Inne

Swoimi pasjami i talentami mógłby obdarzyć cały pluton: marynarz, żeglarz i podróżnik; taternik, grotołaz, narciarz i ratownik górski; fotografik, malarz, poeta i prozaik. Wreszcie harcerz, legionista, ułan i generał brygady. W 80. rocznicę śmierci pamięć generała Mariusza Zaruskiego uczcili gdyńscy żeglarze.

Urodził się 31 stycznia 1867 roku we wsi Dumanów obok Kamieńca Podolskiego. Zmarł 08 kwietnia 1941 roku w więziennym szpitalu NKWD w Chersoniu. Obie miejscowości znajdują się dziś w Ukrainie i dzieli je kilkaset kilometrów. Ale na przestrzeni 74 lat swego życia Mariusz Zaruski przebył tysiące kilometrów. Podróżował na Syberię i Daleki Wschód, był w Chinach, Indiach, Japonii, Egipcie i Syrii, pływał po morzach arktycznych.

Studiował na kierunku matematyczno-fizycznym na Uniwersytecie w Odessie nad Morzem Czarnym i w Szkole Morskiej w Archangielsku nad Morzem Białym. W Krakowie ukończył malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych.

W czasie I wojny światowej Zaruski służył w 1 Pułku Ułanów Legionów Polskich. W wojnie polsko-bolszewickiej dowodził 11 Pułkiem Ułanów Legionowych. Odznaczony Virtuti Militari oraz kilkukrotnie Krzyżem Walecznych, mianowany adiutantem generalnym prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego i awansowany na generała brygady. Po przeniesieniu w 1926 roku w stan spoczynku, mógł w pełni oddać się swoim pasjom.

Z gór do morza

Górskiego bakcyla połknął, gdy z powodu złego stanu zdrowia żony Izabeli Kietlińskiej małżeństwo przeniosło się w 1907 roku z Krakowa do Zakopanego. Turystyka górska i taternictwo pochłonęły Mariusza Zaruskiego momentalnie. Wytyczał szlaki turystyczne i szkolił przewodników. Zainicjował powstanie Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Górskiego. Był pionierem i popularyzatorem taternictwa zimowego i narciarstwa w polskich górach oraz grotołazem.

Po przejściu na wojskową emeryturę generał Zaruski wrócił do korzeni – nad morze, tym razem już polskie - nad Bałtyk. Rozporządzeniem Prezydenta RP z dnia 30 października 1926 roku utworzono w Gdyni powiat morski. Jego starostą został Mariusz Zaruski. Po roku starostwo morskie w Gdyni połączono jednak z powiatem wejherowskim, a siedzibę przeniesiono do Wejherowa. Ale Zaruski pozostał nad morzem.

Musimy w społeczeństwie stworzyć atmosferę morza, zmusić po prostu je oddychać morskim powietrzem, które powinno dosięgać tatrzańskich i karpackich szczytów - napisał w 1927 roku łącząc symbolicznie w jednym zdaniu dwa krańce Polski.

Zaliczany jest do grona ojców polskiego żeglarstwa. Propagował ten sport wśród elit gospodarczych i politycznych II RP, ale przede wszystkim wśród młodzieży.

Pragnę gorąco, ażeby wszystko, co pływa w Polsce, cały zastęp młodych żeglarzy i żeglarek co rychlej pod kierunkiem doświadczonych kapitanów i na dobrych jachtach mógł wypłynąć daleko, na prawdziwe morze po zdrowie, radość i nieporównane niczem wrażenia swobodnej włóczęgi po bezkresach wodnej pustyni - pisał w „Na skrzydłach jachtów".

Wraz z Antonim Aleksandrowiczem zakładał Yacht Klub Polski, którego został pierwszym komandorem. Z jego inicjatywy powstała Liga Morska i Rzeczna, która działała na rzecz rozbudowy polskiej floty morskiej i rzecznej oraz propagowała sprawy morskie wśród polskiego społeczeństwa. Był prezesem Polskiego Związku Żeglarstwa, a od 1934 roku kapitanem harcerskiego żaglowca Harcerz, którego nazwę z inicjatywy Zaruskiego przemianowano na Zawisza Czarny. Jego portem macierzystym była Gdynia. Mimo że Zaruski nalegał, by tytułować go kapitanem, młodzież z szacunku zwracałą się do niego "panie generale". Swoje rejsy opisywał barwnie w książkach i wierszach, które ilustrował własnymi szkicami.

Pływałem, łaskawi moi czytelnicy, mokłem i marzłem na pokładach jachtów nie po to, aby z was uczynić sportowców (...) lecz dlatego, ażebyście wy, jako Polacy, poznali morze, uczuciem się z niem związali, uznali je za własną, bezcenną wartość, bez której nie ma życia dla dzisiejszej Polski - napisał w wydanej w 1935 roku książce Wśród wichrów i fal.

W ostatni rejs na Zawiszy Czarnym wypłynął w 1939 roku. Po wybuchu II wojny światowej ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem Sidorowicz we Lwowie. Na skutek donosu wpadł w ręce NKWD. Zmarł w więziennym szpitalu z powodu niewydolności serca.

W 80. rocznicę śmierci wszechstronnie utalentowanego generała gdyńscy żeglarze oddali mu hołd. Członkowie Yacht Klubu Polski oraz Pomorskiego Związku Żeglarskiego zebrali się pod pomnikiem gen. Mariusza Zaruskiego w gdyńskiej marinie, przy Basenie Żeglarskim im. Mariusza Zaruskiego.

Duch generała wciąż jest bardzo obecny w Yacht Klubie Polski Gdynia. Wszystkie uroczystości bez wspomnienia o Mariuszu Zaruskim byłyby puste i płytkie. Zdajemy sobie sprawę, że był to wielki człowiek i każdy z nas po cichu marzy o tym, żeby tak się zapisać w historii – nawet jeżeli to nie jest możliwe. Przesłanie generała wciąż jest aktualne i może być on wzorem także dla młodych sportowców – każdy z trenerów przekazuje naszym zawodnikom historię Mariusza Zaruskiego. Wspominamy zwłaszcza o tym, że przez całe życie każdy dzień rozpoczynał od gimnastyki, a sprawność fizyczna i mocny duch był bardzo ważny. I po naszych wynikach sportowych widać, że dzieci ten zwyczaj także kultywują - powiedział Marek Stawiszyński, komandor Yacht Klubu Polski.

rel (Gdynia.pl / Przemysław Kozłowski)

1 1 1 1

Newsletter