Inne

W środę, 22 lipca rozpoczął się drugi etap najdłuższych polskich regat pełnomorskich Sailbook Cup 2015. Po kilkudniowym postoju w Visby załogi ruszyły na północ, by opłynąć prawą burtą Gotlandię oraz wyspę Gotska Sandön. Do pokonania było prawie 400 mil morskich. W piątek 25 bm. przed południem pierwsze jachty dotarły do mety w Sopocie.

Na starcie stawiły się 32 jachty z prawie 40 zgłoszonych do regat. Wśród startujących zabraknie najszybszego jachtu pierwszego etapu Hobart. Meta regat usytuowana jest przy główkach Mariny Sopot, w której załogi będą witane po ukończeniu wyścigu. Warunki pogodowe na starcie nie były łatwe. Już w czasie postoju w Visby silny wiatr dawał się we znaki uczestnikom regat. Jedna z jednostek straciła antenę zainstalowaną na maszcie, uszkodzeniu uległy stójki relingu, na innej pracujące na fali cumy wyrwały knagę. Jachty kilkukrotnie musiały zmieniać miejsce postoju ze względu na silny wiatr. Z udziału w drugim etapie regat wycofały się kolejne jednostki. Załoga Janeczki 2 tuż po przepłynięciu linii startu zgłosiła problemy techniczne. Ster nie pracował dobrze, prowadzenie jachtu było bardzo utrudnione. Sytuacji nie polepszała rozbudowana fala. Skipper Maciej Zięba podjął decyzję o wycofaniu się z etapu. O powrocie do Polski zadecydowały również załogi jachtów Arka-El 2, Mr. Orkan i Hobart.

- Niestety sprawy lądowe ściągają nas wcześniej do Polski. Szkoda, bo prognozy pogody mówią, że będą bardzo ciekawe warunki i wyścig będzie z pewnością emocjonujący - mówił Mirosław Zemke, skipper Hobarta. Załogi przyjmują różne taktyki. Niektóre jachty jak Elessar, Copernicus czy Zena II zdecydowały się na płynięcie wzdłuż brzegów Gotlandii. Inne rozpoczęły wyścig halsem w morze by oddalić się od lądu i płynąć niezakłóconym wiatrem. Na czele tej grupy były jachty Fujimo i Oiler.pl.

- Bardzo dobrze wystartował łotewski jacht Ruta, wydaje mi się, że to właśnie oni jako pierwsi przekroczyli linię startu - przekazał komandor regat Jacek Zieliński. W zeszłym roku pokonanie tego etapu najszybszemu jachtowi zajęło około 1,5 doby.

Jacek Chabowski zwycięzca zeszłorocznej edycji regat tak mówił po dopłynięciu do mety:

- W drugim etapie dla kilku załóg karty zostały rozdane w ciągu pierwszych sześciu godzin. Ta część regat udowodniła, że nawet jeżeli wyścig liczony jest w dniach, to nie można sobie odpuścić żadnej minuty. Emocji sportowych nie brakowało na całej, prawie sześciuset milowej trasie. Prognoza pogody zapowiada początkowo wiatr z południowego zachodu - do Gotska Sandön jachty płynąć będą z wiatrem, więc przewagę osiągną jachty posiadające spinakery.

Aktualizacja, piątek 25.07.2015

W czwartek rano wiatr zmienił się na zachodni o sile 15-20 węzłów i najszybsze jednostki  korzystając z tych warunków dotarły do Sopotu już w piątek przed południem. Jako pierwszy linię mety przy sopockim molo przeciął  Oiler.pl  żeglujący w klasie ORC.  Tuż za nim do Sopotu dotarł Arbitrator (grupa Open).

- Finisz był cudowny! Po nocy dobrego wiatru i szybkiej choć mokrej żeglugi, na Zatoce zdechło zupełnie. Myśleliśmy, że będziemy ciąć się z Fujimo, ale jak wpłynęliśmy w zasięg to się okazało, że jesteśmy przed nimi. I wtedy się spięliśmy i w trzech ostatnich godzinach daliśmy z siebie wszystko - mówił Jan Kosarzewski skipper  Arbitratora, który wpłynął do Sopotu jako drugi jacht w stawce i pierwszy z grupy Open. - Teraz czas na sprzątanie na jachcie, suszenie i odpoczynek.

Jacht Fujimo w nocy stracił pozycje lidera grupy Open - potargał żagle i żeglował na zestawie sztormowym. Po przecięciu linii mety skierował się prosto do portu w Górkach Zachodnich, gdzie rozpoczął przygotowania do koniecznych napraw. 

Jako trzecia w marinie zameldowała się załoga GoodSpeed dowodzona przez Łukasza Trzcińskiego.

- Jesteśmy zmęczeni po dwóch dobach żeglowania, ale humory dopisują -  powiedział Łukasz na mecie. - Udało się nam popłynąć zgodnie z planem. Na metę wpłynęliśmy zaledwie 20 minut później niż pierwotnie zakładałem.

Monika Kwiatkowska żeglująca na GoodSpeedzie na mecie powiedziała: - Przypominam sobie, że w dniu startu odwiedziła nas mama Leo i akurat kiedy była na pokładzie zaczęła się burza z piorunami. Powiedziała wtedy, że to chyba znak, że Ondyna nie chce się zgodzić, żeby ściągnąć jej klątwę. I może rzeczywiście tak było - trudne warunki, wiele jachtów się wycofało lub miało problemy techniczne. Ale Sailbookowcy się nie poddali i mimo przeciwności "Popłynęli dla Leo!"".

W ten sam piątek około godz. 14 Hel mijały Zena II i Polled 2, a niecałe 10 mil za nimi znajdowały się jachty Endorphine i Quick Livener. Między tymi jachtami trwała zacięta rywalizacja do ostatnich kabli wyścigu.

- Teraz już znacznie siadł wiatr, ale w nocy było ciężko. Wiatr w szkwałach osiągał do 30 węzłów, do tego wspinaczka po falach. Panuje ogólne zmęczenie, bo chcieliśmy płynąć na 100% żeby uniknąć stania w ciszy przed metą - mówił w rozmowie przez telefon satelitarny Jacek Zieliński skipper Quick Livenera.  - Niestety nie wszystkim się udało i wolniejsze jachty mają już bardzo słabe wiatry.

Po południu połowa startujących jednostek znajdowała się 20-30 mil od polskich wybrzeży i żeglowała na wietrze o sile około 5 węzłów . Takie warunki były dla skipperów bardzo ciężkie, zwłaszcza po dynamicznej nocy. Żeglowali z prędkością do 2,5 węzła, co było dużą próbą cierpliwości. Ostatnie jachty docierały na metę jeszcze przez całą sobotę.

Warto przypomnieć, że tegoroczna edycja regat odbywała się pod hasłem „Płynę dla Leo”. Poza rywalizacją regatową załogi wspierały Leo, chłopca cierpiącego na Klątwę Ondyny rzadko spotykany Zespół Wrodzonej Ośrodkowej Hipowentylacji. Cały dochód z pobrania aplikacji z crackingiem regat zostanie przeznaczony na leczenie Leo.

Tekst w oparciu o serwis prasowy Sailbook.pl opracował: Bohdan Sienkiewicz

Fot.: Hubert Urbański

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Zaloguj się

1 1 1 1

Newsletter