Inne

Małżeństwo podróżników z Rumi postanowiło wyruszyć śladami ostatniego, przedwojennego rejsu transtlantyku Chrobry. W Ameryce Południowej zamierzają odnaleźć potomków jego pasażerów.

Chrobry nie miał wad. Z siedmiu naszych transatlantyków był najlepszy. Zwrotny jak luksusowa motorówka, w sztormach wspinał się na fale, a nie przyjmował ich na pokład. (...) Wnętrza i pomieszczenia statku były udane zarówno pod względem artystycznym, jak i użyteczności na co dzień. Miał niedościgniony przez inne nasze transatlantyki urok czegoś bardzo doskonałego.” - tak w „Szamanie morskim” napisał o Chrobrym Karol Olgierd Borchardt.

Statek ten był ostatnim, nowowybudowanym transatlantykiem dla polskiej floty pasażerskiej przed wybuchem drugiej wojny światowej. Zwodowana w lutym 1939 roku w Danii jednostka, miała ponad 150 metrów długości i zabierała na pokład prawie 1200 pasażerów.

Zbudowany z myślą o obsłudze linii południowoamerykańskiej, w swój pierwszy rejs w kierunku tego kontynentu wyruszył Chrobry z Gdyni 29 lipca 1939 roku. Wśród jego pasażerów znalazł się m.in. wybitny pisarz Witold Gombrowicz. Wybuch drugiej wojny światowej zastał transatlantyk w Brazylii.

Chrobry został przemianowany na transportowiec wojska. Jego morska kariera okazała się jednak krótka. Zakończona została już kilka miesięcy po pierwszym, pasażerskim rejsie. W maju 1940 roku statek został zbombardowany przez niemieckie lotnictwo i zatonął u wybrzeży Norwegii.

Historia Chrobrego stała się inspiracją dla projektu, którego pomysłodawcami jest małżeństwo podróżników z Rumi, choć, jak sami podkreślają, silne więzy łączą ich przede wszystkim z Gdynią. Państwo Wiesława i Krzysztof Rudź, bo o nich mowa, od kilku lat przemierzają najbardziej egzotyczne zakątki świata, starając się zaglądać w miejsca rzadko odwiedzane przez innych turystów. Ostatnio odbyli np. wyprawę do krajów Dalekiego Wschodu.

- Nasz najnowszy pomysł zatytułowany „MS Chrobry - ostatni transatlantyk międzywojennej Polski” narodził się przypadkowo, podczas spaceru w Gdyni tuż przy Dworcu Morskim, przy ul. Polskiej 1, gdzie powstaje Muzeum Emigracji - opowiada Krzysztof Rudź.

- Chcieliśmy, by nasza następna podróż miała głębszy wydźwięk, swoiste drugie dno - dodaje Wiesława Rudź.

Tym „drugim dnem” okazał się pomysł odszukania potomków polskich emigrantów, pasażerów dziewiczego rejsu Chrobrego. Jego realizacja idzie pełną parą. Swoje poszukiwania podróżnicy rozpoczęli od ustalenia listy pasażerów. Nie było łatwo, ale w końcu odnaleźli ją w Archiwum Państwowym w Gdańsku.

Ale przygotowania do podróży to nie tylko szperanie po starych dokumentach. W międzyczasie państwo Rudź zaczęli zgłębiać tajniki języka hiszpańskiego, a pani Wiesława przechodzi kurs nauki jazdy... motocyklem.

- Po naszych doświadczeniach na skuterach w Azji, uważamy motocykl za znakomity instrument do podróżowania - wyjaśnia Krzysztof Rudź. - Motocykl daje niesamowitą elastyczność i wolność.

Co państwo Rudź zrobią z zebraną wśród południowoamerykańskiej Polonii wiedzą o pasażerach pierwszego i zarazem ostatniego, przedwojennego rejsu Chrobrego? Chcą udostępnić ją Polakom w kraju, a zdobyte dokumenty zamierzają przekazać któremuś z polskich muzeów.

Jak zwykle przy tego rodzaju ekspedycjach, problemem jest ich finansowanie. Opiewający na nieco ponad 16 tysięcy dolarów budżet wyprawy państwo Rudź mają już, jak sami mówią, „w zasadzie dopięty”, ewentualni sponsorzy będą jednak mile widziani.

Więcej o projekcie przeczytać można na stronie www.ludziepodrozuja.pl, gdzie na bieżąco prezentowane są jego postępy. Start ekspedycji, której patronujemy, planowany jest na grudzień przyszłego roku.

Tomasz Falba

Fot. z książki „Transatlantyki polskie” Jerzego Drzemczewskiego i Tadeusza Ślebiody, ludziepodrozuja.pl

1