
We wtorek organizatorzy posumowali dwie imprezy, jakie od czwartku do niedzieli zawładnęły Gdynią i... zaskoczyli wszystkich. Dotąd tajemnicą było, że miasto na czas trwania imprez zabezpieczone było systemem antyterrorystycznym KRYL Mk3, który bacznie obserwował, czy nie atakuje nas coś z brzegu i spod wody.
- Zagrożenie, jakie może przyjść od strony morza, jest jednym z trzech najgroźniejszych - mówi Jerzy Uczciwek, dyrektor Centrum Techniki Morskiej, które opracowało system. - A masowe imprezy mu sprzyjają. KRYL opiera się na systemie przygotowanym dla wojska. Wejścia i wyjścia z portu i mariny w Gdyni chronione były sensorami hydroakustycznymi i magnetycznymi, których końcówki doprowadzone były m.in do Centrum Zarządzania Kryzysowego. Na szczęście spod wody nikt nie próbował nas atakować, no może oprócz nurkujacego łabędzia, którego system wykrył.
Pomimo takiego tłumu na ziemi też było bezpiecznie. Nie zginął ani jeden samochód, były dwa włamania, zatrzymano 13 nietrzeźwych kierowców, a wśród nich... furmana, który wozem zaprzężonym w konia gnał ul. Zieloną, nieopodal lotniska, gdzie odbywał się Open'er. Wydarzeniem, o którym mówiło się wiele, były płonące żagle rosyjskiego "Siedova".
- Chcielismy, by Rosjanie mile nas wspominali, a ponieważ ich żagle szyte były kiedyś w Gdansku, sami zawieźliśmy je do naprawy - mówi Jerzy Jałoszewski, dyrektor GOSiR. - Dla załogi natomiast zakupiliśmy 440 drożdżówek i wszystko zakonczyło się dobrze.
(bj){jathumbnail off}
