
Charakterystyczny, kilkudziesięciometrowy gliniasty klif orłowski to jeden z najczęstszych motywów pocztówek wysyłanych z Trójmiasta. Sam klif to część większego nadmorskiego rezerwatu przyrody Kępa Redłowska - jednego z najstarszych w Polsce, założonego już w 1938 r.
- Ale cenne są nie tylko występujące na lądzie rośliny i zwierzęta, ale także to, czego na co dzień nie widzimy: okalające Kępę Redłowską wody i dno Zatoki Gdańskiej. Dlatego oprócz rezerwatu na lądzie, powinien powstać rezerwat podwodny - mówi Magdalena Figura, koordynatorka kampanii morskiej polskiego oddziału Greenpeace.
Wczoraj działacze Greenpeace na pokład statku "Hestia" zaprosili dziennikarzy, urzędników i naukowców. Zabrali ich na wody otaczające Kępę Redłowską. Na miejscu była także łódź Wodnego Patrolu Reporterów.
Jeśli w tym miejscu zejdziemy pod wodę, zobaczymy unikalne w tej części Bałtyku kamieniste dno, porastające rzadko występującymi glonami i m.in. zagrożoną wyginięciem trawą morską. To wszystko tworzy znakomite siedlisko dla ryb.
Działacze Greenpeace zapewniali, że utworzenie rezerwatu nie ma oznaczać "ogrodzenia tej części morza zasiekami". - Nie chodzi o zamknięcie tego terenu dla jachtów czy np. dla turystyki podwodnej. To nie są zagrożenia - mówi Jacek Winiarski, rzecznik Greenpeace. - Nie możemy być jednak pewni, że w przyszłości ktoś nie wpadnie, by pozyskiwać stąd kamienie na potrzeby budownictwa, zbudować tu marinę czy np. nową, wychodzącą w morze dzielnicę Gdyni. Tylko stworzenie tutaj rezerwatu zagwarantuje temu obszarowi prawną ochronę.
Pod koniec lat 90. reżyser Andrzej Wajda lansował projekt, by w morzu, w sąsiedztwie klifu orłowskiego, zbudować wielki pomnik orła, który wynurzałby się z wody przy wtórze muzyki. Z projektu, zdaniem ekologów "na szczęście", nic nie wyszło.
Okazuje się jednak, że stworzenie rezerwatu podwodnego jest rzeczą - zgodnie z obecnymi przepisami - niemożliwą. Za tworzenie rezerwatów przyrody odpowiada bowiem Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, a ta może działać tylko na terenie województwa. A granica województwa kończy się na brzegu morza. Jak rozwiązać ten problem? - Czekamy na oficjalne stanowisko Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska - stwierdziła Joanna Jarosik, wicedyrektor RDOŚ w Gdańsku.
Urząd Morski - odpowiedzialny za wody morskie - rezerwatów utworzyć nie może, ale jego przedstawiciel zadeklarował, że urząd jest otwarty na ochronę tego obszaru.
- Przygotowujemy właśnie plan zagospodarowania przestrzennego Zatoki Gdańskiej - mówił Andrzej Cieślak z Urzędu Morskiego w Gdyni. - Dla akwenu sąsiadującego z Kępą Redłowską, którego znaczenia przyrodniczego jesteśmy oczywiście świadomi, możemy w takim planie wprowadzić dowolne ograniczenia dotyczące możliwości prowadzenia inwestycji, żeglugi czy rybołówstwa. Musimy tylko wspólnie uzgodnić, jakie ograniczenia będą tam potrzebne.
Magdalena Figura zapowiada jednak, że Greenpeace nie zakończy swojej kampanii, dopóki urzędnicy nie stworzą procedur umożliwiających tworzenie podwodnych rezerwatów i kiedy taki rezerwat nie obejmie wód przy Kępie Redłowskiej.
Mikołaj Chrzan{jathumbnail off}
