Polski okręt ratowniczy ORP "Lech" popłynął w poniedziałek na duńskie wody, by wydobyć ciała załogi z kutra "WŁA-127".
Na pokładzie jednostki, prócz 59-osobowej załogi, są specjaliści z Dywizjonu Zabezpieczenia Hydrograficznego, Akademii Marynarki Wojennej i Ośrodka Szkolenia Nurków i Płetwonurków.
"Lech" w poniedziałek miał ustalić dokładne położenie wraku kutra i zacumować dokładnie nad nim. Potem śledztwo miały rozpocząć bezzałogowe sondy, w ślad za którymi dziś zejdą nurkowie. Po co takie przygotowania, skoro wcześniej Duńczycy przekazali precyzyjne dane o lokalizacji "WŁA-127"?
- Chcemy zebrać niezbędne informacje, by na nurków nie czekały przykre niespodzianki - powiedział nam kpt. Grzegorz Łyko z biura prasowego Marynarki Wojennej. - To rybacki statek, więc trzeba sprawdzić np., czy w pobliżu nie ma sieci, które ewentualnie mogłyby zagrażać życiu.
Specjalne bezzałogowe pojazdy wyposażone m.in. w kamery mają naszym specjalistom pokazać miejsce, w którym leży wrak. Film ma też pozwolić ustalić okoliczności i przyczyny zatonięcia kutra. Dzięki obrazowi oraz danym otrzymanym z sonara będzie można rozplanować pracę dziesięciu osób.
Kuter leży na głębokości 68 m, dlatego MW przygotowała nurkom specjalne mieszanki do oddychania pod wodą.
- Na takich głębokościach można pracować zaledwie 40 minut, a kolejnych sześć godzin nurkowie spędzają w komorze dekompresyjnej - mówi kpt. Łyko.
"Lech" ma trzy takie urządzenia na pokładzie, więc nurkowie będą mogli pracować na zmiany w dwuosobowych zespołach.
"WŁA-127" zatonął nocą z 29 na 30 kwietnia w pobliżu Bornholmu. Po dwudniowej akcji ratowniczej nic nie odnaleziono. Dopiero później na wodzie zaczęły się pojawiać m.in. elementy ubrania i wyposażenia kutra. "WŁA-127" przypadkowo odnalazła duńska jednostka.
Piotr Niemkiewicz{jathumbnail off}
Inne
Marynarze szukają "WŁA-127"
19 maja 2009 |
Źródło:
