Inne

31-letni niemiecki oficer okrętując na kontenerowiec nie spodziewał się, że utknie na nim na siedem miesięcy i nie zdąży wrócić do domu na czas urodzin swojego pierwszego dziecka… Jego historię zamieścił Hapag Lloyd.

Kim Jes Nagies mieszka w Brunsbüttel w północno-zachodnich Niemczech. Z okien jego mieszkania, położonego nad groblą, rozciąga się widok na Łabę. Od 2018 roku pracuje jako Oficer Wachtowy u armatora Hapag-Lloyd, piątego co do wielkości przewoźnika kontenerowego na świecie pod względem łącznej pojemności floty (1,7 mln TEU) z siedzibą w Hamburgu. Firma posiada 235 nowoczesnych statków obsługujących 600 portów na świecie, transportujących rocznie 11,9 miliona TEU. Zatrudnia około 12,8 tysiąca pracowników w 398 oddziałach w 128 krajach.

Gdy 10 stycznia 2020 r. Kim Jes Nagies w Korei Południowej wsiadał na pokład kontenerowca Ulsan Express o pojemności 13 200 TEU nie podejrzewał, że będzie to początek rejsu, którego za sprawą koronawirusa długo nie zapomni.

Miał zamiar wyokrętowania po dwóch miesiącach. Jego żona Ann Christin od kilku tygodni była bowiem w ciąży, dlatego planował zejść na ląd, wziąć krótki urlop i wyremontować ich mieszkanie w Brunsbüttel. Potem chciał jeszcze odbyć rejs na kontenerowcu Valparaíso Express (11,519 TEU,) aby wrócić na czas przed narodzinami pierwszego dziecka.

Pod koniec lutego wysiadł w Izraelu, gdzie – jak wspomina - pogoda była fantastyczna. Jak się potem okazało, było to jego ostatnie zejście na ląd w ciągu miesięcy, które miały nadejść. Z początkiem marca było widać coraz wyraźniej, że w reakcji na rozprzestrzenianie się pandemii COVID-19, porty na całym świecie będą nakładać coraz więcej ograniczeń. Im bardziej zbliżał się czas planowanego wyokrętowania z Ulsan Express, tym bardziej restrykcyjne stawały się przepisy w zakresie wymiany załóg, obowiązujące w Korei Południowej, Chinach, Turcji oraz Izraelu.

Kim Jes Nagies podczas niekończącego się rejsu... Fot.: Hapag Lloyd

Gdy rozmawiał przez telefon z żoną oczekującą go w domu, obiecywał: "Nie mogę przyjechać na remont. Ale zdążę wrócić na czas, przed narodzinami." Jego statek ponownie popłynął w tę samą okrężną podróż przez Chiny, Singapur, Hong Kong i Tajwan, bez możliwości schodzenia na ląd i podmian załogi.

W czerwcu br. Ulsan Express stanął na kotwicy u wybrzeży Korei, gdzie załoga spędziła cztery długie tygodnie, z nadzieją wpatrując się w port w oddali. W kolejnej rozmowie telefonicznej z żoną zapewniał: "Do końca czerwca uda mi się przyjechać". "Nie uwierzę w to, dopóki nie będziesz siedział w samolocie” – usłyszał w słuchawce.

Wreszcie dobry znak… Praktykantowi na pokładzie Ulsan Express pozwolono wysiąść w Korei Południowej. Niestety, był to wyjątek. Statek mogli opuścić tylko ci, którzy nie potrzebowali zastępstwa. Gdy młodego marynarza z pokładu kontenerowca zabrała taksówka wodna, załoga stojąc przy burcie machała mu na pożegnanie.

Nastał lipiec. Z każdym dniem ulatywała nadzieja na to, że Niemiec zdąży wrócić do domu na urodziny jego pierwszego dziecka. Nieoczekiwanie jednak nadeszła wiadomość, na którą wszyscy czekali. Po długiej, intensywnej pracy zespołu zarządzającego flotą Hapag-Lloyd w Hamburgu, pozwolono na wymianę załogi 14 lipca w Singapurze. Nagies z ulgą zaczął się pakować. Niestety, niedługo potem zezwolenie wycofano. Rejs trwał dalej, a termin porodu dziecka nieubłaganie się zbliżał.

Nadszedł 19 lipca, dzień 31 urodzin, które Nagies obchodził gdzieś na Oceanie Indyjskim, gdy jego statek opuścił Tajlandię. W dodatku Internet na pokładzie przestał działać, pozbawiając go łączności z rodziną. Wieczorem, gdy problem z siecią został w końcu rozwiązany, aplikacja WhatsApp w jego smartfonie odnotowała pojawienie się jednocześnie 20 nowych wiadomości. Pierwsza z nich brzmiała: "Właśnie jedziemy do szpitala”, a ostatnia - "Gratulacje! Zostałeś ojcem! Urodziła się Hanna, jest zdrowa jak koń!".

Tamtej nocy, cała załoga świętowała w barze podwójne urodziny – córeczki i jej ojca.

W końcu statek wpłynął na Morza Śródziemne zawijając do portów we Włoszech, Francji i Grecji. W Pireusie wydarzył się cud. Po 203 dniach spędzonych non-stop na pokładzie kontenerowca, 31 lipca Nagies zszedł na ląd.

Ulsan Express w Pireusie 30 lipca 2020 r. Tu Niemcowi pozwolono opuścić statek. Fot.: Nick the Greek/Shipfrends.gr

Kilka dni później, gdy o godzinie pierwszej w nocy przybył w końcu do Brunsbüttel, czekała na niego cała rodzina - w tym córeczka Hanna. Popłynęły łzy.

"To jakieś szaleństwo. Nie widziałem nawet własnej żony w zaawansowanej ciąży i wracam do domu, a tu - moje pierwsze dziecko. Dziwne uczucie" – mówi Kim Jes Nagies.

Zapytany, jak przeżył te siedem miesięcy uwięziony na pokładzie z powodu pandemii COVID-19 odpowiada: "Zżyłem się z załogą. Razem oglądaliśmy filmy, graliśmy muzyczne kawałki i zabijaliśmy czas grając w jakieś gry. Poczucie wspólnego losu odganiało ponure myśli. Jeden z moich kolegów na pokładzie musiał kilka razy odkładać swój ślub, innemu zmarła matka i nie mógł uczestniczyć w pogrzebie. Było ciężko, ale taki wybraliśmy zawód”.

Na pytanie, kiedy znowu wróci na burtę, odpowiada: "Prawdopodobnie w styczniu, ale na razie nie potrafię jeszcze myśleć o pracy”…

GL, na podst. Hapag Lloyd

+5 Nie on jeden
Hmm...takich sytuacji bywały tysiące. Ale więzienie załóg na statkach z powodu covi(sro)da to hańba i przrstępstwo. Przecież do ilu samobójstw już doszło...!!
11 listopad 2020 : 22:25 Tramdriver | Zgłoś
+2 Dno
Kogo to obchodzi
12 listopad 2020 : 03:22 S | Zgłoś
+4 Wzruszyłem się...
Najbardziej tym jego widokiem na groblę... Siedem miesięcy na statku! Zuch! Proponuję, żebyście wrócili do pisania o sprawach poważnych.
12 listopad 2020 : 08:18 kimchi | Zgłoś
0 Oj tam
Ciekawa historyjka - jedna z wielu. Ten akurat miał szczęście bo siedzial na burcie tylko 7 miesięcy i miał zaradna żonę.
12 listopad 2020 : 09:18 Eng | Zgłoś

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Zaloguj się

1 1 1 1

Newsletter