Inne

- Ta wyprawa wywarła wpływ na całe moje życie - tak o rejsie tratwą przez Bałtyk opowiada jeden z dwóch żyjących jej uczestników, dr Jerzy Fischbach. Okazją do wspomnień był konkurs na model tratwy NORD, pod naszym patronatem, którego rozstrzygniecie odbyło się w ub. piątek, w Łebie.

Modele zgłoszone na konkursDr Jerzy Fischbach ocenia konkursowe modele

Konkurs zorganizowała Biblioteka Miejska w Łebie, której dyrektor, Maria Konkol, chciała w ten sposób uczcić 55. rocznicę dopłynięcia wyprawy kpt. Andrzeja Urbańczyka i trzech jego kolegów do Szwecji. Przypomnijmy, że rejs, którego uczestnikami byli, oprócz pomysłodawcy, Stanisław Kostka, Czesław Biret (obaj już nie żyją) i Jerzy Fischbach, miał początek w porcie w Łebie, 27 sierpnia 1957 roku. Po 10 dniach tratwa przybiła do szwedzkiego brzegu.Andrzej Łukian w dniu wypłynięcia tratwy miał 7 latJury ocenia modele. Pierwszy z lewej dr Jerzy FischbachModel z karmeluZwycięzcy konkursu. Pierwszy z prawej przewodniczący jury Andrzej Strzechmiński, burmistrz Łeby

Mieszkający dziś w USA Andrzej Urbańczyk tak mówił o niej 40 lat później: - Wyprawa "Tratwą przez Bałtyk", mimo swej atrakcyjnej niezwykłości, w wymiarze czasu i przestrzeni była małym rejsem. 10 dni żeglugi. 300 mil drogi. To wszystko... Była jednak owym "małym, lecz znaczącym krokiem", o którym mówił na Księżycu Niels Armstrong. No cóż - pierwszy samolot przeleciał zaledwie 200 metrów, pierwsze radio działało na odległość kilku kroków, a pierwszy silnik spalinowy w ogóle nie chciał się obracać... I w takiej właśnie konwencji chciałbym, by widziano dziś eskapadę na sześciu świerkowych pniach. Dziś, gdy żeglujemy lepiej i szybciej na odległości setki razy większe. W roku 1957, już po zakończeniu wyprawy NORD, "Sztandar Młodych" napisał: "Największym osiągnięciem tych czterech młodych żeglarzy jest to, że w ogóle udało się im wypłynąć...". Prawda, najprawdziwsza prawda. Panujący system nie przewidywał bowiem żeglowania po morzach, ani podróży do innych krajów - elementarnych praw wolnego człowieka. Przewidywał natomiast i realizował bronowanie plaż, druty kolczaste i kartoteki o nieograniczonej liczbie stronic. Wolność - i nie jest to poetycka fraza - wywalczyli ludzie, płacąc za nią nieraz najwyższą cenę. Walką o morza i oceany, walką o otwarty świat była również, w jakiś może niewielki, ale wymierny sposób, nasza wyprawa.

Dr Jerzy Fischbach, nadal czynny lekarz neurolog, który mimo podeszłego wieku przyjechał do Łeby z Łodzi mówi dzisiaj: - Była nas czwórka, ale całość zaplanował Andrzej, to był jego pomysł, jego przedsięwzięcie perfekcyjnie przygotowane. Na przykład proporcje tratwy: gdyby była trochę dłuższa – przełamywałaby się na fali. W dniu wypłynięcia mieszkańcy Łeby serdecznie nas żegnali – dawali kwiaty, przynosili żywność, na przykład jajka. A jeden z nich podszedł do mnie i mówi: - Bierz chłopie ten diament, niech on ci świeci, ja jutro nie będę miał czym kroić szkła, ale ty weź go na szczęście. Mam ten diament w domu do dzisiaj. Taka była w ludziach serdeczność. Dałem się wciągnąć w to przedsięwzięcie i nie żałuję. Ta wyprawa wywarła wpływ na całe moje życie. Nauczyła mnie iść do celu mimo trudności, nie poddawać się i w miarę możliwości pokazywać, że jestem Polakiem. Ten rejs pozwolił mi doświadczyć tego, czego brakowało mi  na akademiach muzycznej i medycznej – wolności. 

Na konkurs przyszło osiem modeli legendarnej tratwy. Organizatorzy podzielili je na klasyczne (5) i egzotyczne (3). Do tej drugiej kategorii zaliczono tratwę zrobioną z ciasta martwego (czyli takiego, które nie rośnie), tratwę z karmelu oraz tratwę zbudowaną z klocków. Ta ostatnia, której pomysłodawcą i inżynierem budowy był Michał Malinowski, szef Muzeum Bajek, Baśni i Opowieści z Konstancina, budowana była przez dzieci i mieszkańców Łeby.

Jury postanowiło pierwszą nagrodę przyznać Tomaszowi Konkolowi z Maszewka, którego model był najbardziej zbliżony do pierwowzoru, wyposażony w sprzęt, prowiant, a nawet figurkę... kota, który też miał być członkiem załogi tratwy, ale w ostatniej chwili uciekł. To protoplasta słynnego kota Myszołowa, który wiele lat po wyprawie świerkowej tratwy NORD opłynął z kapitanem Andrzejem Urbańczykiem świat na jachcie NORD IV.

- Moją ideą było zbudowanie modelu z materiałów, które znalazłem w lesie lub na strychu, podobnie jak budowniczowie prawdziwej tratwy - mówił Marcin Konkol. - Na przykład żagle są z prześcieradła, podłoga ze starego segmentu, a kot z modeliny.

Drugą nagrodę otrzymał Michał Osmański z Łeby, a trzecią Mariusz Lis z Lęborka, autor modeli z ciasta i karmelu. Nagrodę specjalną, pamiątkowy medal przysłany przez kapitana Urbańczyka, przyznano Michałowi Malinowskiemu za tratwę z klocków.

Wśród członków jury, które miało zadecydować komu przypadnie główna nagroda byli, oprócz Jerzego Fischbacha i dziennikarza Portalu Morskiego, Andrzej Strzechmiński, burmistrz Łeby; prof. Kazimierz Burzyński z PG, łebianin, świadek wypłynięcia tratwy; prof. Jerzy Leszek Stanecki z łódzkiej ASP, kurator pleneru słowińskiego w Łebie; Michał Kochańczyk, uczestnik wyprawy NORD Bis oraz Andrzej Łukian, również świadek wypłynięcia tratwy, a o którym Urbańczyk wspomina w opowiadaniu „Tratwą przez Bałtyk”, z książki „W Łebie jak w niebie”. Ten ostatni miał wówczas siedem lat.

- Pamiętam, że ludzi była masa. Część ich podziwiała, a część mówiła: a po co to... - wspomina. - Ale ja podziwiałem tych ludzi.

Jak mówiła dyrektor łebskiej biblioteki, na podstawie zwycięskiego modelu być może powstanie atrakcyjna pamiątka z Łeby, na przykład tekturowy model do sklejania. - Chodzi nam o coś kojarzącego się z miastem i jego historią i alternatywnego dla muszelek w butelce albo pluszowej foki z napisem "Łeba".

Tekst i zdjęcia: Czesław Romanowski

 

1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter