Inne
Transatlantyk "Rotterdam" - wyrzucony w 2006 r. z Gdańska - został wyremontowany w Niemczech. Teraz statek jest już w Holandii, a w lipcu stanie się nowoczesnym centrum hotelowo-kongresowym



Nowe życie jednostka rozpocznie 27 lipca. Zacumowany na stałe przy nabrzeżu w Rotterdamie - z 257 pokojami hotelowymi, dwoma restauracjami, trzema barami, teatrem i salami konferencyjnymi - będzie pełnił rolę centrum hotelowo-konferencyjnego.

Jego remont - wyceniany na ok. 100 mln euro - miał być przeprowadzony w Gdańsku, ostatecznie jednak został zrealizowany w niemieckim Wilhelmshaven.

Przypomnijmy, jak do tego doszło. 27 lutego 2006 r. do opustoszałego na co dzień pirsu rudowego w Porcie Północnym przybił "Rotterdam" - smukła sylwetka, dwa kominy, niemal 230 m długości. Była to perełka holenderskiego okrętownictwa, zwodowana w 1958 r.

Uwagę mediów (także "Gazety") i lokalnych polityków przyciągnęło to, co znajdowało się we wnętrzach statku. Chodziło o ok. 180 ton azbestu, wykorzystanego przy budowie jednostki jako izolacja przeciwpożarowa. Holendrzy, by przerobić jednostkę na hotel, musieli toksyczny azbest usunąć.

Szybko okazało się, że armator nie ma kontraktu z żadną z trójmiejskich stoczni, nie ma zgody na prowadzenie remontu na terenie Portu Północnego, dodatkowo Straż Graniczna znalazła w jego ładowniach odpady azbestowe, które nie zostały zgłoszone przy wejściu do portu. Kolorytu sprawie dodawał fakt, że pracowników do usuwania azbestu poszukiwano m.in. wśród podopiecznych pomocy społecznej. Po tym wszystkim dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni nakazał armatorowi, by "Rotterdam" opuścił polskie wody.

25 sierpnia "Rotterdam" odholowano do Wilhelmshaven. Tam rozpoczęto remont.

Kiedy w Niemczech trwały prace, w Polsceprokuratura umorzyła śledztwo dot. rzekomo nielegalnego wwiezienia azbestu, a w 2008 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał, że nie było podstaw do wyrzucenia statku z Gdańska.

Osoby zaangażowane w projekt remontu "Rotterdamu" w Gdańsku nie kryją dziś rozżalenia. Uważają, że nie było podstaw, by wyrzucać statek. - Jednak po jednostronnej i bezkompromisowej medialnej nagonce żaden znaczący polityk Trójmiasta nie odważył się bronić remontu "Rotterdamu" w Polsce - wspomina Stanisław Kotlarz, doradca armatora jednostki. - W Wilhelmshaven jeden z wysokich urzędników tamtejszej stoczni nazwał wpłyniecie statku wygraną w toto-lotka. Dla nich był to kolosalny zastrzyk kapitału - praca dla firm dostawczych, hotelarzy, a zwłaszcza samej małej stoczni. Azbest usuwała ta sama wyspecjalizowana firma, która czynić to miała w Polsce.

Andrzej Królikowski, dyrektor Urzędu Morskiego uważa, że podjął słuszną decyzję. - Winny był nie armator, a nieprofesjonalne firmy, z którymi współpracował. Nie były w stanie zorganizować remontu w prawidłowy sposób. Od wyroku sądu, który uznał, że nakaz opuszczenia statku wydaliśmy niezgodnie z prawem, odwołałem się. Czy odwołanie zostanie uwzględnione, jeszcze nie wiem.

Mikołaj Chrzan
{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter