Inne
Nad bezpieczeństwem trójmiejskich plażowiczów czuwa ponad stu wykwalifikowanych ratowników. Już w tym sezonie uratowali 13 osób. I przekonują: głupota odwiedza plażę pod postacią brawury i alkoholu.

Ratownicy
14 lipca, plaża na Stogach. Tym razem to ćwiczenia
Fot. Dominik Sadowski / Agencja

"6-letni Piotruś czeka na rodziców w bazie ratowników" - głos z megafonów niesie się daleko nad gdyńską plażą. To dość regularnie nadawany komunikat.

- Bo najczęstsze zdarzenia na plaży to otarcia, skaleczenia i zgubione dzieci. Na szczęście mamy system nagłośnieniowy, możemy natychmiast wezwać rodziców i takie historie kończą się szczęśliwie - tłumaczy Jerzy Jałoszewski, dyrektor Gdyńskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. - Największa głupota plażowiczów? Brawura, odpływanie zbyt daleko brzegu i kąpiele pod wpływem alkoholu. I to zwykle w nocy, kiedy ratowników nie ma na stanowiskach. Zdarzało się, że taka beztroska kończyła się tragicznie: parę lat temu grupa młodych, pijanych mężczyzn o godz. 4 nad ranem postanowiła popływać. Jeden z nich utonął.

Razem z szefem GOSIR-u patrolujemy z łodzi motorowej wybrzeże Gdyni. - Bezpieczeństwa na naszych plażach pilnuje 35 ratowników. Pracują po 8 godzin dziennie, czwórkami. Na zmianę: każdy po dwie godziny na wieży, dwie kolejne na plaży i dwie na łodzi. Do tego dwie godziny przerwy. Braków kadrowych nie mamy, raczej nadmiar. W tym sezonie na jedno miejsce mieliśmy od trzech do czterech chętnych.

Bo wygląda na to, że "kryzys ratowniczy" sprzed trzech lat został zażegnany. Wtedy to wykwalifikowani ratownicy masowo zaczęli wyjeżdżać na zagraniczne plaże, przyciągani kilkakrotnie wyższymi pensjami. - Doświadczeni pracownicy, którzy kilka lat temu patrolowali nasze plaże, a potem pokusili się o wyjazd i lepsze pieniądze, teraz wracają z emigracji - zapewnia Wojtek Groszewski, starszy ratownik z Gdańska. - Bo dysproporcje zarobkowe powoli znikają.

W Polsce można dostać za tę pracę ok. 2,5 tys. zł na rękę. I tak bezpieczeństwa wypoczywających na gdańskich plażach osób pilnuje w tym roku w sumie niemal 90 ratowników. 69 osób to przeszkolona kadra, 30 - to tzw. ratownicy społeczni, dokształcający się jeszcze i pracujący za darmo.

Nie gorzej jest w Sopocie. Tam znajduje się 14 stanowisk ratowniczych. - Mamy pełne ręce roboty. Dotychczas przeprowadziliśmy cztery akcje ratunkowe, m.in. starszy mężczyzna zasłabł w wodzie, nasi ratownicy musieli go reanimować - mówi Kazimierz Zelewski, prezes sopockiego WOPR. - Uważam, że na plażach w kurorcie jest bezpiecznie. Fakt, wielu dobrych specjalistów wciąż jest na Zachodzie. Ale mimo to mamy pełną obsadę.

W tym sezonie na trójmiejskich plażach nikt nie utonął.


Jowita Kiwnik
{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter