Poldan Net, ustecka firma z duńskim kapitałem, przeniosła się do Słupskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej z myślą o ulgach. Zwolnienia z podatku od nieruchomości jednak nie dostanie.
Poldan Net to ceniony producent sieci rybackich, lin, sznurów i specjalnych koszy do hodowli ryb. Popyt na wyroby firmy był większy niż możliwości produkcyjne, więc firma zaczęła szukać nowej lokalizacji. Znalazła ją w słupskiej strefie ekonomicznej, gdzie za 2,4 miliona złotych kupiła hale, w których wcześniej działał producent części samochodowych.
Inwestor liczył na zwolnienia podatkowe w strefie, bo w niej nie płaci się podatku dochodowego i części podatku od nieruchomości. Jednak Poldan Net się przeliczył, mimo że przenosiny firmy z Ustki do Słupska poprzedziły negocjacje z Pomorską Agencją Rozwoju Regionalnego, która zarządza SSSE. Zakończyły się one wydaniem pozwolenia na działalność w strefie i zgodą na zwolnienie z podatku od nieruchomości. Firma zaczęła więc inwestować. Otrzymała pozwolenia na roboty budowlane. Zaczęła wzmacniać konstrukcję hali, wylano też nową posadzkę. Poldan Net, by zacząć produkcję w SSSE, wydał około 100 tys. zł.
Kłopoty zaczęły się, kiedy firma zgłosiła do urzędu miejskiego wniosek o zwolnienie z podatku od nieruchomości. Ratuszowi urzędnicy rozpatrzyli go negatywnie. Powód? Okazało się, że o takie zwolnienie mogą ubiegać się tylko nowe inwestycje na terenie SSSE, a zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów, remont hali to nie inwestycja. Co więcej – jak uzasadnił w odpowiedzi na pismo Poldan Netu Bartosz Gwóźdź-Sproketowski, dyrektor Wydziału Rozwoju i Inwestycji Urzędu Miejskiego w Słupsku – firma rozpoczęła remont budynku przed złożeniem wniosku, a to jest niezgodne z przepisami.
– Nie liczy się to, że zainwestowaliśmy pieniądze, tylko to, czy coś wybudujemy – denerwuje się Marek Szpakowicz, dyrektor Poldan Netu. – Co ja mam powiedzieć duńskim właścicielom firmy? Dla nich ta sytuacja jest tak nierealna, że w nią nie uwierzą. Przecież w Danii urzędy i instytucje są po to, aby pomagać obywatelom i firmom. U nas odwrotnie. Gdybym wiedział, że tak to się skończy, pozostałbym w Ustce. Ta cała sytuacja przypomina mi pierwszy dzień obowiązkowej służby wojskowej. Tam po jednej stronie bramy było napisane "Witajcie”, za nią już "Mamy was”. Podobnie jest w tym wypadku.
O komentarz chcieliśmy poprosić Leonarda Ferkaluka, dyrektora inwestycyjnego PARR-u, który negocjował z ramienia PARR wejście nowej firmy do strefy.
– Jestem w trasie, możemy porozmawiać dopiero wieczorem. W południe też nie dam rady, bo jest obiad – oznajmił dyrektor Ferkaluk. Kiedy zaznaczyliśmy, że nie zajmiemy więcej niż 15 minut, wypalił: – W 15 minut to ja udzielam wywiadów dla Times'a.
Zadzwoniliśmy więc do prezesa PARR-u Mariusza Kamińskiego. – Zwolnienia są uregulowane uchwałą rady miejskiej. Trzeba spełnić pewne kryteria, zgodnie z przepisami pomocy publicznej. Trudno się odnieść do tej konkretnej sytuacji, ale każdy inwestor przed wydaniem pozwolenia na działalność w strefie otrzymuje od nas specyfikację, w której opisane są poszczególne procedury, które należy wykonać krok po kroku – podkreśla i dodaje, że będzie wyjaśniał, jak to się stało, że PARR wydał zgodę na zwolnienie z podatku, którą później odrzucił urząd.
Dyrektor Szpakowicz zwraca uwagę, że aby trafić do strefy, zobowiązał się, że zainwestuje i zwiększy zatrudnienie. Jego zdaniem inwestorom powinna w takich sprawach pomagać SSSE i ratusz. Ostatecznie strefa to forma pomocy publicznej.
Alek Radomski
Fot.: Krzysztof Piotrkowski
