonatów, domów wypoczynkowych i prywatnych kwater. Ich właściciele prześcigają się w pomysłach, które mają przyciągać wczasowiczów. Nowym elementem turystyki nadmorskiej staje się tzw. aktywny wypoczynek i właśnie tutaj można zauważyć rozwój nadmorskich miejscowości. W każdym porcie można znaleźć statki zachęcające do pełnomorskich połowów morskich i wypraw wędkarskich. Pojawiają się skutery wodne, loty spadochronowe nad morzem i inne atrakcje. Samorządowcy przyznają, że takie rozrywki przyciągają wczasowiczów.
- Kiedyś do szczęścia turysta potrzebował tylko miejsca na plaży i słońca - mówi Jacek Cegła, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Ustce. - Dzisiaj nasi goście są bardziej wymagający i czyste, piaszczyste plaże już nie wystarczą. Dlatego organizujemy letnie imprezy i promocje, zapraszamy znane postaci. Do tego przygotowywanych jest wiele dodatkowych atrakcji, które mają przyciągać wczasowiczów. Gra jest warta świeczki, bo im więcej turystów, tym większe wpływy do miejskiej kasy z podatków i opłaty uzdrowiskowej. Pieniądze trafiają na inwestycje, co znowu poprawia atrakcyjność miasta i tak koło się zamyka. Mogę powiedzieć, że obecnie turystyka to jedna z najważniejszych dziedzin gospodarki, którą żyje Ustka.
{jathumbnail off}
Rybołówstwo z tradycją
Najstarszą dziedziną gospodarki morskiej, która kreuje rozwój małych portów morskich na polskim wybrzeżu, jest rybołówstwo. Jest to po pierwsze związane z silnymi tradycjami rybackimi zakorzenionymi w naszym społeczeństwie. W każdym z portów znajdą się dziesiątki rodzin, które "rybałką" zajmują się od wielu pokoleń. Niestety, rybołówstwo to również jedna z dziedzin gospodarczych, która najbardziej straciła na wejściu w 2004 roku Polski do Unii Europejskiej. Podczas negocjacji akcesyjnych problemy rybaków nie były wcale brane pod uwagę. Nasze przepisy, całkowicie odstające od prawa unijnego, po 1 maja 2004 roku zamiast rybakom pomagać zaczęły szkodzić. Dzisiaj rybacy odczuwają skutki ówczesnych zaniechań. Nie oznacza to jednak, że samorządowcy z miast portowych odwrócili się od rybaków. Nadal w każdym porcie można spotkać kutry rybackie, choć z roku na rok jest ich mniej.
- Problem polega na tym, że Unia Europejska wykonuje dwa sprzeczne ze sobą działania dotyczące rybołówstwa - mówi Grzegorz Hałubek, szef Związku Rybaków Polskich i wcześniej wicemlnister do spraw rybołówstwa w Mnisterstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. - Otrzymujemy olbrzymie dotacje unijne związane z rozwojem infrastruktury rybackiej i portowej. Niestety, równolegle Unia Europejska z roku na rok ogranicza nam połowy ryb, co powoduje, że wybudowane za unijne pieniądze urządzenia stoją nieprzydatne.
Przykładem takiej inwestycji może być Aukcja Rybna w Ustce wybudowana w 2003 roku za kilkanaście milionów złotych i powiązane z nią Lokalne Centra Pierwszej Sprzedaży Ryb, które stoją w Kołobrzegu, Darłówku, Władysławowie i na Helu. Głównym zadaniem tych instytucji miało być kreowanie gospodarki rybackiej. Aukcja miała dawać rybakom dobre ceny za sprzedane ryby, a odbiorcom rybę dobrej jakości. Niestety, jednocześnie z budową aukcji rozpoczęły się problemy z limitami połowowymi na dorsze i łososie, główne ryby poławiane przez polskich rybaków.
- W 2008 roku, kiedy wprowadzono zakaz połowu łososia pławnicami, nasze dochody związane z łososiem spadły nagle z 3 mln zł na 300 tysięcy w skali roku - wylicza Wiesław Kamiński, prezes Aukcji Rybnej w Ustce. - Podobnie dzieje się z dorszem.
Teraz spółki są na minusie, a samorządy, które mają w nich swoje udziały, szukają rozpaczliwie rozwiązań. Nie oznacza to jednak, że zmiany w ostatnich latach przyniosły straty. Przykładem jest miasto Darłowo, które z funduszy unijnych SPO Rybołówstwo i Przetwórstwo Ryb 2004-2006 otrzymało ponad 12 mln zł na modernizację nabrzeży portowych i infrastruktury rybackiej. Darłowo znalazło się również na liście kluczowych projektów, które zostaną dofinansowane z Unii Europejskiej w latach 2007-2013. Listę przygotowało Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Darłowo ma otrzymać ponad 27 mln. Cała inwestycja (modernizacja części portu i nowe połączenia komunikacyjne między innymi z krajową trasą Szczecin - Gdańsk) ma kosztować 32 mln zł. Prowadzone są również rozmowy z zarządcami Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Słupsku. Część tej strefy (około 30 ha) ma powstać właśnie w Darłówku.
- Wysłaliśmy już specjalny wniosek o przyłączenie terenów w Darłowie do słupskiej strefy ekonomicznej - mówi Arkadiusz Klimowicz, burmistrz Darłowa. - Agencja, która zarządza strefą, jest bardzo zainteresowana. Do wykorzystania mamy około 30-40 hektarów gruntów. Oczywiście tereny uzbroimy we własnym zakresie, a firmy, które będą chciały tu rozpocząć swoją działalność, poza ulgami ustawowymi będą mogły również na początku funkcjonowania liczyć na ulgi w podatkach lokalnych.
Klimowicz przyznaje, że zainteresowane są już 4 firmy. Trzy z nich to firmy działające już w Darłowie i okolicach, ale planujące powiększenie działalności. Na prośbę właścicieli nie chce jeszcze ujawnić, jakie to firmy. Perełką jest jednak amerykański inwestor, który chce tu uruchomić stocznię luksusowych jachtów. Wiadomo już, że będzie to firma NorthStarYachts.
- To taki rolls- royce wśród jachtów. Firma chciała wstępnie przenieść się do Chin, ale ostatecznie uznali, że znaczek "Made in EU" będzie o wiele bardziej atrakcyjny. Poza tym mamy tu wykwalifikowaną siłę roboczą, która zna się na pracy w stoczni. Docelowo w firmie ma pracować ponad 300 osób. Większość to będą właśnie pracownicy z naszego miasta i okolic. Można powiedzieć, że właściciele amerykańskiej firmy czekają tylko na uruchomienie strefy - dodaje Klimowicz.
Handel morski
Usługi stoczniowe i transportowe to kolejne dziedziny gospodarki, dzięki którym rozwijają się małe porty nadmorskie. Najlepszym przykładem takiego rozwoju jest port morski w Kołobrzegu. W tym roku, po ponad 8 latach kończy się modernizacja portu. Inwestycja będzie kosztowała rząd ponad 150 mln zł. Dzięki przebudowanej infrastrukturze wejście do portu będzie znacznie bardziej bezpieczne. Będą tu mogły także wchodzić statki handlowe o większej długości i zanurzeniu. Ostateczne zakończenie prac zaplanowano na październik 2009 roku.
- Do tej pory był to niewielki port na środkowym Wybrzeżu. Teraz po przebudowie będzie to największy port morski poza Trójmiastem i aglomeracją szczecińską - mówi Kazimierz Kuzyniak, naczelnik Wydziału Techniczno-Inwestycyjnego Urzędu Morskiego w Słupsku. - Choć nadal w naszych przepisach Kołobrzeg znajduje się w grupie tzw. portów pozostałych, a nie tych o podstawowym znaczeniu, jak na przykład port w Szczecinie czy w Gdańsku.
W sierpniu spółka Zarząd Portu Morskiego odkupiła port handlowy, co oznacza, że samorząd Kołobrzegu ma teraz we władaniu wszystkie tereny portowe. Handel morski opiera się tutaj głównie na transporcie statkami zboża i węgla. Silnym czynnikiem rozwojowym jest również żeglarstwo. W najbliższym czasie w Kołobrzegu ruszy przebudowa portu jachtowego. Wstępna umowa podpisana została na początku lutego tego roku. Miasto dostanie na ten cel 12 mln zł. Wybuduje za to m.in. budynek klubowy, 16 sanitariatów, pomieszczenia socjalne oraz 27 pływających pomostów, do których będą mogły cumować jachty. Co ciekawe, modernizacja portu jachtowego w Kołobrzegu to część wielkiego projektu stworzenia Zachodniopomorskiego Szlaku Żeglarskiego, na który aż 130 mln zł zdobyła Zachodniopomorska Regionalna Organizacja Turystyczna. Szlak obejmie 11 miejscowości nadmorskich od Szczecina przez m.in. Trzebież, Wapnice, Wolin, Kamień Pomorski, Niechorze, Kołobrzeg po Darłowo.
Samorządowcy z Kołobrzegu nie ukrywają, że zmiany w porcie wpłyną korzystnie na wizerunek i funkcjonowanie miasta.
- Zakończenie przebudowy wejścia do portu jest dla Kołobrzegu ważne z kilku powodów - przekonuje Michał Kujaczyński, rzecznik prasowy prezydenta Kołobrzegu. - Przede wszystkim rozwój portu to zwiększenie ilości przeładowywanych towarów. To zaś przekłada się na nowe miejsca pracy, co widoczne będzie w gospodarce całego regionu.
Kołobrzeg to jak wiadomo największe uzdrowisko w Polsce, a także jedno z najbardziej nowoczesnych. Ruch turystyczny odbywający się drogą morską to szansa na nowych klientów dla całej branży uzdrowiskowej.
Kujaczyński dodaje jednocześnie, że Kołobrzeg przygotowuje się do inwestycji finansowanej ze środków UE (łączny koszt 169 milionów złotych) "Poprawa dostępności do portu od strony lądu". Będzie to nowa droga łącząca nabrzeże z miastem i zarazem obwodnica Kołobrzegu. Planowane jest udrożnienie torów kolejowych do portu i uaktywnienie tego rodzaju transportu.
Wymagający turyści
Zanik rybołówstwa i ograniczone możliwości rozwoju handlowego portów morskich sprzyjają natomiast turystyce. To w ostatnich latach jedna z najważniejszych gałęzi gospodarki wykorzystywanej przez nadmorskie samorządy. Główna i najbardziej dochodowa to typowa turystyka wypoczynkowa. Każdy z nadmorskich samorządów ma na swoim terenie niezliczoną ilość hoteli, pensjonatów, domów wypoczynkowych i prywatnych kwater. Ich właściciele prześcigają się w pomysłach, które mają przyciągać wczasowiczów. Nowym elementem turystyki nadmorskiej staje się tzw. aktywny wypoczynek i właśnie tutaj można zauważyć rozwój nadmorskich miejscowości. W każdym porcie można znaleźć statki zachęcające do pełnomorskich połowów morskich i wypraw wędkarskich. Pojawiają się skutery wodne, loty spadochronowe nad morzem i inne atrakcje. Samorządowcy przyznają, że takie rozrywki przyciągają wczasowiczów.
- Kiedyś do szczęścia turysta potrzebował tylko miejsca na plaży i słońca - mówi Jacek Cegła, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Ustce. - Dzisiaj nasi goście są bardziej wymagający i czyste, piaszczyste plaże już nie wystarczą. Dlatego organizujemy letnie imprezy i promocje, zapraszamy znane postaci. Do tego przygotowywanych jest wiele dodatkowych atrakcji, które mają przyciągać wczasowiczów. Gra jest warta świeczki, bo im więcej turystów, tym większe wpływy do miejskiej kasy z podatków i opłaty uzdrowiskowej. Pieniądze trafiają na inwestycje, co znowu poprawia atrakcyjność miasta i tak koło się zamyka. Mogę powiedzieć, że obecnie turystyka to jedna z najważniejszych dziedzin gospodarki, którą żyje Ustka.
Hubert Bierndgarski
