Inne

Rozmowa z Katarzyną Knuth, konstruktorem z biura projektowego Choren Design & Consulting.

Praca w przemyśle stoczniowym jest szczególnie kojarzona z typowo męskim zawodem, a jednak coraz częściej interesują się nią kobiety. Każda z nich ma swoją własną drogę dochodzenia do tego zawodu. A jaka jest pani historia?

Zadecydował o tym trochę przypadek. Początkowo na Politechnice Gdańskiej wybrałam zupełnie inny kierunek studiów – zarządzanie, ale już po pierwszym semestrze uznałam, że to zupełnie nie dla mnie. Zawsze gdzieś tam ciągnęło mnie do morza, sama kiedyś sporo żeglowałam. Stwierdziłam więc, że spróbuję swoich sił na kierunku, który umożliwiłby mi projektowanie statków. Wybór padł więc na Budowę Okrętów i Jachtów na Wydziale Oceanotechniki i Okrętownictwa. Koniec każdego semestru utwierdzał mnie w przekonaniu, że to jest to, co chcę w życiu robić. Teraz planuję jeszcze studia podyplomowe na kierunku Inżynieria Ropy i Gazu, pozwalające nabyć kompetencje w zakresie usług związanych z obsługą pól naftowych oraz z serwisem urządzeń i zaopatrzeniem wiertni lądowych i platform wiertniczych.

Jak wyglądały pani losy po studiach?

Po studiach rozpoczęłam pracę w gdańskim oddziale towarzystwa klasyfikacyjnego Germanischer Lloyd (później GL – red.). Tam zajmowałam się m.in. pracą w programie GL Poseidon. To narzędzie do projektowania i analizy konstrukcji statku. Pozwala na zintegrowanie wyników obliczeń z przeglądami klasowymi GL, wyznaczyć wymiary elementów konstrukcyjnych w oparciu o przepisy, ale też na późniejszym etapie eksploatacji statku, redukować koszty utrzymania oraz planować prace remontowe.

Ciągnęło mnie jednak do tego projektowania i zaczęłam szukać nowej pracy. Próbowałam także swoich sił w stoczniach, ale miałam wrażenie, że wówczas kobiety nie były zbyt chętnie przyjmowane. Znajomi - czyli głównie mężczyźni z takimi samymi kompetencjami - którzy równocześnie szukali zatrudnienia, byli znacznie chętniej przyjmowani. Te poszukiwania trwały siedem miesięcy, aż pewnego dnia, w sobotę rano, zadzwonił do mnie Zygmunt Choreń (inżynier, właściciel firmy konsultingowo-projektowej Choren Design & Consulting – red.). Zapytał, czy mogłabym przyjść w poniedziałek do pracy (śmiech). I tak zaczęła się moja historia z żaglowcami.

Pamięta pani swój pierwszy projekt w tej firmie?

Tak. To był remont trzymasztowego szkunera dla cypryjskiego armatora. Była to jego prywatna jednostka z 1967 roku, która spłonęła w 2008 roku. Ze względu na rys historyczny postanowił ją sobie odrestaurować. Do mnie należały zmiany w projekcie żagli i masztów. Nie miałam wówczas takiego doświadczenia, jeśli chodzi o te części konstrukcji, ale udało się i to tak naprawdę z dużą pomocą pana Zygmunta i współpracowników. Przy kolejnych projektach zajmowałam się już głównie konstrukcją kadłubów. W tym czuję się zdecydowanie pewniej.

Poza pierwszym projektem, jakie jeszcze stanowiły duże wyzwanie?

Jednym z większych wyzwań były kontrakty dla marynarek wojennych Algierii i Wietnamu. W tych projektach zajmowałam się tak naprawdę wieloma rzeczami. Oczywiście głównie konstrukcją kadłuba oraz fundamentów, ale też kwestiami bezpieczeństwa, czyli dokumentami takimi jak np. Fire Safety Plan, SOPEP czy Muster List, co przy ponad 200-osobowej załodze nie są taką prostą sprawą.
Chodzi mi o żaglowiec szkolny El-Mellah dla Marynarki Wojennej Algierii i żaglowiec szkolny dla Wietnamskiej Akademii Marynarki Wojennej w Nha Trang. Ten pierwszy został zbudowany w stoczni Remontowa Shipbuilding z grupy kapitałowej Remontowa Holding SA, na mocy kontraktu zaaranżowanego przez Cenzin z grupy PGZ. Żaglowiec, o długości 110 m i szerokości 14,5 m, służy teraz kadetom Akademii Marynarki Wojennej w Tamenfoust do doskonalenia rzemiosła morskiego i szkolenia w zakresie nawigacji.

Praca nad tymi żaglowcami trwała tak naprawdę 2-3 lata. Najpierw powstał projekt techniczny, który zajął kilka miesięcy, no ale kiedy zaczęła się budowa, musieliśmy być dostępni przez cały okres budowy.
Na koniec robimy dokumentację zdawczą, czyli tak naprawdę to, co powstało, musimy jeszcze raz uwzględnić w dokumentacji. Czasem bywa tak, że efekt końcowy różni się od tego, co było w projekcie, ale wszystko jest na bieżąco akceptowane zarówno przez towarzystwo klasyfikacyjne, jak armatora.

Czy poza żaglowcami brała pani udział w projektowaniu innych jednostek?

Rzeczywiście można powiedzieć, że słyniemy głównie z żaglowców, ale zajmujemy się też projektami statków wielozadaniowych, tankowców czy statków rybackich. Sama całkiem niedawno brałam udział w projekcie niedużego statku rybackiego dla armatora z Norwegii. Były też niemal 8-metrowe łódki, tzw. workboaty, a także jednostki offshorowe. W przypadku tych ostatnich pracowałam przy projekcie furt do hangaru na pojazdy podwodne. Oprócz tego zlecono mi sprawy bieżące przy przebudowie strefy mieszkalnej. To był dość duży projekt, zaawansowany i skomplikowany, jeśli chodzi o wiedzę konstrukcyjną. Również tempo budowy wymagało często podejmowania ekspresowych decyzji.

Szerokim echem odbiła się budowa największego na świecie żaglowca Flying Clipper w chorwackiej stoczni Brodosplit dla armatora Star Clippers z Monako. Ożaglowanie, takielunek i znaczący udział w projekcie statku miała firma Choren Design & Consulting. Na jakim etapie jest realizacja tego projektu? Stocznia Brodosplit jeszcze w 2018 roku potwierdzała, że planuje debiut żaglowca pod koniec 2018 roku.

Projekt techniczny Flying Clippera powstał w firmie Choren Design & Consulting około 10 lat temu i przez ten cały czas armator poszukiwał stoczni, która taki żaglowiec zbuduje najmniejszym kosztem. Ostatecznie, wybór padł właśnie na chorwacką stocznię Brodosplit.

Prywatnie, przy realizacji budowy tego żaglowca, współpracowałam także z inną firmą. Zajmowałam się projektem wystroju wnętrz, głównie pomieszczeniami biblioteki, piano baru czy innymi, reprezentacyjnymi pomieszczeniami. Mam nadzieję, że Flying Clipper niedługo spłynie na wodę i będzie atrakcją dla wielu gości, na razie tyle mogę powiedzieć. (Flying Clipper pomieści na pokładzie 300 pasażerów w 150 kabinach. Pojemność brutto wynosić będzie 8700, zaś powierzchnia żagli ponad 6350 m². Długi na 162,22 m (łącznie z bukszprytem) i szeroki na 18,5 m, zaoferuje wielką powierzchnię pokładów słonecznych i trzy baseny – red.).

Dwa lata temu była także mowa o innym żaglowcu. Tym razem dla osób niepełnosprawnych…

Tak, byłam odpowiedzialna za wykonanie planu generalnego projektu. Miał to być żaglowiec armatora Lions Clubs International - filantropijnej organizacji pozarządowej, która w 2017 roku obchodziła swoje stulecie. Polski przedstawiciel, fan żaglowców i pana Zygmunta, chciał na tę okazję zbudować żaglowiec dla niepełnosprawnych. Do moich zadań należało stworzenie planu generalnego żaglowca. Trudność polegała na tym, że trzeba było znaleźć się w roli niepełnosprawnego… Na statku. Są oczywiście odpowiednie przepisy regulujące, np. minimalne szerokości korytarzy, miejsca w kabinach, ale też o wiele bardziej skomplikowane procesy przyjęcia na statek czy ewakuacji niż w przypadku załóg składających się wyłącznie ze sprawnych marynarzy.

Rozmowy na temat realizacji tego projektu były zaawansowane, ale niestety nie znalazło się na nią finansowanie, a na dodatek polski przedstawiciel zmarł i nikt po nim nie przejął tego pomysłu.

Jak miałby wyglądać taki żaglowiec?

Statek powinien być skonstruowany i wyposażony w taki sposób, aby użytkownicy wózków inwalidzkich i inne osoby niepełnosprawne mogły łatwo i bezpiecznie z niego korzystać. Aranżacja przestrzeni różniła się oczywiście od typowego żaglowca, na którym - ze względu na specyficzny kształt kadłuba - maksymalnie wykorzystuje się każdy kawałek przestrzeni. Nie jest to też np. kontenerowiec, na którym zmieścimy basen, boisko i salę kinową, a każdy marynarz ma kabinę wyłącznie dla siebie. Trzeba się sporo natrudzić, żeby wszystko dostosować do tego, aby niepełnosprawny mógł wjechać tam wózkiem, nie pokonując jednocześnie toru przeszkód. Należało na przykład dostosować szerokości korytarzy, aby jednocześnie przejechał wózek i ktoś mógłby go wymijać. To samo tyczy się kabin i innych pomieszczeń – zapewnienie odpowiedniej ilości przestrzeni do swobodnego poruszania się osoby na wózku inwalidzkim. Drzwi nie mogłyby posiadać progów oraz być całkowicie zautomatyzowane. Dodatkowo zapewnienie handrelingów, czy innych uchwytów w kabinie, poręcze po obu stronach schodów. Zamieszczono by specjalne windy, które umożliwiłyby niepełnosprawnym poczuć się przez chwilę żeglarzami, wózek inwalidzki mógłby znaleźć się bliżej masztu, a nawet podjechać do pierwszej rei. Niesłyszących budziłyby na wachty specjalne alarmy, a niewidzący mogliby sterować dzięki kompasowi akustycznemu. Planowano też utworzenie tabliczek z napisami w alfabecie Braille'a i montaż urządzeń nagłaśniających.

Ten statek miał być przewidziany także dla osób niedowidzących, niedosłyszących, a i tych z niepełnosprawnościami umysłowymi. Uczestnicy rejsu stanowiliby część załogi żaglowca i pełnili wachty (wraz z opiekunami): nawigacyjne, portowe, kotwiczne, ale też podczas przygotowywania posiłków. Takie rejsy miały się przyczynić głównie do aktywizacji osób, które są często wykluczane przez społeczeństwo.

Nad czym obecnie pracuje biuro Choren Design & Consulting?

Aktualnie pracujemy nad nowymi projektami brygantyny dla Rewy. Ma to być nieco ponad 50-metrowy statek żaglowy do morskiego wychowania młodzieży. Mamy jeszcze parę innych projektów, ale wiąże nas tajemnica handlowa.

Co jest dla pani najtrudniejsze, jako kobiety w branży morskiej?

To, że wiele osób, zwłaszcza przy rozpoczęciu nowego projektu, nie traktuje kobiet poważnie. Zdarza się, że jestem jedyną kobietą w całym towarzystwie i wówczas muszę udowadniać, że mam wystarczającą wiedzę do tego, aby dany projekt zrealizować. Armatorzy albo wyżej postawieni przedstawiciele klienta, bardzo często nie mają zaufania do kobiet, ale to się zmienia i mam nadzieję, że w tej branży będzie pojawiać się coraz więcej pań.

Wystarczy spojrzeć na działania IMO (International Maritime Organization), który mocno stawia na kobiety w tym roku. Tematem Światowego Dnia Morza roku 2019 jest „Wzmocnienie pozycji kobiet w społeczności morskiej”. Partnerem akcji jest organizacja WISTA (The Women's International Shipping and Trading Association ), której oddział mamy również w Polsce. Obecnie jestem w kontakcie z panią prezes tej organizacji i sama planuję wstąpienie do ich grona.

Jest tam wiele pań, które doskonale sprawdzają się na stanowiskach kierowniczych. Mam nadzieję, że inne pójdą w ich ślady.

Dziękuję za rozmowę

Wywiad pochodzi z miesięcznika "Polska na Morzu", wydania Sierpień 2019

Na zdjęciach poniżej: El-Mellah, żaglowiec szkolny zbudowany w stoczni Remontowa Shipbuilding SA dla Marynarki Wojennej Algierii, Le Quy Don - żaglowiec szkolny dla Wietnamskiej Marynarki Wojennej - zbudowany na zlecenie Polskiego Holdingu Obronnego w stoczni Marine Projects Ltd i wizualizacja żaglowca dla armatora Lions Clubs International.

Komentarze   

-7 Wątpliwości
W nawiązaniu do tytułu newsa - może jednak nie...?

Analizując życiorys okresu kształcenia i pracy zawodowej, biorąc pod uwagę fakt, że poszczególne etapy są tak naprawdę "od sasa do lasa" - nie, już bardziej stanowczo.
02 czerwiec 2020 : 13:10 Wątpiący Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+3 może jednak.....
Czy "Wątpiący" projektował kiedyś coś bardziej skomplikowanego niż np. drewniany taborecik ? Nie podejrzewam, że pan Choreń narażałby reputację firmy zatrudniając kogoś niekompetentnego.
02 czerwiec 2020 : 18:13 maciek2 Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 W tej branży liczą się kompetencje.
Płeć nie ma znaczenia. Wypowiedzi tej pani wpisują się w obecny trend pt. "Zatrudniajmy tylko kobiety".
Jak stwierdził kiedyś mój znajomy, jezeli kobiety mają takie same lub lepsze kwalifikacje jak meżczyźni i można im płacić mniej niż mężczyznom to czemu firmy np. inżynieryjne są pełne facetów?
Pracuję w tej branży ładnych parę lat i wysoko wykwalifikowanych kobiet spotkałem kilka...
02 czerwiec 2020 : 19:34 W Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Tylko macho wie najlepiej
Proszę, znaleźli się najmądrzejsi i najlepsi, bo przecież są facetami... Moja żona pracuje w tej branży, jest bardzo inteligentna i najlepiej wykształcona spośród kilkudziesięciu facetów, wiedzą bije na głowę każdego z nich, ale zarabia o kilkaset złotych mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach. I zawsze jak trzeba szybko rozwiązać jakiś problem, albo coś stworzyć nowego, to "pani Małgosiu, jak Pani czegoś nie wymyśli, to leżymy". W mojej firmie - również z branży - jest podobnie. Jestem szefem jednego z działów i wskazałem na swojego zastępcę jedną z pań, która kilka lat tu pracuje, którą cenię i wiem, że by się sprawdziła. Ale prezes wolał wstawić młodego gościa po studiach, bo "dobrze rokuje".
03 czerwiec 2020 : 16:04 Mąż Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 czytałem
Czytałem kiedys badanie na temat czemu czasami kobiety zarabiają mnie na tym samym stanowisku niż mężczyzni. Piszę specjalnie czasami bo nie uważam, żeby to była reguła. Moja żona wcale nie zarabia mniej. Przyczyną jest to, że kobiety najczesciej nie potrafią sobie wywalczyc podwyzki. Facet potrafi postawic sprawe na ostrzu noza, a statystycznie kobiety mają z tym problem. Dają sie tez wykorzystywac tak jak piszesz o swojej zonie, bo powinna powiedziec wiecej zarabiacie to myslcie.
04 czerwiec 2020 : 19:11 też mąż Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+2 Brawo!
Popieram takie kariery. Lepsze to niz panie jak zaloga oceanicznego statku towarowego. Projektowanie wymaga pomyslinku a nie fiuta.
Zycze sukcesow i dlugoiletniej kariery wraz normalnym zyciem rodzinnym.
03 czerwiec 2020 : 07:47 Zeeman Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1