
W 2007 r. Świnoujście tylko przez kilka godzin gościło największe żaglowce świata. Teraz, choć głównie mniejsze jednostki, ma szansę przyjąć na kilka dni
Fot. Dariusz GORAJSKI / AG
Świnoujście dostało już 55 mln zł, aż 104 mln zł ma trafić do niewielkiej Stepnicy. A roszczenia już zgłaszają kolejne gminy. - Wszystkie wnioski będą zaskarżone i rozstrzygane w trybie postępowania administracyjnego - mówi Piotr Pastuszak z Biura Informacji i Promocji Ministerstwa Infrastruktury. Na razie górą są jednak gminy.
Wewnętrzne wody morskie to polska część Zalewu Szczecińskiego z Jeziorem Nowowarpieńskim, Zalew Wiślany, Zatoka Gdańska oraz wody portów nad otwartym morzem. Są własnością skarbu państwa, administrują nimi urzędy morskie podlegające Ministerstwu Infrastruktury. Ale pod tymi wodami jest dno. I to właśnie o podatek od tego podwodnego gruntu toczy się całe zamieszanie.
W 1991 r. została uchwalona Ustawa o podatkach i opłatach lokalnych. Zabrakło w niej zapisu, że grunty na terenie gmin leżące pod tzw. wewnętrznymi wodami morskimi są wyłączone od opodatkowania.
Pierwszą z gmin, która postanowiła walczyć o podatki za użytkowanie tych gruntów, było Świnoujście. - Sprawą zainteresowaliśmy się w 2005 r., kiedy byłam jeszcze naczelnikiem wydziału podatków, opłat lokalnych i budżetu - wspomina Iwona Górecka-Sęczek, skarbnik tamtejszego magistratu. - Jako profesjonaliści byliśmy zobowiązani wszcząć postępowanie. Grunty pod świnoujskimi wewnętrznymi wodami morskimi to blisko 8,4 tys. ha.
Dlaczego Urząd Morski nie uwzględnił ich w deklaracjach podatkowych? - Bo morskie wody wewnętrzne są równocześnie wodami płynącymi - mówi Piotr Pastuszak. - Nie są one opodatkowane, dlatego Urząd Morski podatków za te grunty nie wnosił.
Problem w tym, że w Ustawie o podatkach i opłatach lokalnych nie ma definicji wód płynących. Taka definicja występuje w prawie wodnym, ale odnosi się tylko do wód śródlądowych. Dlatego 1 stycznia 2007 r. wprowadzono poprawkę wyłączającą z opodatkowania także wewnętrzne wody morskie. Jednak to nie zamknęło sprawy. - O zwrot należnych podatków można ubiegać się do pięciu lat wstecz - tłumaczy Górecka-Sęczek.
Świnoujście obciążyło Urząd Morski zaległym podatkiem za lata 2002-06. Urząd zaskarżył ją do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Szczecinie, a potem do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Ten 24 września 2008 r. oddalił skargę Urzędu Morskiego. I na konto Świnoujścia wpłynęło 55 mln zł.
- W NSA oczekują obecnie na rozpatrzenie dwie skargi kasacyjne w tej sprawie - zastrzega Piotr Pastuszak. Ale to nie wstrzymuje wykonania zaskarżonych decyzji, dlatego urząd musiał wpłacić podatek.
Tropem Świnoujścia poszła gmina Stepnica mająca 9,3 tys. ha gruntów pod wewnętrznymi wodami morskimi nad Zalewem Szczecińskim. Domaga się zaległych podatków za lata 2003-06. Urząd Morski zaskarżył decyzję wójta Stepnicym, ale w lutym SKO skargę odrzuciło. To oznacza, że Stepnica wraz z odsetkami otrzyma w ratach aż 104 mln zł. Dla tej maleńkiej gminy to majątek. Jej roczny budżet to 6 mln zł, a jeszcze pięć lat temu miała 12 mln zł długów. Urząd Morski przekazał już gminie 18 mln zł. Reszta ma być wypłacana w ratach - co roku po ok. 21 mln zł.
Na tym nie koniec. Za zaległe podatki w latach 2004-06 Nowe Warpno będzie domagało się 130 mln zł, Kamień Pomorski 15 mln zł, a Police 9 mln zł.
Inaczej jest na Pomorzu Wschodnim. Jak nam powiedział Roman Kołodziejski z Urzędu Morskiego w Gdyni, żadna z tamtejszych gmin nie wystąpiła z podobnymi roszczeniami.
Jakub Ziębka Szczecin{jathumbnail off}
