Kandydaci z Pomorza szafują zwrotem "gospodarka morska" na wszystkie strony. Przed wyborami wszyscy mają pomysły na wielki rozwój morskiej potęgi Polski, a winą np. za upadek stoczni przerzucają się jak gorącym kartoflem. Komu uwierzyć?
Zaczął prezes PiS, były premier Jarosław Kaczyński. - Jeśli wygramy wybory, ponownie stworzymy Ministerstwo Gospodarki Morskiej - zapowiedział, obarczając PO winą za upadek stoczni i zapaść polskiej gospodarki morskiej.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Rządu bronił premier Donald Tusk, a w Gdyni także poseł PO Tadeusz Aziewicz oraz wiceminister infrastruktury Anna Wypych-Namiotko.
- Opozycja fałszuje rzeczywistość. Gospodarka morska ma się nienajgorzej, porty mają coraz większe przeładunki, jest coraz więcej inwestycji i inwestorów z kapitałem, którzy uważają nas za wiarygodnego partnera - podkreśla Tadeusz Aziewicz.
Jako przykład podaje szybki rozwój gdańskiego portu, który opiera się głównie na przeładunku kontenerów oceanicznego partnera - firmy Maersk. Problem jednak w tym, że port gdański rozwinął się częściowo dzięki gdyńskiemu, którego klienci właśnie tam odeszli. Zresztą DCT był terminalem, w którego sukcesie często grzali się politycy. To jedno z najchętniej odwiedzanych przez nich miejsc w Trójmieście, a fotografia na tle dużego kontenerowca zdobi coraz więcej gabinetów. Niestety jako region wciąż jesteśmy daleko w tyle choćby za Hamburgiem, który cały czas umacnia się na pozycji lidera pod względem przeładunku kontenerów.
- Hamburg budował swą siłę od stuleci. My możemy pracować nad nowymi regulacjami, które przyciągają nowe inwestycje. Bezpośrednia rywalizacja na razie będzie trudna - przyznaje Anna Wypych-Namiotko.
Pani minister - co zrozumiałe - przed wyborami nie mówi jednak o zagrożeniach dla naszych portów, a te są gigantyczne. Na liście Ministerstwa Infrastruktury wśród kilkunastu dofinansowanych ze środków UE projektów można znaleźć taki, który może na lata skazać nas na portową "drugą ligę". Wypych-Namiotko nazywa to "zbójeckim prawem" międzynarodowych firm.
Fakty są takie, że duża hamburska firma HHLA Intermodal wybuduje trzy centra przeładunku kontenerów: pod Warszawą, na Śląsku i pod Poznaniem. Będą tam zbierane kontenery, które później pociągami pojadą do Hamburga - z pominięciem trójmiejskich portów. I właśnie port w Niemczech zajmie się ich dalszą obsługą, a tamtejsze firmy spedycją. Pół żartem, pół serio można dodać, że o porcie w Hamburgu w branży już od jakiegoś czasu mówi się, że jest największym polskim portem kontenerowym.
- Działamy na wolnym rynku europejskim. Budowa tych centrów i ich późniejsza obsługa, to także wartość dodana naszej gospodarki - podkreśla poseł Aziewicz.{jathumbnail off}
Inne
Gospodarka morska: święty Graal pomorskiej kampanii?
20 września 2011 |
Źródło:
