Żegluga

Z powodu nadmiernej podaży mocy na światowych rynkach przewozów morskich w porównaniu do popytu, Związek Niemieckich Armatorów (VDR) wystosował apel o zapewnienie przez państwo pomocy.

Zdaniem związku, mogłaby ona przybrać formę kredytów udzielanych przez państwowy bank rozwoju KfW. Z badań ankietowych wynika, że obecnie tylko ok. 70 proc. armatorów znajduje pełne zatrudnienie swoich statków, podczas gdy jeszcze rok temu - 90 proc. (w 2010 r. - 80 proc.).

Powodem jest też rosnący wzrost cen paliw, przy niewielkim wzroście cen frachtu. Innym problemem są ataki piratów. W zeszłym roku u wybrzeży Somalii zostało uprowadzonych 49 statków z 1000 marynarzy. Ciągle ponad 30 jednostek znajduje się w rękach piratów, którzy targują się o ich wykup.

Problemy floty niemieckiej

Jak poinformował przed kilku dniami Financial Times Deutschland, niemiecka flota handlowa składa się obecnie z niemal 3900 jednostek, w tym głównie kontenerowców. Największe problemy mają obecnie armatorzy czarterujący swoje statki, a wielu nie jest w stanie na bieżąco spłacać zobowiązań zaciągniętych na budowę i eksploatację lub leasing. W przypadku 700 statków, zastój na rynku przewozów grozi wycofaniem się partnera finansującego. Na rynku obserwuje się coraz więcej transakcji sprzedaży jednostek handlowych, znacznie poniżej ich rzeczywistej wartości.

W sprawie ewentualnej pomocy armatorzy chcą wypracować wspólne stanowisko wraz z przemysłem stoczniowym i jego poddostawcami, również zagrożonymi obecną sytuacją. Jak twierdzi prezydent związku VDR Michael Behrendt, chodzi o możliwość sfinansowania działalności w nadchodzących dwóch latach. Najpóźniej od 2015 roku branża oczekuje poprawy sytuacji na rynku morskich przewozów towarowych.

Nadmierne rozdrobnienie?

O trudnościach armatorów pisze też Handelsblatt, przytaczając analizy PwC. Wynika z nich, że ponad połowa ze 101 pytanych armatorów wątpi w ponowną poprawę warunków rynkowych w najbliższej przyszłości, a ponad 80 proc. uważa, że wiele firm niemieckich nie doczeka przyszłego roku. Problem dotyczy w szczególności małych armatorów, o rocznych obrotach poniżej 100 mln euro, bowiem mniej niż co drugi (48 proc.) oczekuje wzrostu sprzedaży, a prawie 20 proc. z nich - strat na działalności. Natomiast dwóch na trzech dużych przedsiębiorców żeglugi morskiej spodziewa się nadal wzrostu przewozów.

Do największych armatorów zalicza się m.in. Reederei Haniel (500 statków), BBC Chartering (160), Briese Schiffahrst (130), Rickmers Reederei u. Rickmers-Line (129) i sześciu armatorów po ok. 100 jednostek.

Przeładunki - rosną

Warto przypomnieć, że według Federalnego Urzędu Statystycznego, w pierwszej połowie br. niemieckie porty morskie przeładowały 152 mln ton towarów, tj. o 5,1 proc. więcej w porównaniu z poprzednim rokiem.

Piotr Stefaniak

0 W
sytuacji dekoniunktury państwo wspiera własny przemysł,
a nie likwiduje panie tusk!
Zniszczenie polskiego przemysłu stoczniowego i okrętowego, utrata bezpowrotnie 150 tys. miejsc pracy, przez tuska i antypolską PO jest sprawą kryminalną!
03 październik 2012 : 08:30 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Zapamietajcie
Głosując na PO wybraliscie NWO ,taka smutna prawda Polska jest bantustanem morskim krajem bez ambicji to wina tych ,którzy stadnie głosowali na PO ,SLD, PSL i inne anty polskie bandy ,które w przeciągu dwudziestu lat zatapiaja Polską gospodarke morską.
03 październik 2012 : 08:37 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Hola kola
A zapomniałeś już że śp L. Kaczyński obiecał szybką prywaryzacje polskich stoczni gdy tylko on i rząd Pisu dojdą do władzy a po tym jak do tego doszło odwròcił się od stoczni w Gdyni i Szczecinie?!! To że PO zniszczyło polski przemysł niepodlega żadnym dydkusją ale Pis też jest bez winy...
03 październik 2012 : 08:50 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1

Źródło:

Newsletter