To było jedno z najbardziej niezwykłych zdarzeń drugiej wojny światowej. Czterech amerykańskich kapelanów – ksiądz, rabin i dwóch pastorów – oddało wspólnie życie ratując żołnierzy z zaatakowanego przez U-Boota transportowca. W wigilię Bożego Narodzenia przypominamy tę historię, wciąż w Polsce mało znaną, bo jak żadna inna ukazuje sens tego rodzaju świąt.
3 lutego 1943 roku, północny Atlantyk, kilkadziesiąt mil morskich od południowych wybrzeży Grenlandii. Noc. Temperatura – około 0 stopni Celsjusza. Morze pokryte krą.

Akwen przecina niewielki konwój SG-19 złożony z trzech statków idących w osłonie trzech okrętów amerykańskiej Straży Przybrzeżnej: Tampa, Comanche i Escanaba. Zespół wypłynął z Nowego Jorku i poprzez Nową Funlandię zmierza w kierunku Grenlandii.
Wśród statków jest transportowiec Dorchester. Wybudowana w 1926 roku, długa na 112 metrów jednostka, przed wybuchem drugiej wojny światowej woziła ludzi, kursując pomiędzy portami wschodniego wybrzeża USA. Statek zabierał wtedy na pokład ponad 300 pasażerów, do których obsługi zatrudnionych było 90 członków załogi.
Po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny Dorchester został przemianowany na transportowiec wojska i dostosowany do nowego zadania. Kiedy 23 stycznia 1943 roku statek opuszczał Nowy Jork, na jego pokładzie było 904 ludzi – młodych żołnierzy i marynarzy stanowiących przekrój całego niemal amerykańskiego społeczeństwa.

Wśród nich znalazło się także czterech kapelanów wojskowych: katolicki ksiądz John P. Washington, dwóch protestanckich pastorów – Clark V. Poling (kalwinista) i George L. Fox (metodysta) oraz żydowski rabin Alexander D. Goode.
Około godziny 1 w nocy 3 lutego 1943 roku, Dorchesterem, który płynął nieco z tyłu konwoju, nagle targnął wybuch. Statek trafiony został w prawą burtę dwiema torpedami wystrzelonymi z niemieckiego okrętu podwodnego U-223 dowodzonego przez Karla-Jürga Wächtera.
Na jednostce natychmiast zgasły wszystkie światła. Wśród żołnierzy wybuchła panika. Rozpoczęła się tragedia, w której zginęło prawie 700 ludzi.
Wśród czterech kapelanów, którzy znaleźli się na Dorchesterze najstarszy był pastor Fox. Miał 43 lata. Brał udział w pierwszej wojnie światowej. Służył w korpusie medycznym na froncie francuskim, gdzie odznaczył się odwagą.
Ks. Washington był od niego młodszy o osiem lat. Był niesfornym dzieckiem. Kiedy jednak ciężko zachorował, obiecał Bogu, że jeśli wyzdrowieje zostanie księdzem i dotrzymał słowa.
Pastor Poling miał 33 lata. Bycie kapelanem wojskowym było dla niego rodzinną tradycją. Jego ojciec sprawował tę funkcję podczas pierwszej wojny światowej. Syn nie chciał być od niego gorszy.

Rabin Good był o rok młodszy od pastora Polinga. Pochodził z rabinackiej rodziny. Miał doktorat, działał w ruchu skautowskim.
Wszyscy czterej zostali kapelanami wojskowymi na ochotnika. Ukończyli szkołę dla kapelanów i zostali mianowani na pierwszy stopień oficerski.
- Poprzedni artykuł
- Następny artykuł »»
