Inne

Dotarła do nas smutna wiadomość... Ósmego listopada br., w swoim domu w Australii, w wieku 81 lat, zmarł kapitan Zbigniew Puchalski.

Jeden z najsłynniejszych polskich żeglarzy był związany z Yacht Klubem "Stal" Gdynia, w którego barwach dwukrotnie zdobył Mistrzostwo Polski w klasie Star. W historii polskiego żeglarstwa znany był ze swoich samotnych rejsów m.in. w Transatlantyckich Regatach Samotników OSTAR 1972, OSTAR 1976, a także rejsu dookoła świata w latach 1976-1980 na jachcie Miranda.

Był Warszawiakiem z urodzenia, Gdynianinem z wyboru. Do miasta z morza i z marzeń trafił w 1965 r., rozpoczynając pracę w ówczesnej Stoczni im. Komuny Paryskiej. To w tej stoczni wyremontował kupiony wcześniej wrak jachtu z 1935 r, który po odbudowie nazwał Miranda. Uroczysty chrzest jednostki odbył się we wrześniu 1970 roku. W barwach stoczniowego Jacht Klubu „Stal” Puchalski dwukrotnie zdobywał tytuł mistrza Polski w klasie Star, a do roku 1971 przybył w sumie 15 tys. mil morskich.

Później wystartował w Transatlantyckich Regatach Samotników OSTAR 72, w których na 55 startujących jachtów jego Miranda zajęła 32 miejsce. W roku 1971 Puchalski otrzymał zaproszenie do wzięcia udziału w regatach okołoziemskich Whitbread Round The World Race. Z jego inicjatywy Stocznia im. Komuny Paryskiej patronowała budowie jachtu Copernicus. W regatach dookoła świata Whitebread w 1973 roku Zbigniew Puchalski brał udział jako członek załogi, a Copernicus zajął 11 miejsce.

Jako członek YKM „Gryf” w Gdyni, w 1975 r. wystartował w samotnych regatach atlantyckich AZAB na brytyjskim jachcie Orzeł  pod polską banderą, zajmując 13 miejsce na 56 startujących jachtów. Rok później, ponownie na Mirandzie, Puchalski wziął udział w regatach transatlantyckich OSTAR 76, które były pierwszym etapem jego czteroletniego rejsu dookoła świata. Trasa wiodła z Plymouth do Newport, następnie przez Bermudy, Wyspy Morza Karaibskiego, Kanał Panamski, Australię, wokół Przylądka Dobrej Nadziei, Plymouth, Morze Północne, Kopenhagę, a kończyła się w Polsce.

Od 1981 r. Zbigniew Puchalski mieszkał w Australii. Odwiedził Polskę w 2005 r. - w 25 rocznicę ukończenia samotnego rejsu dookoła świata. Wtedy to firma VBW Clima zaopiekowała się niszczejącym jachtem Miranda.

Na wieść o tym, że w marcu 2013 roku został wyróżniony Międzynarodową Nagrodą „Conrady” Indywidualności Morskie, nie mogąc przyjechać po jej odbiór w dniu wręczenia w Centralnym Muzeum Morskim w Gdańsku, z Buderim, Queensland w Australii, napisał do organizatorów list, a w nim, m.in.:

" (...) Pamiętam o tych, którzy pomogli mi w realizacji moich planów żeglarskich. Przede wszystkim o mojej ś.p. żonie Stefanii a także Dyrektorze Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego Stanisławie Skrobocie, Przewodniczącym Rady Rozwoju Żeglarstwa, Dyrektorze Polskich Linii Oceanicznych Stanisławie Bejgerze, Dyrektorze Centralnego Biura Konstrukcji Okrętowych Wojciechu Orszuloku.

Proszę, aby statuetkę i dyplom Conradów wraz z nagrodą Pomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego przekazać dotychczasowemu opiekunowi mojej Mirandy Prezesowi Bogusławowi Witkowskiemu z prośbą, aby dołączył je do pamiątek eksponowanych w kubryku Mirandy aby kiedyś razem z nią znalazły się w Muzeum Żeglarstwa Polskiego w Gdyni".

Grzegorz Landowski

Fot. Stanisław Ossowski

Smutno!
Dwa lata temu byłem u niego gościem. W Jego pięknym zadbanym bungalowie z basenem z morską wodą w Budrim, uroczej miejscowości na Gold Coast w australijskim Queenslandzie. Dał mi do przejrzenia rękopis swojej kolejnej opowieści o opłynięciu świata na ukochanej, zbudowanej własnymi rękami Mirandzie. Tytuł był prosty: „Śladami Złotej Koryseny”, takiej małej rybki.

W poszczególnych pokojach zbiory muzealne z całego świata, liczne trofea, dyplomy a w obszernym warsztacie przywiezione z kraju liczne akcesoria z wyposażenia Mirandy . Czekają na dopieszczenie przed wysyłką do Polski.

Zawiozłem Mu, jak prosił, komplet dokumentów niezbędnych do ustanowienia fundacji imienia żony Stefki. Ma być przeznaczona na doposażenie w najnowszą aparaturę medyczną któregoś z trójmiejskich szpitali. Chciał przeznaczyć na ten cel równy milion australijskich dolarów, aby starczyło jeszcze na wspieranie planów młodych, ambitnych żeglarzy gotowych ponieść biało-czerwoną banderę na wszechocean.

Zbyszek przy mnie na skutek upadku uległ poważnej utracie pełnej świadomości i sprawności fizycznej. Dała o sobie znać wyczerpująca, kilkuletnia całodobowa opieka nad żoną. Po rozległym wylewie była już tylko rośliną.

Po Jej śmierci planował spędzenie reszty życia wędrując jachtem z wyspy na wyspę na Markizach Francuskich. Zapraszał mnie do towarzystwa.  Niestety, nie zostanę majtkiem u znakomitego polskiego żeglarza, jachtowego kapitana żeglugi wielkiej Zbigniewa Puchalskiego. Jako woluntariusz będę doglądał jego Mirandy w Gdyńskim Muzeum Żeglarstwa Polskiego.

Telewizyjny „Latąjący Holender”, Bezanmaszt Bractwa Kaphornowców, Bohdan Sienkiewicz 

Poniżej przypominamy film o losach Jego jachtu Miranda

 

+3 Zegnaj
Wspanialy zeglarz, spotkalem go jako mlody chlopak. Mam nadzieje ze byl szczesliwy w dalekiej Australi. Niech spoczywa w spokoju na wiecznej wachcie.
14 listopad 2014 : 07:26 Zbyniek Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+3 Wielki Zbyszek!
Niech odpoczywa z Stenią w spokoju. Wspaniały, z pasją, zawsze uśmiechnięty , Wielki polski Żeglarz i dobry Człowiek. Poznałem Go jako młody chłopak przez mojego ojca Kpt.Andrzeja Zielińskiego na początku lat 70-tych.Pózniej znajomość Steni i Zbyszka przerodziła się w przyjażń z moimi rodzicami i tak zostało już do końca. Teraz zostały tylko zdjęcia i wspomnienia. Spoczywaj Zbyszku w spokoju.
14 listopad 2014 : 11:21 Miroslaw Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1

Newsletter