Rozmowa z Krzysztofem Piotrowskim, prezesem Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA w upadłości
- Zarząd Porty Holding mówił, że amerykański inwestor złożył ofertę zakupu majątku stoczni szczecińskiej Towarzystwu Finansowemu Silesia. Prezes tego ostatniego zaprzecza.
- Potwierdzam wypowiedź, że oferta była - przedstawiona przez córkę holdingu Capital Park, z panem Janem Motzem na czele. Została złożona 18 kwietnia, czekała 30 dni, ale odpowiedzi nie było. Spotkano się w maju, jednak inwestor zagraniczny został potraktowany lekceważąco. Tymczasem firmy Teleskop i Makrum były hołubione, m.in. przez miasto. Wszyscy byli bardzo zachwyceni tymi pomysłami. Firma Makrum, o ile pamiętam, miała już zatrudnić kilkaset osób w związku z przejęciem stoczni Parnica. Jak wyszło, można zobaczyć.
Później zmieniła się koncepcja, ponieważ Silesia - o czym nagle się dowiedzieliśmy - do końca 2011 r. nie ma zamiaru nic sprzedawać. A przecież przed wejściem inwestora ame-rykańskiego była mowa, że kontrakt z Teleskopem czy Makrum zakończy się lada moment. Takie sygnały płynęły ze strony miasta i Agencji Rozwoju Przemysłu.
- Silesia tego nie potwierdzała.
- Jest nowym podmiotem w starej sprawie. To spółka Skarbu Państwa, czyli jakby inna kieszeń tego samego surduta.
- W piśmie do niej amerykański inwestor nie wspominał Porty Holding.
- To nie było tak, że dwa podmioty wejdą i będą kupowały. Dla inwestora amerykańskiego istotna jest własność prywatna. Majątek po Porcie Holding został przejęty z naruszeniem prawa. W związku z tym przedstawiciele Capital Parku rozmawiali z nami, żeby mieć podkładkę, że nie kupują tego tylko dla siebie, ale dla Porty Holding. Podjęli decyzję, że polska spółka holdingu amerykańskiego nabędzie ten majątek.
- Podczas kontaktów z Silesia sprecyzowali cel zakupu?
- Powiedzieli, że chcą odnowić stocznię, ale padła odpowiedź: nie, stoczni nie wolno. Jesteśmy w państwie, które jest członkiem Unii Europejskiej, gdzie działalność nie jest zakazana, ale okazuje się, że możemy wszystkie działki obsługiwać, byle nie stocznie. Gdzie my żyjemy? To jest gorzej niż przed '89. rokiem.
- Prezes Silesii twierdzi, że ta spółka nie przedstawiła pomysłu biznesowego.
-Takich bzduro inwestorach amerykańskich nie powinien mówić. Pan Motz ma już swoje lataj wie, jak składać oferty. Powiedział, że będzie się zajmować przemysłem okrętowym. Teraz jest bardziej zajęty wprowadzeniem firmy na giełdę, ale jeżeli będzie trzeba, doprowadzimy do konfrontacji.
- Czy Porta Holding zamierza przyjść z biznesplanem do TF Silesia?
- Nie życzę sobie, by pan prezes Bańkowski oceniał biznesplan przemysłu okrętowego, gdyż uważam, że nie ma do tego kwalifikacji. Czy do tych 160 statków, które zbudowano w stoczni, gdy nią kierowałem, państwo coś dopłaciło? Nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji.
W latach 2004-2008 stocznia kontraktowała statki po cenach idiotycznych, ale wtedy rządzili nią ministrowie i popełniali błędy. Ja mam ponosić za nich odpowiedzialność?
- Mówi się, że dla przemysłu stoczniowego w Europie nie ma rynku.
- To jest oszustwo. Ze statystyk wynika, że do roku 2002 sytuacja była fatalna, a my wtedy radziliśmy sobie bardzo dobrze. Pod koniec 2002 r. nastąpiła gwałtowna poprawa, wielokrotnie wzrosły zamówienia. I teraz mówi się o katastrofie, bo między 2009 a 2010 r. nastąpił spadek o 30 procent. Ale nie dodaje się, że to spadek od tego wielkiego wzrostu. Jakoś nie słychać, by przemysł okrętowy w Niemczech, Francji czy we Włoszech został skasowany. Słyszał ktoś o bankructwie stoczni niemieckich? Mówi się o sprawach, które nie występują w, Europie.
- Co się buduje w europejskich stoczniach?
- Kontenerowce, statki pasażerskie, techniczne, do obsługi offshore. Ta ostatnia dziedzina jest obecnie chodliwa. Można więc budować specjalistyczne jednostki, np. podnośnikowe do wstawienia wież wiatrowych, same wieże, konstrukcje samonośne itd. - w zależności od potrzeb i pieniędzy inwestora, który będzie zamawiał te urządzenia.
- Jakie są pana zdaniem prognozy dla przemysłu okrętowego?
- Bardzo optymistyczne. Następuje wymiana floty, rosną zamówienia, czyli jest co robić. To prawda, że stocznie chińskie czy wietnamskie zwiększyły swoją moc, przybyło samych stoczni, ale specjalizują się w masowcach. Jest jednak nisza, w której zakłady europejskie bardzo dobrze się czują.
- Na przykład?
- Niemiecka stocznia w Papenburgu, oprócz statków pasażerskich robi towarowe, kontenerowce. Działa Wismar, też ma zamówienia na nowe kontenerowce. Statki pasażerskie dla stoczni niemieckich są niejako na osłodę, bo generalnie produkują statki towarowe. Oczywiście, nie można powiedzieć, że nikt do tamtych zakładów nie dokłada. Państwo niemieckie co pewien czas coś tam od nich kupuje, sprzedaje i w sprytny sposób pomaga, ale są tam też stocznie, które radzą sobie same. Budują też okręty dla marynarki wojennej.
- Porta Holding dąży do układu z wierzycielami...
- Składamy wnioski o postępowanie układowe, po raz ósmy czy dziesiąty, a sąd mówi, że to jeszcze za wcześnie. Zaczynamy chyba 10. rok i nadal nie ma listy wierzycieli. Nie ma też list majątku, czyli inwentaryzacji. To ciekawe. Sprzedaje się poszczególne aktywa, nie mając listy inwentaryzacji.
- Co dalej?
- Walczymy do końca. Mamy ludzi wykształconych, potrzebnych w przemyśle okrętowym, inżynierów. Nie wszyscy będą pracować w stoczniach niemieckich czy norweskich. Mamy własną, która może zatrudnić na sam początek jakieś 1500-1800 osób.
- Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Elżbieta Kubowska{jathumbnail off}
Inne
Walczymy do końca
27 czerwca 2011 |
Źródło:
